Wpisy z tagiem ‘kafelkowa’

Dzieci z Carcassonne i nasze miłe zaskoczenie!

Marcin Niebudek,

Pisałem już o tym jak oswajaliśmy reguły dużego Carcassonne, aby móc grać z naszym synem. Od dawna wiedzieliśmy o istnieniu wersji „Dzieci z Carcassonne” wydanej w Polsce przez Bard, ale nie wiem czemu wyrobiliśmy sobie przekonanie, że skoro już gramy w Carcassonne, to wersja dziecięca będzie tylko niepotrzebnym uproszczeniem. Przy okazji Planszarni z grami kafelkowymi postanowiliśmy jednak sprawdzić czy mieliśmy rację i gra okazała się jakże miłym zaskoczeniem!

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Dzieci z Carcassonne - zawartość pudełka

W pudełku znajdziecie 36 solidnych i dużych kafelków oraz 32 pionki dzieci w 4 kolorach. Kafelki zostały zaprojektowane tak, żeby były dużo czytelniejsze dla dzieci niż te z oryginalnego Carcassonne. Są też bardziej kolorowe. Pionki są większe i poręczniejsze.

Dzieci z Carcassonne i duże Carcassonne

Skąd nasze miłe zaskoczenie? Bo to nie jest, mimo wszystko, uproszczona wersja Carcassonne, tylko prosta dziecięca gra na motywach Carcassonne. Obie są kafelkowe, ale cele w obu grach są inne – wręcz odwrotne.

Tytułowe dzieci z Carcassonne rozbiegły się w dniu dorocznego święta, aby złapać zwierzęta, które wypuszczono na czas obchodów z zagród. Teraz maluchy biegają po drogach i próbują dogonić zwierzaki. W grze kolejno losujemy kafelek i dokładamy go do już leżących na stole – gdzieś zawsze będzie pasował. Kafelki będą tworzyły układ dróg prowadzących z jednego gospodarstwa do drugiego, czasem do jakiegoś stawu czy na łąkę. Na drogach zaznaczone są wizerunki dzieci (w czterech kolorach). Jeśli droga zostanie zakończona z obu stron, wtedy wszyscy gracze, których obrazki znajdują się przy takiej drodze, mogą postawić tam swoje pionki. Wygra ten, który najszybciej pozbędzie się wszystkich pionków, czyli jako pierwszy ustawi wszystkie na zakończonych drogach.

Tak więc prostota tej gry polega na tym, że chodzi tylko o drogi, ale odwrotnie niż w Carcassonne, wcale nie zdobędzie się więcej punktów gdy droga będzie dłuższa. Wręcz przeciwnie, wygra raczej ten, kto będzie szybko znajdywał okazje do zamknięcia jakiejś drogi i postawienia na niej kolejnych pionów. W Carcassonne możemy piony zdejmować z planszy po zakończeniu budowy i zdobywać nimi kolejne punkty, a tutaj raz postawione piony zostają na planszy i chodzi właśnie o to, żeby pozbyć się ich jak najszybciej – najlepiej jeszcze zanim użyjemy wszystkich kafelków. Nie ma w „Dziecia z Carcassonne” w ogóle liczenia punktów.

Dzieci z Carcassonne - podczas gry

Niech was jednak nie zwiedzie pozorna prostota tej gry. Już podczas pierwszych rozgrywek zauważycie, że nie tylko chodzi o to, aby kończyć swoje drogi. Z resztą w tej grze nie ma pojęcia swojej drogi – przy każdej z nich mogą się pojawić dzieci dowolnego koloru i wszyscy postawią swoje pionki, jeśli droga zostanie zakończona. Na stole szybko robi się ciasno i każde dołożenie kafelka spowoduje, że coś ułatwimy lub utrudnimy przeciwnikom, a to już wyższy poziom wtajemniczenia dla waszych dzieci.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od 4 roku życia i spokojnie takie dadzą sobie radę z „Dziećmi z Carcassonne”. Gra jest kolorowa i doskonale wykonana, przez co cieszy oko każdego malucha. Jednocześnie, mimo swojej prostoty, sprawia także przyjemność dorosłym. To jest taka gra, w którą da się zagrać z małym przedszkolakiem, ale i z uczniem podstawówki. Być może rozgrywka będzie nieco inna, ale obie będą dobrą zabawą.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Po pierwsze układamy kafelki, czyli takie specyficzne puzzle. Dzieci ćwiczą więc spostrzegawczość i umiejętność dopasowywania odpowiednich elementów. Po drugie w grze jest jasno określony cel, do którego trzeba dążyć. Starsze dzieci będą mogły poćwiczyć nieco strategicznego myślenia, bo w tej grze trzeba myśleć nie tylko o tym, jak osiągnąć własny cel, ale też, jak nie ułatwić tego przeciwnikom.

Ocena

Gra jest świetnie wykonana, instrukcja zajmuje zaledwie dwie strony i to raczej luźnego tekstu. Czyta się ją 5 minut i można zaczynać rozgrywkę. „Dzieci z Carcassonne” są w naszym przekonaniu bardzo ciekawą i zupełnie odrębną propozycją z serii, dlatego polecamy ją nawet tym, którzy grają już w pełne Carcassonne. Jak do tej pory nie potrafiliśmy poprzestać na jednej partii (która trwa ok. 15 minut). Zawsze chcieliśmy zagrać jeszcze raz. Na pewno gra będzie wracać na nasz stół jeszcze długo i to na zmianę z dużym Carcassonne. Także ocena wydaje się być jasna.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Bard - Centrum Gier

IQ Rodzinki, czyli jak rosną zwierzęta

Marcin Niebudek,

Co wiecie o borsuku, żabie, dziku? No dobra, coś tam pewnie wiecie :-) A o chrabąszczu, szczupaku, rusałce pokrzywniku, perkozie dwuczubym czy ziębie? Jak was kiedyś pięciolatek zagnie wiedzą o tym, jak odróżnić młodego dzika od starego, albo że ten motylek to lubi pokrzywy, to będziecie wiedzieli, że grał w „IQ Rodzinki” od wydawnictwa Granna :-)

IQ Rodzinki - zawartość pudełka

Ale od początku. Rodzinki, to jedna z gier edukacyjnych wchodzących w skład nowej serii Granny „IQ Granna„, którą to poleca szanowny Profesor Granna :-) W pudełku z grą znajdziecie 8 żetonów zwierząt (tych wspomnianych we wstępie), 48 kartoników przedstawiających kolejne etapy rozwoju tychże (po 6 na zwierzaka), obrazek przedstawiający wszystkie te zwierzaki w ich naturalnym środowisku oraz instrukcję (która zasłużyła sobie na osobny akapit :-)).

Same zasad gry są bardzo proste. W Rodzinkach każdy z graczy otrzymuje jeden lub dwa (w zależności od liczby grających) kafelki ze zwierzętami i w trakcie gry stara się skompletować żetony całego cyklu życia zwierzaka. Cykle te pokazują jak dany gatunek przychodzi na świat, jak się rozwija i dorośleje. Każdy w sześciu krokach, ale nie martwcie się – do gry nie trzeba posiadać żadnej wiedzy na temat tych zwierząt. Chodzi właśnie o to, żeby dzieci (i rodzice też, oj też) czegoś się dowiedzieli. W układaniu cykli pomogą numerki na żetonach.

IQ Rodzinki - w trakcie gry

Gra opiera się natomiast na mechanizmie znanym z Memory. Podczas rozgrywki wszystkie żetony leża na stole zakryte, a my losujemy kolejno po dwa. Jeśli pasują do naszych zwierzaków to dokładamy je do żetonu centralnego. Jeśli wylosowaliśmy żetony z zestawów innych graczy, to odkładamy je na miejsce (nadal zakryte), a przeciwnicy muszą sobie zapamiętać gdzie były. Jeśli trafimy dwa żetony w tym samym kolorze, to w ramach premii możemy wylosować kolejne dwa. W ten sposób niektórzy ułożą swoje cykle szybciej, a inni wolniej. Za pierwsze trzy przyznaje się odpowiednio 5, 3 i 1 punkt.

Reguły gry zajmują 2 strony instrukcji, a tymczasem ma ona 12 stron. Co więc jeszcze w niej znajdziemy? To jest właśnie jedna z największych zalet gry „IQ Rodzinki” – komentarz zoologa do każdego z cykli. Po zakończeniu rozgrywki, przechodzimy więc do czytania opisów z książeczki. To tutaj ujawnia się prawdziwy walor edukacyjny tej gry. Do tego można też przyjrzeć się dołączonej planszy i wykorzystać ją do rozmowy o zwierzętach. Dzieciaki zaciekawią się także obrazkami z samych kafelków.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci w wieku 5-10 lat. Wydaje mi się, że atrakcyjna będzie raczej dla tych młodszych. Dla 10 latka jest za prosta a i informacje o zwierzętach w niej zawarte potraktuje raczej jak ciekawostki. Natomiast 5-, 6-latki, o ile ciekawią je zwierzęta (ale jakiego przedszkolaka nie ciekawią?) będą zainteresowane i to nie tylko samą grą, ale właśnie opisami z instrukcji.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest nieco zmodyfikowaną wersją Memory, więc jako taka nie wymaga niczego poza zapamiętywaniem gdzie widziało się kafelki, które są potrzebne graczowi do ułożenia jego układanki. Za to nauczy dzieciaki całkiem ciekawych informacji. Pokaże im jak żyją różne zwierzęta. Nauczy je w bardzo przystępny sposób jak z małego stają się dorosłym okazem, jak się przeobrażają, gdzie mieszkają i co jedzą.

Ocena

Gra jest bardzo ładnie wydana. Żeton są solidne, a opis zoologiczny zwierząt jest świetny i napisany bardzo zrozumiałym językiem. Jako gra planszowa być może nie jest to pozycja zbyt odkrywcza, ale sposób w jaki podaje informacje przyrodnicze dzieciom już na uwagę zasługuje.

Mam tylko dwa zastrzeżenia :-) Pierwsze to ilość zwierzątek – tylko 8, przez co po jakimś czasie gra się znudzi. Byłoby super, gdybyśmy doczekali się „IQ Rodzinki 2″ (jak w przypadku „Nowych Zagadek Smoka Obiboka„) z kolejnymi zestawami zwierząt.

Druga wada jest już taka mini i raczej techniczna. Przydałyby się jakieś znaczniki punktów, albo chociaż 3 kartoniki, żeby oznaczyć który cykl był ukończony jako pierwszy a który jako drugi i trzeci, tak żeby na koniec gry, przy podliczaniu punktów, nie było wątpliwości.

Także głównie ze względu na to, że gra się po jakimś czasie wyczerpie (czyli ze względu na tzw. regrywalność) dajemy jej mocną czwórkę. W tematyce przyrodniczej mamy jednak inną silną piątkę nie do zdeklasowania (jak na razie), ale o tym za jakiś czas. Warto Rodzinki kupić, zwłaszcza, że cena ok. 30 PLN jest raczej przystępna.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Hej, to moja ryba!

Marcin Niebudek,

Może by tak świeżą rybkę na obiad? Tylko czy łatwo złapać jest upragnioną zdobycz, kiedy wokół kręci się stado przeciwników? Dzisiaj „Hej, to moja ryba!” od wydawnictwa Granna. Poznaliśmy tą grę na jesiennej Gratislavii. Tam mieliśmy okazję zagrać w starą edycję, która bardzo się mi i Tomkowi spodobała. Niestety zniknęła ona jakiś czas temu z półek sklepowych.

Hej, to moja ryba! - zawartość pudełka

Na szczęście Granna postanowiła wydać koleją edycję! I oto ona, w nowej szacie graficznej i… Nowym, mniejszym pudełku. A co w nim? W środku znajdziemy kafelki z krami lodowymi, na których leży 100 smakowitych rybek. Na niektórych jest jedna ryba, na innych dwie, a na tych najbardziej atrakcyjnych aż trzy sztuki naszego przyszłego obiadu. Kafelki są nieco mniejsze niż w poprzedniej edycji, ale to w zupełności nie przeszkadza. Za to są dużo czytelniejsze.

Drużyna pingwina

Do szczęścia brakuje nam tylko drużyny wygłodniałych pingwinów, a tych jest w pudełku cztery – każda liczy cztery zwierzaki. Figurki pingwinów są kolorowe, co dobrze pozwala je odróżnić w trakcie gry, a do tego każdy pingwin w drużynie wygląda inaczej.

No dobrze – jak więc będziemy zdobywać nasz obiadek? Na początek rozkładamy w sposób losowy planszę. Następnie kolejno ustawiamy po jednym pingwinie na wybranych kaflach z jedną rybą. Potem kolejne pingwiny i tak, aż rozstawimy wszystkie. W zależności od liczby graczy dysponujemy inną liczbą pingwinów, żeby na planszy nie było ani za ciasno, ani za luźno.

Hej, to moja ryba! W trakcie rozgrywki

Teraz przystępujemy do głównego wyścigu. W swojej kolejce można poruszyć jednego pingwina na inną krę. Ruch może się odbyć tylko po linii prostej, ale o dowolną liczbę pól. Przy czym nie wolno przeskakiwać innych pingwinów (tak – w taki razie będziemy blokować ruchy przeciwnikom), ani nie można przeskakiwać dziur w lodzie.

Tylko skąd te dziury? Ano stąd, że po poruszeniu pingwinem zdobywamy kafelek, na którym wcześniej ten pingwin stał. Chodzi więc o to, aby umiejętnie ruszając się pingwinami, blokując i odcinając przeciwników, zdobyć jak najwięcej z tych 100 ryb. Aby to zrobić, trzeba nieco pokombinować i ciągle zastawiać pułapki na przeciwników uważając przy tym, aby samemu nie zostać na dryfującej po morzu, samotnej krze.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest oficjalnie dla dzieci od 8-lat. Da się w nią spokojnie grać z przedszkolakiem, ale oczywiście młodsze dzieci nie będą tak dobre w zastawianiu pułapek i blokowaniu przeciwników. Skupią się raczej na zbieraniu ryb nie zwracając uwagi na otocznie. W miarę grania zauważą, że trzeba uważać, aby nie zostać odciętym, a dopiero na koniec nauki przejdą do kontrataku. W tej grze dorosły gracz będzie miał przewagę nad dzieckiem (przynajmniej na początku), więc rodzic będzie musiał czasem odpuścić agresywniejszą grę, żeby nie zniechęcać dzieci oraz trochę potłumaczyć co i dlaczego sam robi.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

„Hej, to moja ryba!”, to gra z kafelkami, których ubywa w trakcie grania, co samo w sobie jest dla dzieci ciekawe. Jest to gra logiczna, przez co będzie od dzieci wymagała analizowania różnych ruchów, planowania i podejmowania decyzji, którym pingwinem należy się teraz ruszyć i dokąd, aby zdobyć więcej ryb. Początkowo plansza jest duża i wiele może się na niej zdarzyć. To pozwoli rozwijać dzieciom wyobraźnię przestrzenną. Tutaj jest trochę jak w szachach – trzeba analizować możliwości ruchu swoich pingwinów oraz to jak mogą się ruszyć przeciwnicy.

Ocena

Bardzo lubimy tę grę. Nowe wydanie prezentuje się naprawdę atrakcyjnie, do tego rozgrywka jest szybka i emocjonująca. Ryby liczymy na koniec gry, więc młodsze dzieci nie będą się denerwowały ew. gorszym wynikiem w trakcie rozgrywki, a od nas samych zależy jak agresywna ta rozgrywka będzie.

Jedyne czego nie lubię w grach, a tutaj to występuje, to długi czas potrzebny na przygotowanie do rozgrywki. Zwłaszcza przy grach dla dzieci ma to znaczenie, bo te zaczynają się wiercić i pytać „no kiedy zaczynamy, kiedy, kiedy?”. Niestety kafelki trzeba na początku skrzętnie rozłożyć. Ale za to dałbym co najwyżej mały minusik do oceny, bo nie trwa to znowu aż tak długo i można to zrobić razem z dziećmi. Więc i tak zostaje zasłużona piątka. Polecam pingwinie wyścigi po rybkę na rodzinne granie z odrobiną myślenia i kombinowania!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Mały Książę – czy piękną książkę można zamienić w piękną grę?

Marcin Niebudek,

W tym roku mija 70-ta rocznica pierwszego wydania „Małego Księcia” autorstwa Antoine de Saint-Exupéry. Doczekaliśmy się więc gry planszowej „Mały Książę: Stwórz mi planetę„, którą REBEL.pl wydał właśnie po polsku! Czy można przełożyć tak niezwykłą książkę na grę? Okazuje się, że tak! Ale od początku…

Mały Książę - książka i gra

Już pudełko zdradza, że w grze wykorzystano oryginalne rysunki stworzone przez samego autora książki. Wewnątrz znajdziecie 80 kafelków w czterech rodzajach. Da się z nich złożyć w sumie 5 planetek Małego Księcia. Będą więc wśród nich elementy na środek planety oraz na jej zaokrąglone boki. Każdy z kafelków przedstawia różne zwierzęta, rośliny i przedmioty rodem z książki. Jeden ze stosów przedstawia postaci, które również zostały z książki zapożyczone.

Mały Książę - zawartość pudełka

W tych postaciach kryje się sedno rozgrywki. Gracze będą w kolejnych rundach zdobywać fragmenty do budowy własnej planety, aż skompletują ją całą. Wśród elementów, każdy z graczy zdobędzie też cztery z postaci, które będą miały pewne oczekiwania co do wyglądu planety. Za spełnienie tych oczekiwań gracze otrzymają na koniec gry punkty. Będzie więc tytułowy Mały Książę, który chce aby na planecie znalazły się różnego rodzaju owieczki oraz pudełka (pamiętacie, która z owiec narysowana przez autora najbardziej spodobała się Małemu Księciu w książce?). Będzie latarnik zainteresowany jak największą liczbą latarni. Będzie astronom, który będzie chciał, aby planetę otaczało jak najwięcej gwiazd, itd.

Wygra ten, kto najlepiej spełni oczekiwania wybranych przez siebie postaci, ale to nie wszystko. Na graczy czyha też kilka pułapek. Będzie trzeba wystrzegać się nadmiernej ilości baobabów (tak – w książce także Mały Książę opowiadał o konieczności pielęgnacji swojej małej asteroidy), bo gdy na planecie pojawią się trzy, wtedy będzie trzeba obrócić kafelki i stracić wszystko co się na nich znajdowało. Będzie się trzeba także wystrzegać wulkanów, gdyż ten, kto na koniec gry będzie ich miał najwięcej, straci przez to cenne punkty.

Mały Książę - Stwórz mi planetę

Rozgrywka jest ciekawa. Nie trwa długo, a sama tematyka jest bardzo atrakcyjna dla dzieci. Dla naszego syna gra była wręcz powodem do tego, aby podjąć próbę przeczytania książki, bo bardzo go zainteresowały przygody Małego Księcia.

Chcę napisać jeszcze o jednym elemencie mechaniki gry. Mianowicie, o kolejności graczy w trakcie tury. Zasady mówią, że grę rozpoczyna najmłodszy z graczy. Losuje on z wybranego stosu tyle kafelków ilu jest grających (tak, żeby każdy otrzymał swój kafelek) i wybiera jeden z nich. Następnie to on wybiera kto może wziąć następny z kafelków. Tak więc nie gramy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tylko w kolejności wyznaczania następnego zawodnika przez samych grających. Ostatnia osoba staję się pierwszą w kolejnej turze.

Ta zasada wprowadza dodatkowy element interakcji (raczej negatywnej) pomiędzy graczami, bo można kogoś zablokować i pozbawić go wyboru, ale… Przy grze trzyosobowej można doprowadzić to efektu wiecznego drugiego gracza. Przy większej ilości osób, kolejność będzie się już zmieniać bardziej różnorodnie, ale i tak może dojść do jeszcze większego „zagłodzenia” jednego z graczy, który wiecznie będzie przedostatni i nie będzie miał możliwości wyjścia z tej sytuacji. Takie wyznaczanie jest też mniej zrozumiałe dla młodszych graczy, dlatego szybko zdecydowaliśmy się grać jednak zgodnie z ruchem wskazówek zegara, żeby każdy mógł być pierwszy, drugi, itd. Przynajmniej jeśli chodzi o granie rodzinne taka modyfikacja nie stanowi uszczerbku na frajdzie, jaką gra nam dawała.

Mały Książę - ilustracje rodem z książki

Warto jeszcze wspomnieć o wariancie 2-osobowym, który wprowadza element blefu, ponieważ nadal w trakcie jednej kolejki do wyboru są trzy kafelki, ale gracz rozpoczynający podgląda je wszystkie po czym jedne z nich zakrywa i jako pierwszy wybiera przeciwnik :-) Można więc tę osobę podpuszczać.

Kategoria wiekowa

To jest gra od 8 lat i faktycznie ma ona elementy, których młodsze dzieci nie zrozumieją, lub sobie z nimi nie poradzą. Wersja z blefem może być za trudna, ale to tylko opcja 2-osobowa. Jedną z postaci jest pijak, który punktuje kafelki obrócone w wyniku zdobycia zbyt wielu baobabów – starsi gracze to wykorzystają, młodsze dzieci miały kłopot ze zrozumieniem o co chodzi, pomijając już fakt, że przedszkolaki mogą nie wiedzieć kto to jest pijak. Ale w związku z tym, że tylko w grze 5-osobowej używa się wszystkich kafli, to spokojnie można tę postać na początku odrzucić, jeśli będzie sprawiała kłopot.

Grałem w Małego Księcia z 5- i 6-latkami u syna w przedszkolu i były zachwycone samą tematyką i oprawą. Budowanie własnych planetek z kafelków bardzo im się podobało, mimo, że nie miały pojęcia kim jest Mały Książę (no bo skąd miałyby wiedzieć). To zupełnie w niczym nie przeszkadza! Dzieci rozumieją co to znaczy, że jakaś postać chce aby na planecie było dużo różnych zwierząt, że ma być dużo słońc, itd. Sama gra długo się nie znudzi, więc można się nią zacząć bawić wcześniej niż z dziećmi szkolnymi i nadal czerpać z niej radość.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

Dzieci będą musiały w tej grze realizować cele, jakie wyznaczają im wylosowane postacie. To bardzo wartościowa nauka. Nie chodzi tylko o układanie planetek (choć i to może stanowić zabawę samą w sobie), ale o to, żeby dokonywać wyborów zgodnych z własnym celem. Dzieci nauczą się oceniać, który element jest dla nich w danym momencie bardziej wartościowy. Trudność będzie stanowiło śledzenie czterech postaci na raz. Młodsze dzieci skupią się początkowo na 1-2 i będą przegapiać wymagania innych mieszkańców planety. Jednak w miarę grania będą w tym co raz lepsze i o to właśnie chodzi.

Starsze dzieci i dorośli spostrzegą, że czasem kluczem do zwycięstwa będzie nie tyle, co warto mieć u siebie, ile jaki element należy zabrać, żeby uniemożliwić przeciwnikom zdobycia dużej liczby punktów.

No i pomyślcie, że mimochodem dzieciaki wchłoną nieco świata wykreowanego przez Antoine de Saint-Exupéry.

Ocena

Gra jest wydana pięknie. Ilustracje są kolorowe, atrakcyjne i zrozumiałe dla dzieci. Instrukcja także jest piękna i przejrzysta. Gra jest doskonała w każdym wariancie ilości graczy, a w dodatku wersja dla dwóch osób czyni z niej doskonałą pozycję na szybką, ale ciekawą partyjkę dla rodziców. Jednym słowem, gra jest wspaniałą pozycją rodzinną. Daje nieco możliwości pokombinowania, za każdym razem stawia nieco inne cele i do tego przepięknie wygląda.

Już po pierwszych rozgrywkach wdarła się ona do grona naszych ulubionych gier. Szczerze polecamy granie nawet ze starszymi przedszkolakami, a dla rodziców dzieci szkolnych to moim zdaniem pozycja obowiązkowa. Z resztą nawet dorośli dobrze się będą przy niej bawili!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji!
REBEL.pl

Oswajanie: Carcassonne cz. 1

Marcin Niebudek,

Oswajanie gier planszowych – to był mój pierwszy pomysł na ten blog. Z czasem ewoluował nieco, ale i tak będę się starał co jakiś czas pisać właśnie tego typu teksty. O co więc chodzi? Otóż mamy w domu bardzo różne gry planszowe. Mamy takie dla maluchów, mamy dla trochę starszych dzieci, mamy wreszcie gry dla młodzieży i dorosłych. Tak przynajmniej wynika z sugerowanej na pudełku kategorii wiekowej.

No właśnie, kategorie sobie, a przedszkolak pozostanie przedszkolakiem. Od samego początku eksperymentujemy więc na Tomku z grami dla starszych. Wymyślamy zabawy, upraszczamy reguły, eliminujemy niektóre elementy tak, aby dostosować grę do jego aktualnych umiejętności. Te się rozwijają i często wracamy po jakimś czasie do takich gier, żeby pokonać kolejny etap.

Jedną z takich gier jest Carcassonne, która teoretycznie jest grą od 8 lat. W sieci można znaleźć wiele recenzji tej gry, więc nie będę pisał swojej. Niech wystarczy tyle, że w każdym rankingu na temat tego, od czego zacząć przygodę z planszówkami nie może zabraknąć Carcassonne. I jest to rekomendacja jak najbardziej słuszna.

Carcassonne

Carcassonne to gra, w której kolejno losujemy kafelki przedstawiające fragment królestwa. Staramy się je dołożyć do już leżących na stole tak, aby drogi pasowały do dróg, a miasta do miast. W dodatku staramy się opanować fragmenty tego królestwa przy pomocy pionków reprezentujących naszych poddanych. Gra jest doskonała w każdym gronie, ale czy da się w nią grać z młodszymi dziećmi?

Istnieje specjalna, uproszczona, wersja „Dzieci z Carcassonne”, ale nigdy w nią nie graliśmy. Za to pierwszy raz zaprosiliśmy do „dorosłej” wersji Tomka, kiedy miał 3 lata.

Oswajanie – ETAP 1

Znowu muszę przywołać puzzle. Będą one wracać w moich wpisach jak bumerang, bo uważam, że ich rola w wychowaniu fana gier planszowych jest nie do przecenienia :-).

No więc Carcassonne od pierwszego momentu przywołuje na myśl właśnie układanie puzzli. Skoro nasz 3-latek był już nieco przećwiczony i w dodatku potrafił określić, że na kafelku widzi drogę, domki i miasta, to naturalną okazała się zabawa w samo układanie mapy królestwa. Zaletą Carcassonne jest to, że kafelki można ułożyć za każdym razem w inny sposób, przez co gra długo się nie nudzi.

Później do układania dorzuciliśmy zabawę, w układanie najdłuższej drogi oraz największego miasta. Następnie przyszła przerwa na inne gry i zabawy.

Oswajanie – ETAP 2

Do Carcassonne wróciliśmy z Tomkiem kiedy miał 5-lat (choć jestem przekonany, że można było nawet nieco wcześniej). Posiadamy wersję podstawową z dodatkiem „Karczmy i katedry” oraz „Wieża”. To daje ponad 100 kafelków i zabawę dla 3 osób na około 30-40 minut. Zaczęliśmy grać z Tomkiem na punkty z użyciem pionków, ale przy pomocy następujących zasad:

  • używamy tylko małych pionków (dużym z dodatku „Karczmy i katedry” liczymy punkty)
  • nie zajmujemy sobie celowo dróg i miast (chyba, że przez przypadkiem się połączą, bo np. zaczynały się niedaleko siebie)
  • nie obstawiamy łąk (tutaj tata musiał poświęcić swoją ulubioną strategię)
  • naliczamy bonus za tarcze na kafelkach miast (przedszkolak spokojnie rozumie, że to bardziej wartościowy kafelek)
  • naliczamy podwójne punktu za drogę z karczmą (wg zasad z dodatku – jak wyżej dziecko rozumie, że fajniej taką karczmę mieć przy swojej drodze)
  • naliczamy premie za katedry (wg zasad z dodatku)
  • naliczamy punktu za klasztory (wg normalnych zasad)
  • nie używamy wież (nawet mama ich nie lubi, w przeciwieństwie do taty ;-))

Taka wersja zaczyna już przypominać normalną, dorosłą rozgrywkę tyle, że bez negatywnej interakcji i wrogich przejęć. W ten sposób gra nie nudzi się dorosłym, a nasz syn jest nią bardziej zaciekawiony. Jesteśmy już niedaleko pełnych zasad podstawowych.

Oswajanie – ETAP 3

No, ten etap jeszcze przed nami. Czyli niedługo spróbujemy wprowadzić podbieranie sobie miast i dróg, a o tym, jak nam poszło napiszemy kiedy się już dokona :-) Tymczasem chcę was zachęcić do próbowania wciągania dzieci w gry dla starszych. Ktoś mógłby powiedzieć, że takie ogałacanie gier z poszczególnych elementów to już nie to samo, ale myślę, że cel jest istotniejszy. Chodzi o to, żeby nasze dzieci grały z nami nie tylko w Memo czy Chińczyka.

Poza tym, jeśli do tej pory myśleliście o planszówkach tylko jako rozrywce dla dzieci, ale przez myśl nie przeszło wam, żeby zagrać też czasem BEZ dzieci, to Carcassonne się do tego doskonale nadaje. Kupcie ją sobie, albo nie… Kupcie ją pod pretekstem gry z dziećmi, a potem sami spróbujcie :D Będę was czasem próbował zwieść na manowce tego hobby.