Wpisy z tagiem ‘4 lata’

Kółka i Spółka

Marcin Niebudek,

„Kółka i Spółka” to gra już dla 4 latków ale i 8 latki wraz z dorosłymi znajdą tu coś dla siebie. Tym razem są to różne figury składane z prostych kwadratów, kółek, trójkątów czy prostokątów. Wszyscy robią daną figurę w tym samym czasie i kto zrobi ją pierwszy, otrzyma najwięcej punktów. No więc sprawdźmy jak to wyglądało w praktyce…

Kółka i spółka

Kółka i spółka - trasa

Kółka i spółka - łatwiejsze

Kółka i spółka - trudniejsze

Kółka i spółka - przykład

Ocena

Ocena 5. Dużo zabawy przy prostych (niebieskich) i nieco trudniejszych (czerwonych) kartach z zadaniami.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Bierzemy udział w projekcie Grajmy!
Grajmy!

Kot Stefan

Marcin Niebudek,

Mimo, że „Kot Stefan” to gra już od 4 lat, to stanowiła ona nas pewną trudność :-) No bo jak pokazać, nawet w dwie osoby, coś co powinno być rozegrane w trzy, a najlepiej cztery lub więcej osób. Zobaczcie sami…

Kot Stefan

Kot Stefan - kot i myszy

Kot Stefan - kot

Kot Stefan - myszy

Ocena

Ocena 5. Wyjątkowo ładnie wydana. Kot łapie myszy siedzące na serze. Wszyscy obserwują co teraz wypadnie…

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Zwierzak na zwierzaku

Marcin Niebudek,

Druga nasza gra, w której obok zwykłego „Zwierzak na zwierzaku” mamy także wersie YouTube. Tym razem dużo lepszą. Sami zobaczcie…

„Zwierzak na zwierzaku” to tak faktycznie gra polegająca na budowaniu piramidy ze zwierząt. Zwierzęta stawia się na lub obok krokodyla, ale o tym decyduje rzut kostką. Jeden albo dwa punkty na kostce oznaczają ilość zwierząt jakie trzeba postawić na krokodylu. Jeśli na kostce wypadnie krokodyl, wtedy zwierzątko ustawiasz obok krokodyla. Dłoń oznacza przekazanie swojego jednego zwierzątka innemu graczowi. Znak zapytania znaczy, że inni gracze decydują jakie zwierzę masz postawić na krokodylu. Im trudniej tym lepiej. Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich swoich zwierząt.

Zwierzak na zwierzaku

Zwierzak na zwierzaku - piramida

Zwierzak na zwierzaku - zwierzęta

Kategoria wiekowa

4 lata, bo taki jest oficjalny wiek, jest w sam raz. Dzieci szybko będą lepsze niż rodzice, a przynajmniej dorównają im w tym.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Przede wszystkim gra wymaga od dzieci zręczności i tego żeby uważały na inne zwierzaki podczas dokładania zwierząt, bo wszyscy spotykają się na planszy jaką jest krokodyl. Gra uczy też dzieci ostrożności w układaniu zwierząt, bo może się to skończyć zawaleniem wieży.

Ocena

Ta gra raczej szybko nam się nie znudzi i z czystym sumieniem damy jej 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji!
HABA

Kocur Max – drużynowa ucieczka przed kolejnym kotem

Marcin Niebudek,

Pisałem ostatnio o szalonej ucieczce przed kocurem Morfagi. Okazuje się, że pozostaniemy w klimacie ucieczek przed kotami (kto by pomyślał, że to takie skore do pogoni zwierzęta), a to za sprawą gry „Korcur Max„. Wspominałem już w artykule o grach kooperacyjnych o Familiaris, dzięki któremu mamy możliwość dostania w Polsce całej serii gier kooperacyjnych autorstwa Jima Deacove.

Kocur Max - zawartość pudełka

Ten kanadyjski autor postanowił projektować właśnie gry kooperacyjne dla różnych grup wiekowych. Na szczęście można wśród nich znaleźć także tytuły dla najmłodszych graczy i właśnie jedną z takich gier jest „Kocur Max”. Wszystkie gry z serii utrzymane są w podobnym stylu. Być może przyzwyczajeni ilością kolorowych elementów w dzisiejszych grach dla dzieci, będziecie zaskoczeniu zawartością pudełka (plansza, 8 żetonów i dwie kostki), ale tak jak nie lubię głupawych planszówek napakowanych plastikiem, w który tłuczemy jakimś młotkiem czy innym ustrojstwem, tak zupełnie nie przeszkadza mi brak wodotrysków jeśli gra jest dobra… A ta jest…

Kocur Max - w pełnej krasie

Jako drużyna podejmiemy próbę ocalenia trzech zwierzątek (myszy, ptaka i wiewiórki) przed tytułowym kotem Maxem. Zwierzaki będą się starały dotrzeć do swoich domków na/w drzewie, a w pogoń za nimi ruszy Max. Całą grą sterują dwie kostki, na których widnieją czarne i zielone kropki. Czarna kropka pozwala ruszyć się kotu, zielona zwierzątku. Tylko, że zwierzaki są trzy a kot jeden, co sprawia, że jest naprawdę szybki. Na szczęście mamy w zanadrzu cztery smakołyki, którymi możemy w dowolnym momencie gry zwabić kota z powrotem do jego legowiska. Zwierzęta mają też skróty, niestety tą samą drogą może podążyć kot jeśli zwietrzy trop.

Kategoria wiekowa

„Kocur Max” jest grą dla najmłodszych, czyli już dla dzieci od 4 lat. Proste zasady i sam fakt kooperacyjności gry faktycznie pozwala siąść do niej z maluchami. Przy czym gra wcale nie jest trywialna i sprawiła radość także i 6-latkowi oraz nam, dorosłym rodzicom.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Przede wszystkim jako gra kooperacyjna eliminuje ona element rywalizacji, co moim zdaniem jest bardzo ciekawe podczas gry z dziećmi. Gra uczy dzieci podejmowania wspólnych decyzji, a będzie trzeba zdecydować które ze zwierząt poruszyć no i w jakim momencie użyć smakołyku dla zwabienia kota (co jest kluczowe dla wygrania z Maxem).

Jest jedna istotna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę w przypadku gier kooperacyjnych. Narażone są one na efekt „gracza dominującego”. Czasem będzie to dziecko, które lepiej zna grę i siada do rozgrywki z kolegami, którzy grę dopiero poznają. Ale częściej będzie to rodzic, dla którego pewne decyzje będą bardziej oczywiste niż dla dzieci. I właśnie przed tym chcę was przestrzec. Siadają do takiej gry trzeba dać dzieciom swobodę w podejmowaniu decyzji, nawet jeśli będą one błędne – pozwólmy im przekonać się o tym samym. Lepiej taką naukę zapamiętają, niż gdy będziemy je na bieżąco poprawiać. Po drugie mimo, że gra jest drużynowa, to zawsze gracz, którego jest kolejka powinien mieć ostateczne słowo na temat podejmowanej właśnie decyzji. Jeśli już chcemy dziecko wyprowadzać z błędu, to raczej naprowadzajmy je na inny tor, podpowiedzmy na co powinno zwrócić uwagę, ale nie podawajmy mu rozwiązania na tacy mówiąc „nie, nie, teraz zrób tak, bo inaczej…”.

Ocena

„Kocur Max” ma proste zasady, co pozwala młodszym dzieciom swobodnie w nią zagrać, ale jednocześnie nie jest to gra banalna. Kocur jest szybki i pewnie pierwsze partie będą przegrane. Ale to jest właśnie w tej grze najlepsze. Niby wszystko jest łatwe, a w trakcie rozgrywki mamy szansę przekonać się czy dana strategia będzie faktycznie dobra czy nie. Rozgrywka jest na tyle krótka (ok. 15 min), że spokojnie za raz można powtórzyć grę pod hasłem „a teraz może zrobimy tak”.

To co jeszcze mi się w tej grze podoba to, że nawet jeśli kocur złapie jedno ze zwierząt, to możemy grać dalej, a sama instrukcja do gry zachęca nas do dyskusji z dziećmi, co myślą o tym, że kot właśnie jakieś zwierzątko zjadł. Zachęcani jesteśmy do rozmowy na temat tego, jak to wygląda w prawdziwym życiu.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Familiaris za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Familiaris - Przyjazne rodzinie

Ciasteczkowy potwór i jego słodkie wypieki

Marcin Niebudek,

Nie przepadamy jakoś szczególnie za grami zręcznościowymi, ale jest kilka takich, którym ciężko się oprzeć. Jedną z nich jest „Ciasteczkowy potwór” wydawnictwa HABA. Gra ta zagościła chyba na wszystkich stołach podczas ostatniej Planszarni, a i w domu lubimy sobie z potworem popichcić :-)

Ciasteczkowy potwór - zawartość pudełka

Duże kolorowe pudło przyciąga wzrok każdego dziecka, a po jego otwarciu na twarzach rysują się szerokie uśmiechy. Oczy błyszczą na widok kolorowych kulek i tych dziwnych łyżek z dziurką. Do kompletu są jeszcze drewniane miseczki oraz zestaw kart z kulinarnymi wyzwaniami potwornej kuchni.

Zasady gry są bardzo proste. Każdy dostaje łyżkę oraz miskę. Odkrywamy kartę, na której widnieje ciastko udekorowane różnokolorowymi groszkami. W tym momencie zaczyna się szalone gotowanie, a raczej walka na łyżki nad wielkim garem :-) Kto pierwszy wyłowi swoją smieszną łyżką kulki odpowiedniego koloru, ten zdobywa kartę z ciastkiem. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zdobędzie np. 5 takich kart.

Ciasteczkowy potwór i jego przybory kuchenne

Kulinarne zadania ciasteczkowego potwora

Generalnie po odkryciu karty zaczyna się szalony wyścig. Wszyscy mają nosy w garze, który stanowi pudełko od gry (spójrzcie na zdjęcie z Planszarni ;-)). Kiedy ktoś ukończy połów, słychać „Monstrum stop!” :-) Ot i cała zabawa, ale ile przy niej śmiechu i emocji!

Planszarnia 6 - kto pierwszy zrobi tort dla ciasteczkowego potwora?

Kategoria wiekowa

To jest gra od 5 lat, ale dałoby się posadzić do niej z powodzeniem i 3-latki. Ważne tylko, żeby uczestnicy byli mniej więcej w tym samym wieku, bo to w końcu gra zręcznościowa i starsze dzieci będą miały naturalną przewagę nad młodszymi. Niemniej maluchy spokojnie złowią kulki, tylko zrobią to w nieco mniej szalonym tempie niż starszaki.

Dzieci szkolne może skuszą się na 1-2 rozgrywki, ale generalnie to jest zabawa dla przedszkolaków. Ciężko też powiedzieć coś o przewadze rodziców ;-) Ja jakoś najczęściej przegrywam w tą grę, ale to pewnie dlatego, że moja łyżka jakaś taka krzywa jest ;-).

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra wymaga zręczności manualnej. Dość ciężko jest złowić jedną z trzydziestu kulek przy pomocy łyżki z dziurką. Gra ćwiczy koordynację oko-ręka co również jest ważne w przypadku przedszkolaków. Można także potrenować z dziećmi rozpoznawanie kolorów.

Ocena

„Ciasteczkowy potwór” prezentuje się przepięknie. Kulki wyglądają jak małe cukierki i naprawdę chciałoby się je zjeść (uwaga na młodsze dzieci!). Rozgrywka jest krótka i emocjonująca. To jest doskonała pozycja dla przedszkolaków, jednak nie porwie rodziców aż tak bardzo, aby chcieli do niej wracać jak do świetnej gry rodzinnej. Lepiej sprawdzi się w gronie rówieśników.

Dawkowana w dużych ilościach może spowodować, iż dzieci tak się nakręcą, że kulki zaczną fruwać po pokoju. Niemniej jest to gra zręcznościowa, która nam bardzo się spodobała. Dajemy jej mocną czwórkę, bo raczej nie odmówimy sobie partyjki raz na jakiś czas :-)

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Pewnego razu, czyli kolejna okazja do opowiadania

Marcin Niebudek,

Zachęcałem Was już kiedyś do opowiadania z dziećmi historii. Pokazałem wtedy kilka gier, które mogą pomóc dzieciom zdobyć tę umiejętność. Dzisiaj chciałbym jeszcze raz wrócić do tego tematu, bo dzięki uprzejmości wydawnictwa Hobbity.eu mieliśmy okazje przetestować grę „Pewnego razu„.

Pewnego razu - zawartość pudełka

Jest to gra-zabawa, z resztą podobnie jak pozostałe wspominane tutaj tytuły, bo we wszystkich z nich nie jest istotna rywalizacja czy wygrana, ale opowieść jaką dzięki samej zabawie stworzymy. Jak to się robi w „Pewnego razu”?

Otóż w zabawie może wziąć udział do 4 osób. Każda z nich wciela się w rolę zwierzaka, który właśnie kładzie się spać, tylko znim to zrobi, musi jeszcze skompletować piżamę, pluszaka i szczoteczkę do zębów. Odpowiednie przedmioty zbierać będziemy na specjalnej planszy.

Pewnego razu -  kompletowanie piżamy

Zdobywanie potrzebnych przedmiotów polega na wybieraniu ich w ciemno z woreczka. Jedyną podpowiedzią jest kształt żetonu, który próbujemy wyciągnąć. Np. spodnie będą kwadratowe, koszula prostokątna, pluszak okrągły a szczoteczka owalna. Ale to nie wszystko… W woreczku kryją się także różne inne kartoniki przedstawiające postacie lub przedmioty nie pasujące do naszego obrazka. Jeśli wylosujemy taki żeton, to układamy go na środku stołu. To właśnie tutaj zaczyna się rodzić opowieść.

Kiedy jednemu z graczy uda się skompletować całą garderobę potrzebną do położenia zwierzaka do łóżka, zaczyna się druga część zabawy. Teraz będziemy musieli opowiedzieć zwierzakom na dobranoc opowieść ułożoną z dodatkowo wylosowanych kartoników. Rozpoczynając od gracza, który pierwszy skończył kompletowania żetonów na swojej planszy, próbujemy stworzyć historię. Każdy z graczy dokłada kolejny element opowieści tak, aby zawierał on słowo kojarzące się z rysunkiem z kolejnego kartonika. Tworzymy więc jedno, wspólne opowiadanie.

Kategoria wiekowa

To jest gra przeznaczona dla młodszych dzieci. Obrazki są kolorowe i zrozumiałe. Na początek bawimy się losowaniem, a potem wspólnie tworzymy historię. Dzięki temu dzieciom będzie nieco łatwiej, bo możemy im pomóc pociągnąć opowiadanie dalej (chociaż czasem, nawet dla rodziców, może być wyzwaniem przejście od traktora do wróżki i rakiety ;-)) Gra będzie świetna dla 3-4 latków i wydaje mi się, że zainteresowanie nią skończy się już u 6-7 latków.

Czego ta gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Ta zabawa ma bardzo proste zasady. Jedyne co dzieci będą musiały zrozumieć to, że jeśli szukają jakiegoś konkretnego przedmiotu, to muszą zwrócić uwagę na kształt kartonika. Ale to akurat czyni zwykłe losowanie znacznie ciekawszym. Za to najlepszą częścią jest tworzenie opowieści. To jest sedno gry i to tutaj będziemy mogli próbować z dziećmi stworzyć coraz bardziej rozbudowane opowiadanka. Taka zabawa rozwija i wyobraźnię, i słownictwo. Dzieci ćwiczą także umiejętność logicznego wiązania elementów historii w jedną całość.

Ocena

„Pewnego razu” jest gra dla młodszych dzieci i wpisuje się w grupę do której kierowana jest także wspominane przeze mnie „Opowiem ci mamo”, ale jest od niej inna. Tutaj powstają różne historie – czasem dłuższe, czasem krótsze. Za każdym razem opowiadać możemy o czym innym. Czasem zdarza się, że wylosujemy do historii większość kartoników i opowiadanie będzie bardzo długie, ale ostateczni nie postrzegam tego jako wadę.

Także fakt, że żetony powtarzają się z opowiadania na opowiadanie nie jest wcale takie złe. Dziecko zaczyna od prostych historii i używa haseł dokładnie odpowiadających obrazkom, ale właśnie podczas kolejnych rozgrywek możemy je zachęcić, żeby tym razem nie mówiło o „traktorze” tylko np. o „gospodarstwie”, albo nawet o „ciężkiej pracy” czy „pojeździe”. Chodzi o to, żeby stopniowo odchodzić od znaczeń bezpośrednich i zachęcać dziecko do bardziej kreatywnego podejścia do opowiadania oraz używania nowych słów.

My bardzo lubimy tego typu gry i mimo, że nasz syn jest już na nią nieco za duży, to młodszym przedszkolakom szczerze polecam. Warto też nadmienić, że gra ta dostała nagrodę w konkursie „Świat przyjazny dziecku” i moim zdaniem w pełni na to zasługuje.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Hobbity.eu

Małe ZOO – mało znane, a bardzo dobre

Marcin Niebudek,

Mało który maluch nie lubi zwierząt, zwłaszcza tych egzotycznych. Temat ZOO jest więc bardzo atrakcyjny i dzisiaj chciałbym napisać o grze, na którą trafiłem gdy Tomek miał nieco ponad 3 lata. Znalazłem ją na półce jednej z księgarni, a że była niedroga i zawartość pudełka wydała mi się ciekawa to wziąłem w ciemno. Później zamówiliśmy jeszcze dwie, żeby obdarować rodzinę i znajomych :-)

Mowa o „Małym ZOO” wydanym przez Axel. W pudełku znajdziecie solidne i kolorowe plansze ogrodów zoologicznych, które będziecie się starali zapełnić najatrakcyjniejszymi gatunkami zwierząt. Będziecie starali się zdobyć okazy małe, duże i średnie (reprezentowane przez równie solidne żetony). Oczywiście nie wszystkie do ZOO się zmieszczą, bo dla każdego potrzebny jest odpowiedniej wielkości wybieg.

Małe ZOO - zawartość pudełka

Dodatkowo podczas gry będzie można zdobyć dwa gatunki unikatowe (pandę i kameleona – czerwone żetony), ale to będzie możliwe tylko przez wykonanie specjalnych zadań podanych na kartach. Takie zadanie będzie określało jakie inne dwa zwierzęta będziecie musieli mieć w swoim ZOO zanim będziecie mogli wziąć jeden z gatunków unikatowych.

Wasze ZOO co jakiś czas odwiedzą goście. Będziecie wtedy sprzedawać bilety. Biletów zdobędziecie tym więcej, im atrakcyjniejsze zwierzęta macie w swoim ZOO. To z kolei określają gwiazdki na każdym z żetonów. Grę wygra ten, kto pierwszy sprzeda co najmniej 15 biletów, albo zapełni wszystkie wybiegi i będzie posiadał zarówno pandę jak i kameleona.

Małe ZOO - w trakcie gry

W tej grze nie ma kostek, choć większość zdarzeń jest bardzo losowa. Do określenia co akurat będziemy mogli zrobić (zdobyć zwierzę, kartę z zadaniem, przyjąć gości, a może wymieć się z innym graczem zwierzętami) używamy specjalnego kołowrotka. To bardzo dobre rozwiązanie, bo jest dla dzieci atrakcyjne, łatwe w obsłudze i czytelne.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 5-ciu, ale jak napisałem na wstępie, my zaczęliśmy w nią grać z synem gdy miał nieco ponad 3 lata. Jedyne co zmieniliśmy to, że karty z zadaniami były jawne (abyśmy mogli mu podpowiedzieć co może zrobić), a wymiany dobrowolne zamiast przymusowych (aby wyeliminować negatywne działania wymian). W grze występują dobrze znane zwierzęta, wszystko jest bardzo dobrze oznaczone, także młodsze dzieci nie będą miały problemu ze zrozumieniem co się dzieje.

Za to przy grze ze starszymi dziećmi karty mogą być tajne, wymiany przymusowe (czyli zgodnie z oryginalnymi zasadami), a dodatkowo instrukcja podpowiada jeszcze dwa warianty urozmaicające rozgrywkę i nieco ją komplikujące (ale nie za mocno). Niemniej kategoria wiekowa tej gry kończy się moim zdaniem gdzieś na 6-, 7-latkach. Później będzie można przesiąść się na bardziej zaawansowane tytuły, a przy tym pozostać przy temacie budowy ZOO :-)

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest bardzo losowa, co zwiększa znacząco szansę dzieci w grze z rodzicami (uznaję to za zaletę). Tak faktycznie to jedyne decyzje jakie czekają dzieciaki w tej grze, to gdzie umieścić w ZOO kolejne zwierzę (zwłaszcza średnie) albo na co zwierzę wymienić, żeby zrealizować zadanie. Gra jest bardzo prosta, rozgrywka trwa około 15 minut więc jest to doskonała pozycja na zapoznawanie dzieci z planszówkami. Aspekt edukacyjny jest tutaj niezbyt duży, niemniej dzieciaki będą mogły poznać te kilkanaście zwierząt, które w grze występują. Ale nie jest to gra edukacyjna, tylko rozrywkowa.

Ocena

To jest jedna z gier, które z powodzeniem stosowaliśmy do zapoznawania młodszych dzieci (właśnie 3- i 4-latków) z grami planszowymi innymi niż Memory, loteryjki i tym podobne. Zabawa jest przy tej grze zaskakująco dobra. Rozgrywka szybka i prosta. Do tego gra jest bardzo dobrze wykonana (no może poza nieco cienkimi kartami zadań, które łatwo pogiąć gdy gra się z młodszymi dziećmi). Jedyną wadą jest to, że po jakimś czasie okaże się zbyt prosta, ale taki już los tego typu gier. Jeśli Wasze dziecko ma mniej niż 5 lat i lubi zwierzęta, to szczerze polecamy!

Zobacz jak oceniamy…
4+/5

Dzieci z Carcassonne i nasze miłe zaskoczenie!

Marcin Niebudek,

Pisałem już o tym jak oswajaliśmy reguły dużego Carcassonne, aby móc grać z naszym synem. Od dawna wiedzieliśmy o istnieniu wersji „Dzieci z Carcassonne” wydanej w Polsce przez Bard, ale nie wiem czemu wyrobiliśmy sobie przekonanie, że skoro już gramy w Carcassonne, to wersja dziecięca będzie tylko niepotrzebnym uproszczeniem. Przy okazji Planszarni z grami kafelkowymi postanowiliśmy jednak sprawdzić czy mieliśmy rację i gra okazała się jakże miłym zaskoczeniem!

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Dzieci z Carcassonne - zawartość pudełka

W pudełku znajdziecie 36 solidnych i dużych kafelków oraz 32 pionki dzieci w 4 kolorach. Kafelki zostały zaprojektowane tak, żeby były dużo czytelniejsze dla dzieci niż te z oryginalnego Carcassonne. Są też bardziej kolorowe. Pionki są większe i poręczniejsze.

Dzieci z Carcassonne i duże Carcassonne

Skąd nasze miłe zaskoczenie? Bo to nie jest, mimo wszystko, uproszczona wersja Carcassonne, tylko prosta dziecięca gra na motywach Carcassonne. Obie są kafelkowe, ale cele w obu grach są inne – wręcz odwrotne.

Tytułowe dzieci z Carcassonne rozbiegły się w dniu dorocznego święta, aby złapać zwierzęta, które wypuszczono na czas obchodów z zagród. Teraz maluchy biegają po drogach i próbują dogonić zwierzaki. W grze kolejno losujemy kafelek i dokładamy go do już leżących na stole – gdzieś zawsze będzie pasował. Kafelki będą tworzyły układ dróg prowadzących z jednego gospodarstwa do drugiego, czasem do jakiegoś stawu czy na łąkę. Na drogach zaznaczone są wizerunki dzieci (w czterech kolorach). Jeśli droga zostanie zakończona z obu stron, wtedy wszyscy gracze, których obrazki znajdują się przy takiej drodze, mogą postawić tam swoje pionki. Wygra ten, który najszybciej pozbędzie się wszystkich pionków, czyli jako pierwszy ustawi wszystkie na zakończonych drogach.

Tak więc prostota tej gry polega na tym, że chodzi tylko o drogi, ale odwrotnie niż w Carcassonne, wcale nie zdobędzie się więcej punktów gdy droga będzie dłuższa. Wręcz przeciwnie, wygra raczej ten, kto będzie szybko znajdywał okazje do zamknięcia jakiejś drogi i postawienia na niej kolejnych pionów. W Carcassonne możemy piony zdejmować z planszy po zakończeniu budowy i zdobywać nimi kolejne punkty, a tutaj raz postawione piony zostają na planszy i chodzi właśnie o to, żeby pozbyć się ich jak najszybciej – najlepiej jeszcze zanim użyjemy wszystkich kafelków. Nie ma w „Dziecia z Carcassonne” w ogóle liczenia punktów.

Dzieci z Carcassonne - podczas gry

Niech was jednak nie zwiedzie pozorna prostota tej gry. Już podczas pierwszych rozgrywek zauważycie, że nie tylko chodzi o to, aby kończyć swoje drogi. Z resztą w tej grze nie ma pojęcia swojej drogi – przy każdej z nich mogą się pojawić dzieci dowolnego koloru i wszyscy postawią swoje pionki, jeśli droga zostanie zakończona. Na stole szybko robi się ciasno i każde dołożenie kafelka spowoduje, że coś ułatwimy lub utrudnimy przeciwnikom, a to już wyższy poziom wtajemniczenia dla waszych dzieci.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od 4 roku życia i spokojnie takie dadzą sobie radę z „Dziećmi z Carcassonne”. Gra jest kolorowa i doskonale wykonana, przez co cieszy oko każdego malucha. Jednocześnie, mimo swojej prostoty, sprawia także przyjemność dorosłym. To jest taka gra, w którą da się zagrać z małym przedszkolakiem, ale i z uczniem podstawówki. Być może rozgrywka będzie nieco inna, ale obie będą dobrą zabawą.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Po pierwsze układamy kafelki, czyli takie specyficzne puzzle. Dzieci ćwiczą więc spostrzegawczość i umiejętność dopasowywania odpowiednich elementów. Po drugie w grze jest jasno określony cel, do którego trzeba dążyć. Starsze dzieci będą mogły poćwiczyć nieco strategicznego myślenia, bo w tej grze trzeba myśleć nie tylko o tym, jak osiągnąć własny cel, ale też, jak nie ułatwić tego przeciwnikom.

Ocena

Gra jest świetnie wykonana, instrukcja zajmuje zaledwie dwie strony i to raczej luźnego tekstu. Czyta się ją 5 minut i można zaczynać rozgrywkę. „Dzieci z Carcassonne” są w naszym przekonaniu bardzo ciekawą i zupełnie odrębną propozycją z serii, dlatego polecamy ją nawet tym, którzy grają już w pełne Carcassonne. Jak do tej pory nie potrafiliśmy poprzestać na jednej partii (która trwa ok. 15 minut). Zawsze chcieliśmy zagrać jeszcze raz. Na pewno gra będzie wracać na nasz stół jeszcze długo i to na zmianę z dużym Carcassonne. Także ocena wydaje się być jasna.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Bard - Centrum Gier

IQ Rodzinki, czyli jak rosną zwierzęta

Marcin Niebudek,

Co wiecie o borsuku, żabie, dziku? No dobra, coś tam pewnie wiecie :-) A o chrabąszczu, szczupaku, rusałce pokrzywniku, perkozie dwuczubym czy ziębie? Jak was kiedyś pięciolatek zagnie wiedzą o tym, jak odróżnić młodego dzika od starego, albo że ten motylek to lubi pokrzywy, to będziecie wiedzieli, że grał w „IQ Rodzinki” od wydawnictwa Granna :-)

IQ Rodzinki - zawartość pudełka

Ale od początku. Rodzinki, to jedna z gier edukacyjnych wchodzących w skład nowej serii Granny „IQ Granna„, którą to poleca szanowny Profesor Granna :-) W pudełku z grą znajdziecie 8 żetonów zwierząt (tych wspomnianych we wstępie), 48 kartoników przedstawiających kolejne etapy rozwoju tychże (po 6 na zwierzaka), obrazek przedstawiający wszystkie te zwierzaki w ich naturalnym środowisku oraz instrukcję (która zasłużyła sobie na osobny akapit :-)).

Same zasad gry są bardzo proste. W Rodzinkach każdy z graczy otrzymuje jeden lub dwa (w zależności od liczby grających) kafelki ze zwierzętami i w trakcie gry stara się skompletować żetony całego cyklu życia zwierzaka. Cykle te pokazują jak dany gatunek przychodzi na świat, jak się rozwija i dorośleje. Każdy w sześciu krokach, ale nie martwcie się – do gry nie trzeba posiadać żadnej wiedzy na temat tych zwierząt. Chodzi właśnie o to, żeby dzieci (i rodzice też, oj też) czegoś się dowiedzieli. W układaniu cykli pomogą numerki na żetonach.

IQ Rodzinki - w trakcie gry

Gra opiera się natomiast na mechanizmie znanym z Memory. Podczas rozgrywki wszystkie żetony leża na stole zakryte, a my losujemy kolejno po dwa. Jeśli pasują do naszych zwierzaków to dokładamy je do żetonu centralnego. Jeśli wylosowaliśmy żetony z zestawów innych graczy, to odkładamy je na miejsce (nadal zakryte), a przeciwnicy muszą sobie zapamiętać gdzie były. Jeśli trafimy dwa żetony w tym samym kolorze, to w ramach premii możemy wylosować kolejne dwa. W ten sposób niektórzy ułożą swoje cykle szybciej, a inni wolniej. Za pierwsze trzy przyznaje się odpowiednio 5, 3 i 1 punkt.

Reguły gry zajmują 2 strony instrukcji, a tymczasem ma ona 12 stron. Co więc jeszcze w niej znajdziemy? To jest właśnie jedna z największych zalet gry „IQ Rodzinki” – komentarz zoologa do każdego z cykli. Po zakończeniu rozgrywki, przechodzimy więc do czytania opisów z książeczki. To tutaj ujawnia się prawdziwy walor edukacyjny tej gry. Do tego można też przyjrzeć się dołączonej planszy i wykorzystać ją do rozmowy o zwierzętach. Dzieciaki zaciekawią się także obrazkami z samych kafelków.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci w wieku 5-10 lat. Wydaje mi się, że atrakcyjna będzie raczej dla tych młodszych. Dla 10 latka jest za prosta a i informacje o zwierzętach w niej zawarte potraktuje raczej jak ciekawostki. Natomiast 5-, 6-latki, o ile ciekawią je zwierzęta (ale jakiego przedszkolaka nie ciekawią?) będą zainteresowane i to nie tylko samą grą, ale właśnie opisami z instrukcji.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest nieco zmodyfikowaną wersją Memory, więc jako taka nie wymaga niczego poza zapamiętywaniem gdzie widziało się kafelki, które są potrzebne graczowi do ułożenia jego układanki. Za to nauczy dzieciaki całkiem ciekawych informacji. Pokaże im jak żyją różne zwierzęta. Nauczy je w bardzo przystępny sposób jak z małego stają się dorosłym okazem, jak się przeobrażają, gdzie mieszkają i co jedzą.

Ocena

Gra jest bardzo ładnie wydana. Żeton są solidne, a opis zoologiczny zwierząt jest świetny i napisany bardzo zrozumiałym językiem. Jako gra planszowa być może nie jest to pozycja zbyt odkrywcza, ale sposób w jaki podaje informacje przyrodnicze dzieciom już na uwagę zasługuje.

Mam tylko dwa zastrzeżenia :-) Pierwsze to ilość zwierzątek – tylko 8, przez co po jakimś czasie gra się znudzi. Byłoby super, gdybyśmy doczekali się „IQ Rodzinki 2” (jak w przypadku „Nowych Zagadek Smoka Obiboka„) z kolejnymi zestawami zwierząt.

Druga wada jest już taka mini i raczej techniczna. Przydałyby się jakieś znaczniki punktów, albo chociaż 3 kartoniki, żeby oznaczyć który cykl był ukończony jako pierwszy a który jako drugi i trzeci, tak żeby na koniec gry, przy podliczaniu punktów, nie było wątpliwości.

Także głównie ze względu na to, że gra się po jakimś czasie wyczerpie (czyli ze względu na tzw. regrywalność) dajemy jej mocną czwórkę. W tematyce przyrodniczej mamy jednak inną silną piątkę nie do zdeklasowania (jak na razie), ale o tym za jakiś czas. Warto Rodzinki kupić, zwłaszcza, że cena ok. 30 PLN jest raczej przystępna.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Monza – turlanie wyścigowe

Marcin Niebudek,

Wczoraj napisałem o oswajaniu kostek do gry i ich ciekawym wykorzystaniu w „Nogach stonogi”. Jest jeszcze jedna gra z kostkami, którą uwielbiamy. To Monza, czyli szalone, kolorowe wyścigi samochodowe od wydawnictwa HABA.

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Monza - zawartość pudełka

Tutaj kostki też nie przypominają tych zwykłych. Jest ich sześć i mają ścianki z kolorowymi kropkami. Kolory z kostek odpowiadają kolorom pól na torze, po którym będziemy się ścigać. W pudełku znajdziecie też sześć drewnianych wyścigówek, planszę oraz instrukcję do gry.

Tor składa się z trzech pasów podzielonych na kolorowe pola. Naszym zadaniem jest przebyć jedno okrążenie jak najszybciej (jak to na wyścigach), a poruszać nasz bolid będziemy właśnie dzięki kostkom. W swojej kolejce rzucamy wszystkimi sześcioma kostkami, a potem z kolorów, które wypadły musimy ułożyć kolejny etap trasy przejazdu. Aby poruszyć się na kolejne pole musimy mieć kostkę z odpowiednim kolorem kropki.

Monza w pełnej krasie

W przeciwieństwie do gry „Nogi stonogi”, tutaj nie przerzucamy kostek. Jeden rzut to wszystko co mamy. Natomiast należy użyć kostek tak, aby zajechać możliwie jak najdalej. Czasem kolejność wykorzystania kolorów będzie miała znaczenie. Czasem uda się nam poruszyć faktycznie o sześć pól, a czasem ruszymy się tylko o jedno pole, albo nawet utkniemy w miejscu na chwilę. Poruszać można się wyłącznie do przodu, dlatego w kliku miejscach będzie potrzebna konkretna sekwencja kolorów, która akurat nie będzie chciała wypaść. Będzie się tak działo zwłaszcza przy oponach, które stanowią dodatkową przeszkodę na trasie przejazdu.

Znów mamy grę z bardzo prostymi zasadami, która jest dynamiczna, emocjonująca i która, dzięki swej losowości, równo traktuje dzieci oraz graczy dorosłych. U nas rozgrywka w Monzę nigdy nie kończy się na jednej partii. Jest to, jak dotąd, nasza ulubiona gra od HABA.

Muszę wspomnieć jeszcze o wykonaniu. Wszystkie gry HABA jakie znam mają jedną wspólną cechę. Mają doskonałe, drewniane elementy najwyższej jakości, a wszystko co nie jest drewniane, także nie ustępuje im jakością. Nie musicie się też obawiać niemieckich nazw na pudełkach. Gier HABA jest naprawdę dużo i nie wszystkie zostały wydane po polsku, ale nigdy nie mają one elementów zależnych językowo. Nie mam jedynie pewności czy wszystkie dostępne u nas gry tego wydawnictwa posiadają polską instrukcję. Monza taką ma.

Kategoria wiekowa

Monza jest przeznaczona dla dzieci od 5 lat, ale moim zdaniem 4-latek także da sobie z nią radę. Gry HABA (przynajmniej te kilka, w które mieliśmy okazję grać) są zwykle dość ściśle dopasowane do deklarowanej kategorii wiekowej. Jeśli więc gra jest przeznaczona dla 3-latków, to będzie to faktycznie prosta gra, którą już 5-latek szybko się znudzi. Monzę lubimy dlatego, że taka nie jest i zapewnia tak samo emocjonującą rozgrywkę w każdym wieku.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

Przede wszystkim młodsze dzieci będą musiały załapać, że po rzucie nie przestawia się kostek, tylko dopasowuje się je do możliwości ruchu na planszy. Być może części kostek nie da się użyć. Zdarzało się, że młodsze dzieci zamiast dostosować swoją trasę przejazdu do wyniku na kostkach, przesuwały swój samochodzik po torze, raz za razem przestawiając kostki tak, aby odpowiadały temu gdzie jedzie samochód :-) Za to gra dobrze ćwiczy u maluchów rozpoznawanie kolorów.

Starsze dzieci po prostu będą się ścigać i emocjonować przepychankami na torze w rywalizacji o pierwsze miejsce. Gra nauczy je jednak tego, że należy się przyjrzeć całej trasie przed sobą. Czasem zdarzy się bowiem, że patrzenie tylko na pole bezpośrednio przed autem spowoduje, iż wykorzystamy kostki mało optymalnie i gdyby wybrać nieco inną trasę, to dałoby się zajechać dalej.

Grę poleciłbym szczególnie chłopcom, gdyby nie to, że w przedszkolu dziewczynki ścigały się z równym zacięciem :D Także polecam wszystkim!

Ocena

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Nogi Stonogi – turlanie kostką nie musi być nudne

Marcin Niebudek,

Większości rodziców gry planszowe kojarzą się z, popularnym w czasach naszego dzieciństwa, Chińczykiem, Grzybobraniem lub innymi grami typu rzuć kością i się porusz (ang. roll and move). Jest jednak co najmniej kilka pozycji dla dzieci, które mogą odczarować nieco kostki. Jedną z nich są właśnie „Nogi stonogi” wydawnictwa Egmont.

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Nogi stonogi - zawartość pudełka

Już po otwarciu pudełka zobaczycie, że kostki są o tyle niezwykłe, że zamiast oczek mają kolorowe kapcie, buty i skarpety. No i są cztery. W grze chodzi o to, aby rzucając takimi właśnie kostkami zdobyć jak najwięcej nóg dla swojej uśmiechniętej stonogi. W swojej turze każdy z graczy najpierw rzuca wszystkimi czterema kostkami, a potem może powtórzyć rzut dowolną liczbą kości jeszcze dwa razy. Celem jest uzyskanie odpowiedniej ilości skarpet lub butów w kolorze pasującym do dostępnych na stole elementów stonogi.

Kafelki z nogami mogą mieć dwie, trzy lub cztery nogi w tym samym kolorze. Na przykład, aby zdobyć element z czterema nogami, należy wyrzucić odpowiednie obuwie na wszystkich czterech kostkach. Czasem pomoże nam symbol słoneczka, który jest takim „jokerem” i można go użyć zamiast dowolnego buta.

Nogi stonogi - elementy

Ot i całe reguły. A jednak początkowo gra wymaga od dzieci innego spojrzenia na kostki. Muszą zrozumieć, że nie zawsze chodzi o to, żeby mieć najwięcej butów w tym samym kolorze, tylko takie, które pasują do kafelków jakie jeszcze zostały w grze. I do tego celu trzeba dostosować ewentualne przerzucanie kostek.

Tak więc w trakcie gry dzieci będą musiały rzucić kostkami, potem podjąć decyzję, co chcą osiągnąć i dostosować do tego pozostałe dwa rzuty. A ostatecznie może się okazać, że i tak będą musiały zmienić zdanie i wziąć inny kafelek, niż ten, który chciały zdobyć.

Gdy dzieciaki oswoją się już z nowym mechanizmem, możemy przejść do bardziej „drapieżnego” wariantu gry. Tym razem, oprócz kafelków pozostałych na stole, możemy też podbierać przeciwnikom kafelki z końca ich stonogi :-)

Zawsze chętnie siadamy do tej gry. Jest szybka i emocjonująca. Poza tym jest doskonałym wstępem do innych gier, gdzie zamiast zdawać się na jeden rzut kostką, możemy coś z wyrzuconych kostek dobrać, coś przerzucić i tym samym zdecydować o przebiegu rozgrywki.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci od lat 4 i wydaje się to być trafne założenie. Młodszym dzieciom może być trudno zrozumieć (przynajmniej początkowo) o co chodzi z tym przerzucaniem i po co mają to robić. Za to, mimo że ta gra wydaje się pozycją dla młodszych graczy, to doskonale będzie się grało także starszym dzieciom i ich rodzicom, albo generalnie mieszanemu wiekowo towarzystwu.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

Gra pozwoli dzieciom poznać inne zastosowanie kostek w grach. Możliwość ponawiania rzutów wybranymi kostkami wymaga podjęcia decyzji co się chce osiągnąć tak, aby potem wybrać odpowiednie kostki do przerzucenia. W tej szybkiej grze jest miejsce na małe decyzje. Czasem trzeba nawet ocenić ryzyko, czy warto wykonać kolejny rzut, czy może zostać z tym co już się ma. W zwykłych „turlankach” nie ma na to miejsca.

Niedawno Egmont informował o nowym dodruku „Nóg stonogi”, także gra powinna niedługo wrócić na sklepowe półki. Szczerze polecamy! Pozycja obowiązkowa dla każdego przedszkolaka i jego rodziców!

Ocena

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Oswajanie: Wsiąść do Pociągu cz.1

Marcin Niebudek,

Mam nadzieję, że zaciekawił was pierwszy wpis z serii oswajania. Czas więc na następny. Tym razem przyjrzymy się naszym zmaganiom z drugą grą zaliczaną, obok „Carcassonne” i „Osadników z Catanu”, do Świętej Trójcy gier planszowych polecanych na start. Mowa o serii „Wsiąść do Pociągu„. Celowo piszę o serii, bo posiadamy wersję podstawową „Europa” oraz dodatkowe mapy Indii i Szwajcarii, ale wszystko, co napiszę, będzie pasować do każdej innej części tej gry.

Wsiąść do pociągu - Indie

Wsiąść do Pociągu Europa” to doskonale wydana i równie miła w rozgrywce rodzinna gra o budowaniu sieci połączeń kolejowych na mapie Europy. Każdy z graczy losuje karty połączeń, jakie ma zrealizować w czasie gry. Do dyspozycji ma na start kilka kart wagonów w różnych kolorach oraz karty lokomotyw, które pełnią rolę jokerów. Dostaje także plastikowe wagoniki do zaznaczania na mapie zbudowanych już tras. W trakcie rozgrywki gracz zdobywa kolejne wagoniki i buduje połączenia. Problem polega na tym, że te połączenia wymagają wagonów konkretnego koloru. W dodatku często tylko jedna osoba będzie mogła zająć dane połączenie (nie wiemy przy tym jakie drogi starają się zbudować przeciwnicy). Wygra ten, kto zrealizuje przy pomocy swoich 45 plastikowych wagoników jak najwięcej, jak najlepiej punktowanych połączeń.

Niby proste, ale nie bez powodu gra przeznaczona jest dla graczy od 8-go roku życia. Trzeba bowiem w tajemnicy przed innymi graczami przeczytać i odnaleźć trasy, które wylosowało się na kartach. Trzeba tę tajemnicę zachować do końca gry. Wreszcie, trzeba skoordynować równoczesną budowę dość rozbudowanej sieci wielu połączeń. Z całą pewnością wykracza to ponad zdolności przeciętnego przedszkolaka.

Jednak gdy nasz Tomek pierwszy raz zobaczył wielką kolorową planszę i mnóstwo kolorowych wagoników, to oczy aż zabłysły mu chęcią zagrania z rodzicami. No więc zaczęliśmy oswajanie…

Oswajanie – ETAP 1

Do dyspozycji mamy 4-latka, planszę, plastikowe wagoniki i karty wagonów. Trasy zostają w pudełku (przyjdzie na nie czas). Pierwsza zabawa polegała na nauczeniu się zdobywania tras przy pomocy kart. Zasady są takie:

  • gramy w otwarte karty
  • każdy ma na start 5 kart wagonów
  • w swojej kolejce wolno albo dobrać dwie karty z tych odkrytych, albo zbudować trasę z kart, które się posiada
  • trasa może być gdziekolwiek – ważne, żeby karty wagonów pasowały
  • kończymy jeśli komuś skończą się plastikowe wagoniki

Na początku nie określaliśmy warunku zwycięstwa. Po prostu bawiliśmy się w układanie tych tras. Chodziło bardziej o nauczenie syna dobierania kart, decydowania o tym, które karty są mu teraz potrzebne i liczenia posiadanych kart i tego ile ich potrzeba do zbudowania trasy (najdłuższa trasa na planszy Europa wymaga 9 wagonów, ale większość to trasy o długości 3-4, i na takie nasz syn najczęściej się decydował).

Oswajanie – ETAP 2

Zabawę zmieniamy w grę. Naszym warunkiem zwycięstwa było to, kto pierwszy wybuduje trasy za wszystkie swoje plastikowe wagony. Czasem dodawaliśmy jeszcze modyfikację polegającą na tym, że każda kolejna trasa musi być połączona z poprzednimi. To powodowało, że bardziej trzeba zwracać uwagę na to, jakie karty się zbiera zamiast budować co popadnie za to, co się akurat ma.

Oswajanie – ETAP 3

Do gry wkraczają karty tras. Ale nadal wszystko jest jawne. Z wszystkich dostępnych kart wybieraliśmy kilka tras o podobnej długości (na początek te krótsze, potem te długie). Każdy losował sobie jedną taką trasę. Dostępnymi w zestawie dworcami oznaczaliśmy na planszy stacje początkowe i końcowe, żeby łatwiej było Tomkowi ogarnąć cel. Później bawiliśmy się jak dotąd, czyli kto pierwszy zbuduje swoją trasę. Czego tym razem chcieliśmy się nauczyć? Tylko tego jak się mają karty tras do stacji na mapie. Tego, że to karty wyznaczają nam co powinniśmy budować. Dzięki oznaczeniu początku i końca trasy dziecko się nie pogubi.

Później można przejść do wariantu, gdzie:

  • na start losujemy po jednej trasie i zaznaczamy je dworcami
  • kiedy ktoś skończy trasę, to losuje następną i zaznacza ją dworcami
  • gra toczy się do momentu kiedy komuś skończą się plastikowe wagoniki
  • wygrywa ten, kto wykonał najwięcej tras (warto przefiltrować stos kart i dobrać trasy o podobnej wartości)

Oswajanie – ETAP 4

Znów etap, który dopiero przed nami. Kiedy Tomek będzie umiał sam odczytać karty tras, przejdziemy do wariantu tajnego. Zakładam, że nasz syn będzie wtedy też w stanie spełnić drugi warunek, czyli nie mówić nam, podskakując na krześle, które trasy wylosował ;-)

Tymczasem polecam tę grę. Wiem, że żaden z tych wariantów nie zastąpi dorosłym rozgrywki wg prawdziwych zasad, ale zabawa i tak jest przednia. No i fajnie jest grać z dzieckiem w planszówkę dla starszych.

Oswajanie: Carcassonne cz. 1

Marcin Niebudek,

Oswajanie gier planszowych – to był mój pierwszy pomysł na ten blog. Z czasem ewoluował nieco, ale i tak będę się starał co jakiś czas pisać właśnie tego typu teksty. O co więc chodzi? Otóż mamy w domu bardzo różne gry planszowe. Mamy takie dla maluchów, mamy dla trochę starszych dzieci, mamy wreszcie gry dla młodzieży i dorosłych. Tak przynajmniej wynika z sugerowanej na pudełku kategorii wiekowej.

No właśnie, kategorie sobie, a przedszkolak pozostanie przedszkolakiem. Od samego początku eksperymentujemy więc na Tomku z grami dla starszych. Wymyślamy zabawy, upraszczamy reguły, eliminujemy niektóre elementy tak, aby dostosować grę do jego aktualnych umiejętności. Te się rozwijają i często wracamy po jakimś czasie do takich gier, żeby pokonać kolejny etap.

Jedną z takich gier jest Carcassonne, która teoretycznie jest grą od 8 lat. W sieci można znaleźć wiele recenzji tej gry, więc nie będę pisał swojej. Niech wystarczy tyle, że w każdym rankingu na temat tego, od czego zacząć przygodę z planszówkami nie może zabraknąć Carcassonne. I jest to rekomendacja jak najbardziej słuszna.

Carcassonne

Carcassonne to gra, w której kolejno losujemy kafelki przedstawiające fragment królestwa. Staramy się je dołożyć do już leżących na stole tak, aby drogi pasowały do dróg, a miasta do miast. W dodatku staramy się opanować fragmenty tego królestwa przy pomocy pionków reprezentujących naszych poddanych. Gra jest doskonała w każdym gronie, ale czy da się w nią grać z młodszymi dziećmi?

Istnieje specjalna, uproszczona, wersja „Dzieci z Carcassonne”, ale nigdy w nią nie graliśmy. Za to pierwszy raz zaprosiliśmy do „dorosłej” wersji Tomka, kiedy miał 3 lata.

Oswajanie – ETAP 1

Znowu muszę przywołać puzzle. Będą one wracać w moich wpisach jak bumerang, bo uważam, że ich rola w wychowaniu fana gier planszowych jest nie do przecenienia :-).

No więc Carcassonne od pierwszego momentu przywołuje na myśl właśnie układanie puzzli. Skoro nasz 3-latek był już nieco przećwiczony i w dodatku potrafił określić, że na kafelku widzi drogę, domki i miasta, to naturalną okazała się zabawa w samo układanie mapy królestwa. Zaletą Carcassonne jest to, że kafelki można ułożyć za każdym razem w inny sposób, przez co gra długo się nie nudzi.

Później do układania dorzuciliśmy zabawę, w układanie najdłuższej drogi oraz największego miasta. Następnie przyszła przerwa na inne gry i zabawy.

Oswajanie – ETAP 2

Do Carcassonne wróciliśmy z Tomkiem kiedy miał 5-lat (choć jestem przekonany, że można było nawet nieco wcześniej). Posiadamy wersję podstawową z dodatkiem „Karczmy i katedry” oraz „Wieża”. To daje ponad 100 kafelków i zabawę dla 3 osób na około 30-40 minut. Zaczęliśmy grać z Tomkiem na punkty z użyciem pionków, ale przy pomocy następujących zasad:

  • używamy tylko małych pionków (dużym z dodatku „Karczmy i katedry” liczymy punkty)
  • nie zajmujemy sobie celowo dróg i miast (chyba, że przez przypadkiem się połączą, bo np. zaczynały się niedaleko siebie)
  • nie obstawiamy łąk (tutaj tata musiał poświęcić swoją ulubioną strategię)
  • naliczamy bonus za tarcze na kafelkach miast (przedszkolak spokojnie rozumie, że to bardziej wartościowy kafelek)
  • naliczamy podwójne punktu za drogę z karczmą (wg zasad z dodatku – jak wyżej dziecko rozumie, że fajniej taką karczmę mieć przy swojej drodze)
  • naliczamy premie za katedry (wg zasad z dodatku)
  • naliczamy punktu za klasztory (wg normalnych zasad)
  • nie używamy wież (nawet mama ich nie lubi, w przeciwieństwie do taty ;-))

Taka wersja zaczyna już przypominać normalną, dorosłą rozgrywkę tyle, że bez negatywnej interakcji i wrogich przejęć. W ten sposób gra nie nudzi się dorosłym, a nasz syn jest nią bardziej zaciekawiony. Jesteśmy już niedaleko pełnych zasad podstawowych.

Oswajanie – ETAP 3

No, ten etap jeszcze przed nami. Czyli niedługo spróbujemy wprowadzić podbieranie sobie miast i dróg, a o tym, jak nam poszło napiszemy kiedy się już dokona :-) Tymczasem chcę was zachęcić do próbowania wciągania dzieci w gry dla starszych. Ktoś mógłby powiedzieć, że takie ogałacanie gier z poszczególnych elementów to już nie to samo, ale myślę, że cel jest istotniejszy. Chodzi o to, żeby nasze dzieci grały z nami nie tylko w Memo czy Chińczyka.

Poza tym, jeśli do tej pory myśleliście o planszówkach tylko jako rozrywce dla dzieci, ale przez myśl nie przeszło wam, żeby zagrać też czasem BEZ dzieci, to Carcassonne się do tego doskonale nadaje. Kupcie ją sobie, albo nie… Kupcie ją pod pretekstem gry z dziećmi, a potem sami spróbujcie :D Będę was czasem próbował zwieść na manowce tego hobby.

Straszne Schody – duchy, karty i dobra pamięć

Marcin Niebudek,

Pisząc ostatnio o zabawie puzzlami, wspomniałem o grach typu Memory. Pierwszą, w kształcie znanym dzisiaj, wydano w 1959 roku, chociaż sama gra pojawiała się w różnych formach już dużo wcześniej. Memory polega na odnajdywaniu par takich samych żetonów, przy czym są one zakryte i wolno nam w każdej kolejce odkryć tylko dwa z nich. Jeśli nie trafiliśmy pary to zakrywamy żetony i próbę podejmuje następny gracz. Gra wymaga więc zapamiętywania położenia obrazków.

Powstała niezliczona ilość różnych wersji tej gry. Jest to doskonały wybór dla najmłodszych. Nie trzeba tutaj liczyć, rzucać kostką. Wystarczy zapamiętywanie obrazków, a w tym dzieci są doskonałe. Każdy znajdzie też wersję dla siebie. Twoje dziecko lubi auta, zwierzęta, wróżki, Kubusia Puchatka czy inne postaci z bajek? Na pewno znajdzie się Memory o takiej tematyce.

Powstało też wiele gier dla starszych dzieci, które wykorzystują zapamiętywanie jako główny element zasad gry. Nam wpadła w ręce właśnie jedna z takich gier, czyli Straszne Schody (Geister Treppe) w wersji karcianej wydane prze niemieckie wydawnictwo Drei Magier Spiele.

Straszne Schody - pudełko

W niewielkim pudełku znajdziecie mini planszę w kształcie koła, kart do gry oraz instrukcję (w tym w języku polskim, także nie obawiajcie się niemieckiego tytułu na pudełku).

Okazuje się, że ciekawskie dzieci chciały zwiedzić pewną posiadłość zamieszkałą przez ducha. Ten jednak postanowił spłatać im psikusa i pozamieniał je w duszki. Dzieci jest czworo (niebieskie, czerwone, zielone i żółte karty) i błąkają się teraz po strasznych schodach, które przedstawia właśnie ta okrągła mini-plansza. Naszym zadaniem będzie odgadywanie, który duch jest którym dzieckiem.

W grze występują też karty ducha powodujące zmiany miejsc kart dzieci wokół planszy. To jest właśnie sednem tej gry pamięciowej. Dzieci startują co prawda na znanych pozycjach, ale już po chwili trzeba wysilić pamięć, żeby nadal być w stanie powiedzieć, gdzie kryje się np. zielona karta.

Straszne Schody - na stole

Gra jest szybka, a pojedyncza partia zajmuje maksymalnie 10 minut. W tym czasie przed oczami krążą nam duszki, a odkrywaniu kart towarzyszy dużo śmiechu (zwłaszcza gdy ktoś się pomyli i do zgadywania przystępuje następny gracz, który tylko na to czekał). Czasami zdarza się, że karty ułożą się tak, iż łupem jednego gracza może paść ich duża liczba, co jest później nie do nadrobienia. Ale i tak nie skończy się na jednej partyjce, więc każdy będzie miał szansę się odegrać.

Jeśli znudziło się wam zwykłe Memory, albo po prostu wasze dziecko już z niego wyrosło, to ta gra w bardzo przyjemny sposób odświeża element pamięciowy. Układ kart zmieniający położenie dzieci jest losowy, więc o wygranej w dużym stopniu decyduje też szczęście. Z jednej strony może to być wadą dla starszych graczy, ale dzięki temu dzieci mają w niej dokładnie takie same szanse jak ich rodzice.

Kategoria wiekowa

Oficjalnie gra jest przeznaczona dla dzieci od 5 lat, ale powinny poradzić sobie również 3- i 4-latki (zwłaszcza grając wraz z rodzicami, którzy przypomną znaczenie kart). Raczej dla przedszkolaków, bo dla dzieci w wieku szkolnym nie będzie stanowiła atrakcyjnego wyzwania.

Czego gra wymaga od dzieci?

Zapamiętywania pozycji kart wokół planszy (karty są 4). Pogodzenia się z nieprawidłowym trafieniem. Pogodzenia się z losową przegraną.

Ocena

Zobacz jak oceniamy…
4/5