Wpisy z tagiem ‘kooperacyjne’

Młodzi Czarodzieje

Marcin Niebudek,

„Młodzi Czarodzieje” uciekają przez magiczny las przed duchem. Pomagają im w tym świetliki… Problem tylko w tym, że świetliki ciężko zauważyć i jest ich dużo :-), a do tego duch goni nas coraz szybciej. Na szczęście to gra kooperacyjna i możemy, a nawet musimy, sobie pomagać. Jeśli duszek złapie chociaż jednego z nas, wszyscy przegrywamy, ale jeśli dobiegniemy do szkoły magów, wtedy wszyscy razem wygraliśmy. Duch zastawia też na nas pułapki i zamiast świetlików na dwóch żetonach pojawia się jego postać. Dobrze jest zapamiętać, które to pola, żeby więcej tam nie wchodzić… Zobaczcie sami…

Ocena

Gra jest bajecznie wykonana! Dodatkowo, jak przystało na grę kooperacyjną, możemy bez stresu grać całą rodziną (i to nawet z młodszymi dziećmi), bo nie ponosimy prywatnych zwycięstw i porażek. Co najwyżej przegramy razem, a zwycięży duch. No tak to już jest, że gry kooperacyjne są naszymi ulubionymi (przynajmniej do gry z dziećmi). Nie może więc być inaczej, jak ocena 5!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Młodzi Czarodzieje

Młodzi Czarodzieje

Młodzi Czarodzieje

Młodzi Czarodzieje

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Kotek Psotek

Marcin Niebudek,

„Kotek Psotek” to chyba jedna z pierwszych gier Jima Deacove. Ukazała się już kiedyś u nas jako „Kocur Max”, ale Egmont oczywiście zrobił to lepiej i w 3D :-). Zobaczcie…

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Kotek Psotek

Kotek Psotek - cała banda

Kotek Psotek - gra

Kotek Psotek - zwabiony do domku

Ocena

Prosta zabawa w kotka i myszkę (… i ptaszka, i jeszcze wiewiórkę). Fajna jak zwykle! Ale my kochamy gry kooperacyjne, więc i tu nasza ocena nie może być inna niż 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Mali detektywi

Marcin Niebudek,

„Mali detektywi” to gra dla najmłodszych z nowej serii RODZINKA WYGRYWA. Autorem tych gier jest Jim Deacove, specjalizujący się w grach kooperacyjnych, w których wszyscy rywalizują nie ze sobą, ale z samą grą.

W „Małych detektywach” chodzi o wspólne rozwiązanie zagadki jakie trzy przedmioty chowają się w skrzyni zanim minie 12 godzin odkrywanych na zegarkach. Zobaczcie…

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Mali detektywi

Mali detektywi - schowek

Mali detektywi - plansza

Mali detektywi - czas

Ocena

Myślę, że 3 lata to trochę za mało jeśli to są same trzylatki i jeden dorosły, ale już z 4-5 latkami spokojnie się uda. Natomiast zróżnicowana wiekowo rodzinka jest jak znalazł. Bardzo dobre rozwinięcie „memo”. Należy się 5 autorowi i 5 Egmontowi za trafny wybór!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Przez Afrykę

Marcin Niebudek,

W końcu trafiła do nas „Przez Afrykę”, czyli gra „kooperacyjna”, w której wszyscy razem staramy się uzbierać komplet punków za zdjęcia i co najmniej pięć kryształków. Mam przy tym mnóstwo przygód, gubimy drogę. Innym razem możemy liczyć na podwózkę przejeżdżającą ciężarówką, bądź też zanocować w obozie, z którego wychodzimy wzmocnieni. Zobaczcie sami…

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Przez Afrykę

Przez Afrykę - krokodyl :-)

Przez Afrykę - gra zespołowa

Przez Afrykę - przygody

Ocena

No… Gra „kooperacyjna”, polskich autorów i do tego bardzo udana. Nawet 4 latek potrafi już z nami grać, bo nie ma tutaj współzawodnictwa. U nas ląduje w „ulubionych”, oczywiście z 5 :-) Aha… Karty przygód są w języku polskim, angielskim i niemieckim. Jakby jeszcze dołączana instrukcja była w trzech językach, byłaby to już gra międzynarodowa!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji!
G3

Bierzemy udział w projekcie #grajmy
Grajmy!

Zakazana Wyspa

Marcin Niebudek,

Ostatnio coraz częściej wprowadzamy naszego, prawie 7 letniego, synka w gry dla starszych dzieci. Na przykład w „Epokę Kamienia (Stone Age)”, ale dzisiaj o czymś innym, mianowicie o „Zakazanej Wyspie”. Dwa lata temu już raz się tej gry pozbyłem, bo dla samych dorosłych była za prosta. Ale po tych dwóch latach zamówiłem nowe wydanie w REBEL.pl i miałem rozpocząć grę z synem. Jeśli w grze towarzyszy choć jeden dorosły, to już 6-7 letnie dzieci doskonale dają radę.

Zakazana Wyspa

W grze występuje 6 różnych postaci, każda z nieco innym zachowaniem:

  • Posłaniec – możesz przekazywać Karty Skarbów innym graczom z dowolnego miejsca na Wyspie kosztem 1 akcji za kartę
  • Pilot – raz na turę możesz przemieścić się na dowolne pole na wyspie kosztem 1 akcji
  • Inżynier – kosztem 1 akcji możesz umocnić 1 lub 2 sąsiednie pola
  • Nurek – kosztem 1 akcji możesz przemieszczać się przez sąsiednie, usunięte pola (musisz zakończyć swój ruch na nieusuniętym polu)
  • Nawigator – możesz przemieścić pionek innego gracza o 1 lub 2 sąsiednie pola kosztem 1 akcji
  • Odkrywca – możesz poruszać się i umacniać pola po skosie

Zakazana Wyspa w środku

Ale tak faktycznie to sama gra opiera się na trzech elementach. Wykonaj do 3 akcji (ruch, umocnienie, przekazanie kart skarbów, zdobycie skarbu). Dobierz 2 karty skarbów. Dobierz karty zalania (tyle, ile wskazuje bieżący poziom wody). I już… Do tego wyspa nie tylko w standardowym kształcie. Można ją sklecić dowolnie, na przykład jako czaszkę i to już wszystko.

Zakazana Wyspa - inne plansze

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 10, ale spokojnie możemy startować już przy 6-7. Wystarczy jeśli do gry z dziećmi siądzie dorosły i będzie czytał nieliczne napisy.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest typowa gra kooperacyjna, więc wszyscy grają do jednej bramki i albo wygrywają, albo wszyscy przegrywają. Każdy ma trochę inną postać, przez co gra nabiera dodatkowych atutów. Dzieci nauczą się współpracować i dążyć do wspólnego celu jakim jest odfrunięciem z wyspy.

Ocena

Nie ma innej opcji jak danie jej 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji!
REBEL.pl

Kocur Max – drużynowa ucieczka przed kolejnym kotem

Marcin Niebudek,

Pisałem ostatnio o szalonej ucieczce przed kocurem Morfagi. Okazuje się, że pozostaniemy w klimacie ucieczek przed kotami (kto by pomyślał, że to takie skore do pogoni zwierzęta), a to za sprawą gry „Korcur Max„. Wspominałem już w artykule o grach kooperacyjnych o Familiaris, dzięki któremu mamy możliwość dostania w Polsce całej serii gier kooperacyjnych autorstwa Jima Deacove.

Kocur Max - zawartość pudełka

Ten kanadyjski autor postanowił projektować właśnie gry kooperacyjne dla różnych grup wiekowych. Na szczęście można wśród nich znaleźć także tytuły dla najmłodszych graczy i właśnie jedną z takich gier jest „Kocur Max”. Wszystkie gry z serii utrzymane są w podobnym stylu. Być może przyzwyczajeni ilością kolorowych elementów w dzisiejszych grach dla dzieci, będziecie zaskoczeniu zawartością pudełka (plansza, 8 żetonów i dwie kostki), ale tak jak nie lubię głupawych planszówek napakowanych plastikiem, w który tłuczemy jakimś młotkiem czy innym ustrojstwem, tak zupełnie nie przeszkadza mi brak wodotrysków jeśli gra jest dobra… A ta jest…

Kocur Max - w pełnej krasie

Jako drużyna podejmiemy próbę ocalenia trzech zwierzątek (myszy, ptaka i wiewiórki) przed tytułowym kotem Maxem. Zwierzaki będą się starały dotrzeć do swoich domków na/w drzewie, a w pogoń za nimi ruszy Max. Całą grą sterują dwie kostki, na których widnieją czarne i zielone kropki. Czarna kropka pozwala ruszyć się kotu, zielona zwierzątku. Tylko, że zwierzaki są trzy a kot jeden, co sprawia, że jest naprawdę szybki. Na szczęście mamy w zanadrzu cztery smakołyki, którymi możemy w dowolnym momencie gry zwabić kota z powrotem do jego legowiska. Zwierzęta mają też skróty, niestety tą samą drogą może podążyć kot jeśli zwietrzy trop.

Kategoria wiekowa

„Kocur Max” jest grą dla najmłodszych, czyli już dla dzieci od 4 lat. Proste zasady i sam fakt kooperacyjności gry faktycznie pozwala siąść do niej z maluchami. Przy czym gra wcale nie jest trywialna i sprawiła radość także i 6-latkowi oraz nam, dorosłym rodzicom.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Przede wszystkim jako gra kooperacyjna eliminuje ona element rywalizacji, co moim zdaniem jest bardzo ciekawe podczas gry z dziećmi. Gra uczy dzieci podejmowania wspólnych decyzji, a będzie trzeba zdecydować które ze zwierząt poruszyć no i w jakim momencie użyć smakołyku dla zwabienia kota (co jest kluczowe dla wygrania z Maxem).

Jest jedna istotna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę w przypadku gier kooperacyjnych. Narażone są one na efekt „gracza dominującego”. Czasem będzie to dziecko, które lepiej zna grę i siada do rozgrywki z kolegami, którzy grę dopiero poznają. Ale częściej będzie to rodzic, dla którego pewne decyzje będą bardziej oczywiste niż dla dzieci. I właśnie przed tym chcę was przestrzec. Siadają do takiej gry trzeba dać dzieciom swobodę w podejmowaniu decyzji, nawet jeśli będą one błędne – pozwólmy im przekonać się o tym samym. Lepiej taką naukę zapamiętają, niż gdy będziemy je na bieżąco poprawiać. Po drugie mimo, że gra jest drużynowa, to zawsze gracz, którego jest kolejka powinien mieć ostateczne słowo na temat podejmowanej właśnie decyzji. Jeśli już chcemy dziecko wyprowadzać z błędu, to raczej naprowadzajmy je na inny tor, podpowiedzmy na co powinno zwrócić uwagę, ale nie podawajmy mu rozwiązania na tacy mówiąc „nie, nie, teraz zrób tak, bo inaczej…”.

Ocena

„Kocur Max” ma proste zasady, co pozwala młodszym dzieciom swobodnie w nią zagrać, ale jednocześnie nie jest to gra banalna. Kocur jest szybki i pewnie pierwsze partie będą przegrane. Ale to jest właśnie w tej grze najlepsze. Niby wszystko jest łatwe, a w trakcie rozgrywki mamy szansę przekonać się czy dana strategia będzie faktycznie dobra czy nie. Rozgrywka jest na tyle krótka (ok. 15 min), że spokojnie za raz można powtórzyć grę pod hasłem „a teraz może zrobimy tak”.

To co jeszcze mi się w tej grze podoba to, że nawet jeśli kocur złapie jedno ze zwierząt, to możemy grać dalej, a sama instrukcja do gry zachęca nas do dyskusji z dziećmi, co myślą o tym, że kot właśnie jakieś zwierzątko zjadł. Zachęcani jesteśmy do rozmowy na temat tego, jak to wygląda w prawdziwym życiu.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Familiaris za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Familiaris - Przyjazne rodzinie

Merlin ZinZin, czyli szalona ucieczka drużyny Króla Artura

Marcin Niebudek,

Dzisiaj zabierzemy was do czasów Króla Artura, ale tak trochę z przymrużeniem oka. No dobra, to będzie totalne szaleństwo, czyli „Merlin ZinZin” od wydawnictwa Hobbity.eu. To jest kolejna gra kooperacyjna, którą opisujemy i tym razem przyjdzie nam walczyć z czasem, bo o ile w „Kto to był?” skrzynka grzecznie czekała na nasze decyzje, to tym razem klepsydra będzie bezlitosna :-)

Merlin ZinZin - zawartość pudełka

W pudełku znajdziecie dwie pięknie ilustrowane plansze, drewniane pionki, na których trzeba nakleić wizerunki postaci (przyjaciół tytułowego Merlina), specjalną kostkę i żetony do rzucania czarów, okrągłe karty efektów nieudanych czarów oraz klepsydrę.

No właśnie. Okazuje się, że Merlin został pojmany przez czarownicę Morfagę, ale dzięki pomocy swoich przyjaciół uciekł z zamkowego lochu. Niestety Morfaga szybko się zorientowała i wysłała w pogoń swojego kocura. W trakcie gry będziemy się wspólnie starali pomóc drużynie Merlina w dotarciu do pobliskiego miasteczka. W tym celu będziemy rzucali czary, ale nie myślcie, że sztuka magiczna jest prosta :-) O nie, nie w Merlin ZinZin.

Merlin ZinZin - w pełnej okazałości

Teraz wyjaśni się do czego są wszystkie elementy gry. Największa plansza przedstawia drogę od zamku Morfagi do miasteczka. Na drodze znajdują się skróty, z których będzie można skorzystać przy pomocy jednego z czarów. To po tej drodze będą uciekać postaci. Za nimi po tej samej planszy będzie gonił kocur reprezentowany przez klepsydrę. kot startuje kilka pól za drużyną (ile, to zależy od wybranego poziomu trudności).

Mniejsza plansza służy do rzucania czarów. Aby tego dokonać będzie jeszcze potrzebna kostka i żetony z piorunem. Każdy gracz rzuca najpierw kostką, która wskaże w jaki sposób będzie trzeba rzucić swój czar. Może to być wdmuchnięcie żetonu na jedno z pól mniejszej planszy, konieczne może być pstryknięcie żetonu, upuszczenie go z wysokości lub zsunięcie po planszy. Jeśli nie uda się trafić w pole na środku, a żeton wyląduje na drzewach lub poza planszą, to czar się nie udał i do akcji wkraczają okrągłe karty nieudanych efektów. A tutaj będzie jeszcze ciekawiej :-)

Udany czar pozwoli przesunąć nam niektóre z postaci. Jeśli czar się nie uda, to możemy się np. stać niewidzialni i musimy się schować do następnej swojej rundy. Może trzeba będzie zmienić się w gąsienicę i okrążyć stół wraz ze współgraczami, albo trzeba będzie szybko wymienić kilka składników magicznej mikstury.

Merlin ZinZin - karty nieudanych czarów

Czemu trzeba to wszystko robić szybko? To przez klepsydrowatego kocura, który nas goni. Gdy rozpoczynamy grę obracamy klepsydrę. Gdy piasek się przysypie, oznajmiamy ten fakt głośnym „miau” a kocur idzie o jedno pole do przodu. I czas zaczyna uciekać od nowa. Dlatego musimy się postarać wykonać jak najwięcej akcji zanim kocur znów ruszy za nami. Gdy jedna z postaci zostanie przez niego złapana, gra kończy się porażką całej drużyny. Jeśli wszyscy dotrą do miasteczka, wtedy drużyna wygrywa. A wszystko to ma miejsce w ciągu ok. 15 min!

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci w wieku od 7 lat. Co prawda graliśmy w nią z 5-6 latkami, ale rozgrywki kończyły się porażkami drużyny. Kot doganiał uciekinierów mniej więcej w połowie drogi. Jeśli graliśmy z Tomkiem w trójkę (czyli dwoje rodziców i dziecko), to udawało nam się wygrać (ale ledwo). Tak faktycznie z młodszymi dziećmi przegrywaliśmy ze względu na dużą ilość nieudanych czarów. Szczerze mówiąc stanowi to zabawę samą w sobie, bo zadania z kart są bardzo zabawne i czasem aż się chce zepsuć kolejny czar ;-) Niemniej ta szalona gra nie jest taka łatwa i wymaga nieco manualnej sprawności.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego je nauczy?

Ta gra wprowadza dużą presję czasu. Zmagamy się z nią drużynowo, ale musicie wziąć to pod uwagę, bo nie każde dziecko zaakceptuje zabawę w aż takim tempie. Jak wspomniałem, „Merlin ZinZin” wymaga pewnej sprawności manualnej, inaczej czary będą się psuły częściej a czas leci. Ale za to zepsute czaru wprowadzają w grę dużo śmiechu i ruchu, co rozładowuje napięcie powodowane przez pędzącego za dziećmi kocura.

Ocena

Kiedy tylko przeczytałem karty czarów, od razu wiedziałem, że to będą szalone rozgrywki. Kiedy dowiedzieliśmy się jak rzuca się czary, przekonanie o szaleństwie tej gry tylko się potwierdziło… I dobrze, bo bardzo lubimy takie gry. Merlin ZinZin jest wyjątkowo oryginalną grą, przynajmniej wśród tych, z którymi do tej pory się zetknęliśmy. W grze jest dużo napięcia i śmiechu. Niemniej dość trudno było nam w nią wygrać i dobiec do miasteczka. Być może to kwestia tego, że jednak gra lepiej sprawdzi się w nieco starszym towarzystwie, ale nie zmienia to faktu, iż sama rozgrywka bardzo nam się podoba. Po prostu nie nadążamy z czarami :-) Przy wielu rozgrywkach pod rząd, nieco to dzieci zniechęca i trzeba zrobić przerwę.

Przyczepić się muszę do jednego elementu wykonania gry – do klepsydry. Jest za mała i niestabilna. Przy tej grze kręci się planszą czarów, rzuca żetonami, dmucha, pstryka, biega wokół stołu. Co chwilę klepsydra leżała. Byłoby lepiej gdyby była nieco niższa albo miała szerszą i stabilniejsza podstawę.

Ogólnie gra ta pozostawia pewien niedosyt, bo częściej w nią przegrywamy, ale nie poddajemy się :-) To jest gra specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. Niemniej odrobina szaleństwa nigdy nie zaszkodzi. Jak dla mnie to wariacka gra na pięć z minusem, chociaż wiem, że musi paść na podatny grunt. Jeśli wolicie rozważać swoje ruchy w spokoju, to nie sięgajcie po nią.

Zobacz jak oceniamy…
5-/5

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Hobbity.eu

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Nie gramy, bo moje dziecko nie lubi przegrywać

Marcin Niebudek,

Podobne zdanie słyszałem już kilka razy. No tak, tylko taki przedszkolak to zwykle faktycznie nie lubi przegrywać (z resztą, kto lubi?). Należy oczywiście próbować tłumaczyć, zachęcać, rozgrywać wiele partii, tak żeby dzieci miały szansę się zrewanżować, ale… Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze sam element rywalizacji oraz to, jak dzieci do niej podchodzą zależy, moim zdaniem, w dużej mierze od rodziców. To element wychowania – również planszowego. Nie będę się tutaj mądrzył, bo sami już kiedyś myśleliśmy, że nasz syn dobrze znosi porażki, ale tak faktycznie to zależy od kontekstu, od humoru, od tego z kim gra i od tysiąca innych rzeczy. Także, od czasu do czasu, zdarzają się wybuchy płaczu i słowa „to ja teraz z wami nie gram!”.

W ogrodzie - HABA

Nie, nie mamy tutaj magicznej recepty jak nauczyć przedszkolaka znosić przegrane zawsze i wszędzie. Niemniej często powtarzamy Tomkowi, że każdy może wygrać tak samo jak każdy może przegrać. Bardziej liczy się to, jak będzie wyglądała zabawa podczas samej gry.

Ale czy to wszystko co mamy do dyspozycji? O nie, w żadnym wypadku. Najistotniejsze jest to, że gry planszowe są różne tak, jak różne są same dzieci. Traficie na gry zręcznościowe, gry na spostrzegawczość (gdzie liczy się szybkość reakcji). Będą gry w których można zaszkodzić przeciwnikowi swoimi działaniami, ale także gry, w których gra się tylko na własny rachunek. Każda z takich gier musi trafić na odpowiedni grunt. To wy sami musicie ocenić, czy pasuje ona do temperamentu waszego dziecka.

Kto to był? - Ravensburger

Na szczęście istnieją także tzw. gry kooperacyjne – chociaż osobiście wolę określenie drużynowe (przynajmniej jeśli chodzi o gry dla dzieci). I to właśnie tego typu pozycje przyjdą nam z pomocą we wprowadzaniu w świat planszówek tych, którym ciężko pogodzić się z samotną przegraną. Istotą tych gier jest bowiem to, że działamy razem jako drużyna i oczywiście nadal możemy przegrać, ale dotknie to nas wszystkich, albo też wszyscy razem wygramy przeciwko samej grze.

Kiedy spojrzy się na ofertę gier planszowych, to te kooperacyjne stanowią zaledwie maleńką część dostępnych tytułów. Na szczęście, nie jest ich aż tak mało i w najbliższym czasie przyjrzymy się dokładniej kilku z nich.

Merlin ZinZin - Hobbity.eu

Zobaczymy więc, że już najmłodsze dzieci mogą ścigać się z krukiem próbującym dostać się do sadu pełnego owoców w grze „W ogrodzie” wydawnictwa HABA. Postaramy się pomóc trójce zwierząt dotrzeć do ich domów podczas, gdy będzie starał się je schwytać przebiegły „Kocur Max” od Familiaris. Postaramy się wygrać wyścig z czasem i rozwiązać zagadkę, aby ochronić królestwo przed złym czarownikiem. W dodatku przeszkadzał będzie nam w tym duch z gry „Kto to był?” z Ravensburger. Postaramy się wykonać różne zadania, kierując losami kilku rodzin w zasypanym śniegiem mieście, a to za sprawą gry „Zima„. Podejmiemy też wraz z przyjaciółmi czarodzieja Merlina szaloną próbę ucieczki z zamku czarownicy Morfagi w grze „Merlin ZinZin” od Hobbity.eu. Z resztą gonieni będziemy przez jej wiernego kocura (znowu te koty :-)) i czas! Wreszcie, trafimy na „Zakazaną Wyspę” od REBEL.pl, z której będziemy musieli uciec zanim ona sama zatonie!

Jak widzicie tematyka takich gier może być naprawdę interesująca, a w dodatku przy grach kooperacyjnych określenie „gra rodzinna” nabiera nowego znaczenia. Dzieci dużo bezpieczniej czują się w drużynie. Przeciwnikiem staje się sama gra, a nie inni gracze. Stawiamy na współpracę, bo rywalizacji mamy wystarczająco dużo na co dzień. Czasem można siąść do planszy po prostu po to, żeby wspólnie pokonać jakieś zadanie – a będą one różne i wcale nie takie łatwe, nawet dla całej drużyny śmiałków.

Kocur Max - Familiaris

Muszę wspomnieć jeszcze szczególnie o Familiaris, bo ta mała firma rodzinna zajęła się właśnie sprowadzeniem na nasz polski rynek gier wyłącznie kooperacyjnych. Ale wspominam o nich dlatego, bo podczas lektury instrukcji zarówno do „Kocura Maxa” jak i „Zimy” urzekły mnie zwłaszcza uwagi końcowe do reguł. Zachęcają one do rozmowy z dziećmi na temat tego o czym jest każda z gier. Tak więc w „Kocurze Maxie” pojawia się problem tego, że kot chce zjeść mniejsze zwierzęta i czasem się to uda. Natomiast „Zima” podpowiada rozmowę np. na temat tego, gdzie rodzina odcięta w miasteczku przez śnieg mogłaby się schronić. Uwielbiam gry planszowe za to, że są wspaniałą rozrywką, ale dodatkowy aspekt edukacyjny, to jest to czego w grach dla dzieci szukam przede wszystkim.

Dlatego, kiedy pomyślicie kiedyś, że gry planszowe nie są dla was i waszych dzieci, bo te ostatnie nie są w stanie znieść porażki i to wszystko jest bez sensu, wtedy przypomnijcie sobie o grach kooperacyjnych. Być może okażą się one dla was kluczem do wspaniałego świata gier planszowych. Już niedługo kolejne recenzje!