Wpisy z tagiem ‘Granna’

IQ Rodzinki, czyli jak rosną zwierzęta

Marcin Niebudek,

Co wiecie o borsuku, żabie, dziku? No dobra, coś tam pewnie wiecie :-) A o chrabąszczu, szczupaku, rusałce pokrzywniku, perkozie dwuczubym czy ziębie? Jak was kiedyś pięciolatek zagnie wiedzą o tym, jak odróżnić młodego dzika od starego, albo że ten motylek to lubi pokrzywy, to będziecie wiedzieli, że grał w „IQ Rodzinki” od wydawnictwa Granna :-)

IQ Rodzinki - zawartość pudełka

Ale od początku. Rodzinki, to jedna z gier edukacyjnych wchodzących w skład nowej serii Granny „IQ Granna„, którą to poleca szanowny Profesor Granna :-) W pudełku z grą znajdziecie 8 żetonów zwierząt (tych wspomnianych we wstępie), 48 kartoników przedstawiających kolejne etapy rozwoju tychże (po 6 na zwierzaka), obrazek przedstawiający wszystkie te zwierzaki w ich naturalnym środowisku oraz instrukcję (która zasłużyła sobie na osobny akapit :-)).

Same zasad gry są bardzo proste. W Rodzinkach każdy z graczy otrzymuje jeden lub dwa (w zależności od liczby grających) kafelki ze zwierzętami i w trakcie gry stara się skompletować żetony całego cyklu życia zwierzaka. Cykle te pokazują jak dany gatunek przychodzi na świat, jak się rozwija i dorośleje. Każdy w sześciu krokach, ale nie martwcie się – do gry nie trzeba posiadać żadnej wiedzy na temat tych zwierząt. Chodzi właśnie o to, żeby dzieci (i rodzice też, oj też) czegoś się dowiedzieli. W układaniu cykli pomogą numerki na żetonach.

IQ Rodzinki - w trakcie gry

Gra opiera się natomiast na mechanizmie znanym z Memory. Podczas rozgrywki wszystkie żetony leża na stole zakryte, a my losujemy kolejno po dwa. Jeśli pasują do naszych zwierzaków to dokładamy je do żetonu centralnego. Jeśli wylosowaliśmy żetony z zestawów innych graczy, to odkładamy je na miejsce (nadal zakryte), a przeciwnicy muszą sobie zapamiętać gdzie były. Jeśli trafimy dwa żetony w tym samym kolorze, to w ramach premii możemy wylosować kolejne dwa. W ten sposób niektórzy ułożą swoje cykle szybciej, a inni wolniej. Za pierwsze trzy przyznaje się odpowiednio 5, 3 i 1 punkt.

Reguły gry zajmują 2 strony instrukcji, a tymczasem ma ona 12 stron. Co więc jeszcze w niej znajdziemy? To jest właśnie jedna z największych zalet gry „IQ Rodzinki” – komentarz zoologa do każdego z cykli. Po zakończeniu rozgrywki, przechodzimy więc do czytania opisów z książeczki. To tutaj ujawnia się prawdziwy walor edukacyjny tej gry. Do tego można też przyjrzeć się dołączonej planszy i wykorzystać ją do rozmowy o zwierzętach. Dzieciaki zaciekawią się także obrazkami z samych kafelków.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci w wieku 5-10 lat. Wydaje mi się, że atrakcyjna będzie raczej dla tych młodszych. Dla 10 latka jest za prosta a i informacje o zwierzętach w niej zawarte potraktuje raczej jak ciekawostki. Natomiast 5-, 6-latki, o ile ciekawią je zwierzęta (ale jakiego przedszkolaka nie ciekawią?) będą zainteresowane i to nie tylko samą grą, ale właśnie opisami z instrukcji.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest nieco zmodyfikowaną wersją Memory, więc jako taka nie wymaga niczego poza zapamiętywaniem gdzie widziało się kafelki, które są potrzebne graczowi do ułożenia jego układanki. Za to nauczy dzieciaki całkiem ciekawych informacji. Pokaże im jak żyją różne zwierzęta. Nauczy je w bardzo przystępny sposób jak z małego stają się dorosłym okazem, jak się przeobrażają, gdzie mieszkają i co jedzą.

Ocena

Gra jest bardzo ładnie wydana. Żeton są solidne, a opis zoologiczny zwierząt jest świetny i napisany bardzo zrozumiałym językiem. Jako gra planszowa być może nie jest to pozycja zbyt odkrywcza, ale sposób w jaki podaje informacje przyrodnicze dzieciom już na uwagę zasługuje.

Mam tylko dwa zastrzeżenia :-) Pierwsze to ilość zwierzątek – tylko 8, przez co po jakimś czasie gra się znudzi. Byłoby super, gdybyśmy doczekali się „IQ Rodzinki 2” (jak w przypadku „Nowych Zagadek Smoka Obiboka„) z kolejnymi zestawami zwierząt.

Druga wada jest już taka mini i raczej techniczna. Przydałyby się jakieś znaczniki punktów, albo chociaż 3 kartoniki, żeby oznaczyć który cykl był ukończony jako pierwszy a który jako drugi i trzeci, tak żeby na koniec gry, przy podliczaniu punktów, nie było wątpliwości.

Także głównie ze względu na to, że gra się po jakimś czasie wyczerpie (czyli ze względu na tzw. regrywalność) dajemy jej mocną czwórkę. W tematyce przyrodniczej mamy jednak inną silną piątkę nie do zdeklasowania (jak na razie), ale o tym za jakiś czas. Warto Rodzinki kupić, zwłaszcza, że cena ok. 30 PLN jest raczej przystępna.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Super Farmer rancho miał – ija, ija, ooo!

Marcin Niebudek,

Właśnie do sklepów trafia nowa edycja znanej gry rodzinnej „Super Farmer” wydawnictwa Granna. Gra ma długie tradycje i doczekała się teraz już czwartej wersji (dodruków nawet nie liczę).

Super Farmer 2013 - zawartość pudełka

Najnowszy „Super Farmer” zyskał nieco mniejsze pudełko (podobnie jak opisywana u nas ostatnio nowa edycja „Hej, to moja ryba!” i odświeżone grafiki autorstwa Piotra Sochy, czyli osoby, która zilustrowała też inną nowość w rodzinie Farmera – „Rancho” (ale o tym za chwilę). W pudełku zajdziemy więc żetony królików, owiec, świnek, krów i koni, a także małych i dużych psów. Oprócz tego w zestawie są też dwie specjalne kostki z wizerunkami zwierząt, lisa i wilka. Samo pudełko na każdym boku ma nadrukowaną tablę wymian, więc w trakcie gry najlepiej umieścić je na środku tak, aby każdy widział jeden z boków.

Jeśli nie mieliście do tej pory okazji grać w „Super Farmera”, to teraz kilka słów o zasadach tej gry. Każdy z was jest farmerem, który będzie próbował wyhodować w swoim gospodarstwie co najmniej po jednym z zwierzątku z każdego rodzaju. Robi się to przy pomocy rzutów kostką. Kiedy na kostce wypadnie parka zwierząt, to gracz zdobywa jedną sztukę (odpowiedni żeton) do swojej farmy. Później gdy na farmie znajdują się już jakieś zwierzęta, wystarczy, że na kostce wypadnie choć jedno z nich. Liczy się wówczas wszystkie pary (na żetonach i kostkach) i za każdą otrzymuje się kolejne zwierzę.

Super Farmer 2013 - nowe grafiki żetonów

Niektórych zwierząt nie da się zdobyć z kostek (krowa, koń), bo występują tylko na jednej z nich. Do tego służą w grze wymiany. Zgodnie z tabelą można raz w swojej kolejce (przed rzutem kostką) zamienić, np. sześć królików na jedną owcę, dwie owce na jedną świnkę, itp. Dodatkowo w trakcie gry na graczy czekają niebezpieczeństwa w postaci lisa i wilka, które czyhają na życie członków stada. Można się przed nimi zabezpieczyć hodując na farmie psy.

Tak więc rzucamy kostkami, zdobywamy zwierzęta, wymieniamy je na inne, pilnujemy stadka przed wilkiem i lisem, aż w naszym gospodarstwie pojawi się jeden koń, krowa, owca, świnia i królik (choć króliki, jak to króliki, mnożą się w tej grze na potęgę ;-))

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 7. Tak faktycznie da się grać z przedszkolakami. Jedyną trudność w opanowaniu zasad gry stanowi zrozumienie wymieniania zwierzątek. Samo zdobywanie zwierząt z parek jest dla dzieci proste, ale jeśli chodzi o wymiany, to o ile jeszcze dzieciaki rozumieją, że mogą wymienić np. dwie owce na świnkę, to chwilę dłużej potrwa zanim załapią sensowność wymiany w drugą stronę – czyli świnki na dwie owce.

Problem dla młodszych graczy będzie stanowiło też działanie lisa i wilka, które to zjadają odpowiednio wszystkie króliki (oprócz jednego) lub wszystkie zwierzęta oprócz królików i konia. Jeśli dziecko nie jest przygotowane na taką ewentualność posiadaniem psa, to może być to strata bardzo dotkliwa. Dodatkowo, pechowcom zdarzy się to czasem kilka razy, co może się skończyć płaczem i skutecznym zniechęceniem od dalszej rozgrywki.

Dlatego z młodszymi dziećmi stosujemy czasem zasadę, że lis zjada jednego królika, wilk jedno dowolne zwierzę, a pieski nie są zjadane podczas obrony gospodarstwa, tylko wychodzą ze starcia z drapieżcami bez szwanku.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

„Super Farmer” to gra bardzo losowa. Można, co prawda, pomagać szczęściu odpowiednimi wymianami i w sumie to jest ta umiejętność, którą dzieciaki będą ćwiczyły. Nauczą się z gry też, że można się na zły rzut (lis, wilk) przygotować zawczasu, albo podjąć ryzyko i ponieść później konsekwencje (utrata zwierząt).

Ocena

To jest w miarę posta gra, przez co można w nią grać już z przedszkolakami. Temat na pewno dzieci zachęci. Młodsze dzieci mimochodem będą w pierwszej kolejności starały się zdobyć pieska :-). Ot, taki już urok psów :-) Starsze skuteczniej zastosują wymiany do szybszego powiększania stada. Zanim jednak ocenię nowego „Super Farmera”, jeszcze kilka słów o innych wydaniach (wszystkie od Granny).

Na półkach sklepowych znajdziecie „Super Framera Mini” w małym pudełeczku (jak te od serii „Klub Przedszkolaka” tego samego wydawnictwa). Znajdziecie też podobną wersję w większym pudełku rozmiaru np. „Zagadek Smoka Obiboka”. Będzie opisywana tutaj najnowsza edycja w średnim, kwadratowym pudle, a także „Super Farmer Deluxe” – największa i najbogatsza z dostępnych wersji.

No właśnie. Ta mnogość wersji dostępnych w sklepach sprawia mi pewien problem w ocenie, nie tyle samej gry, co nowej edycji.

Super Farmer Mini

W „Super Farmerze Mini” znajdziecie proste, aczkolwiek bardzo czytelne żetony zwierzątek, kostki tej samej jakości co w najnowszej edycji, tylko mniejsze (ale wszystkie obrazki na nich są i żadnych uproszczeń tutaj nie ma) oraz tabelkę wymian z podstawką. Cena wersji mini to około 15-20 PLN.

Super Farmer Deluxe

Wersja Deluxe ma piękne duże żetony, duże kostki (ale oprócz rozmiaru wszystko na nich jest tak samo narysowane). Cechą wersji Deluxe jest to, że zawiera ona bardzo ładne, plastikowe figurki psów (zamiast żetonów), a także plansze gracza, na których można sobie układać zwierzęta podczas gry. Plansze to jednak element czysto umowny, nie mający żadnego (poza estetycznym) wpływu na grę. Za tą wersję trzeba zapłacić ok 100 PLN.

Najnowsza, opisywana tutaj, wersja różni się od wersji „mini” opracowaniem graficznym żetonów (są ładniejsze i nowocześniejsze). Kostki są duże, jak w wersji Deluxe, a plansz gracza, podobnie jak w najmniejszej wersji, brak. Cena tej edycji to około 50 PLN.

Lubimy Super Farmera, ale nie jest to nasza ulubiona gra. Przeszkadza nam w niej niekontrolowany czas rozgrywki. Czasem gra potrafi nieco znużyć, gdy przez dłuższy czas nie możemy wyrzucić nic sensownego. Jest ona za to dobrą pozycją do wprowadzania nowych dzieci w świat planszówek.

No ale te wersje… Jeśli miałbym kupić grę sobie po to, żeby po prostu w nią pograć z dzieckiem, to rozważyłbym, mimo wszystko, wersję „mini”. Zawiera ona bowiem wszystko, co jest potrzebne do gry i pamiętam, że po jej zakupie byłem naprawdę mile zaskoczony zawartością małego pudełeczka z tą edycją. Spodziewałem się elementów gorszej jakości.

Natomiast najnowsza edycja doskonale nadaje się na prezent. Jest, jakby to ująć – „bardziej wyjściowa” :-) Ładne elementy w ładnym pudełku, którego rozmiar jest w sam raz. Stawiamy pudełko na środku i gramy. Jej cena jest, w porównaniu z wersją „Deluxe”, bardzo rozsądna.

Super Farmer i Rancho razem

Podejrzewam, że najnowsza wersja będzie niedługo jedyną dostępną w sklepach. Tak więc dla siebie warto kupić wersję mini (póki jest), a zaoszczędzone pieniądze zainwestować w… „Rancho”, które naszym zdaniem jest wersją ciekawszą i lepszą od samego „Super Farmera”, któremu dajemy, ciut naciąganą, czwórkę, a „Ranczo” opiszemy wam już niedługo.

Z drugiej strony nowy „Super Farmer” tak ładnie wygląda w zestawie z „Rancho” :-) Ech… Odzywa się we mnie chyba dusza kolekcjonera.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie najnowszej wersji Super Farmera do recenzji!
Granna

Hej, to moja ryba!

Marcin Niebudek,

Może by tak świeżą rybkę na obiad? Tylko czy łatwo złapać jest upragnioną zdobycz, kiedy wokół kręci się stado przeciwników? Dzisiaj „Hej, to moja ryba!” od wydawnictwa Granna. Poznaliśmy tą grę na jesiennej Gratislavii. Tam mieliśmy okazję zagrać w starą edycję, która bardzo się mi i Tomkowi spodobała. Niestety zniknęła ona jakiś czas temu z półek sklepowych.

Hej, to moja ryba! - zawartość pudełka

Na szczęście Granna postanowiła wydać koleją edycję! I oto ona, w nowej szacie graficznej i… Nowym, mniejszym pudełku. A co w nim? W środku znajdziemy kafelki z krami lodowymi, na których leży 100 smakowitych rybek. Na niektórych jest jedna ryba, na innych dwie, a na tych najbardziej atrakcyjnych aż trzy sztuki naszego przyszłego obiadu. Kafelki są nieco mniejsze niż w poprzedniej edycji, ale to w zupełności nie przeszkadza. Za to są dużo czytelniejsze.

Drużyna pingwina

Do szczęścia brakuje nam tylko drużyny wygłodniałych pingwinów, a tych jest w pudełku cztery – każda liczy cztery zwierzaki. Figurki pingwinów są kolorowe, co dobrze pozwala je odróżnić w trakcie gry, a do tego każdy pingwin w drużynie wygląda inaczej.

No dobrze – jak więc będziemy zdobywać nasz obiadek? Na początek rozkładamy w sposób losowy planszę. Następnie kolejno ustawiamy po jednym pingwinie na wybranych kaflach z jedną rybą. Potem kolejne pingwiny i tak, aż rozstawimy wszystkie. W zależności od liczby graczy dysponujemy inną liczbą pingwinów, żeby na planszy nie było ani za ciasno, ani za luźno.

Hej, to moja ryba! W trakcie rozgrywki

Teraz przystępujemy do głównego wyścigu. W swojej kolejce można poruszyć jednego pingwina na inną krę. Ruch może się odbyć tylko po linii prostej, ale o dowolną liczbę pól. Przy czym nie wolno przeskakiwać innych pingwinów (tak – w taki razie będziemy blokować ruchy przeciwnikom), ani nie można przeskakiwać dziur w lodzie.

Tylko skąd te dziury? Ano stąd, że po poruszeniu pingwinem zdobywamy kafelek, na którym wcześniej ten pingwin stał. Chodzi więc o to, aby umiejętnie ruszając się pingwinami, blokując i odcinając przeciwników, zdobyć jak najwięcej z tych 100 ryb. Aby to zrobić, trzeba nieco pokombinować i ciągle zastawiać pułapki na przeciwników uważając przy tym, aby samemu nie zostać na dryfującej po morzu, samotnej krze.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest oficjalnie dla dzieci od 8-lat. Da się w nią spokojnie grać z przedszkolakiem, ale oczywiście młodsze dzieci nie będą tak dobre w zastawianiu pułapek i blokowaniu przeciwników. Skupią się raczej na zbieraniu ryb nie zwracając uwagi na otocznie. W miarę grania zauważą, że trzeba uważać, aby nie zostać odciętym, a dopiero na koniec nauki przejdą do kontrataku. W tej grze dorosły gracz będzie miał przewagę nad dzieckiem (przynajmniej na początku), więc rodzic będzie musiał czasem odpuścić agresywniejszą grę, żeby nie zniechęcać dzieci oraz trochę potłumaczyć co i dlaczego sam robi.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

„Hej, to moja ryba!”, to gra z kafelkami, których ubywa w trakcie grania, co samo w sobie jest dla dzieci ciekawe. Jest to gra logiczna, przez co będzie od dzieci wymagała analizowania różnych ruchów, planowania i podejmowania decyzji, którym pingwinem należy się teraz ruszyć i dokąd, aby zdobyć więcej ryb. Początkowo plansza jest duża i wiele może się na niej zdarzyć. To pozwoli rozwijać dzieciom wyobraźnię przestrzenną. Tutaj jest trochę jak w szachach – trzeba analizować możliwości ruchu swoich pingwinów oraz to jak mogą się ruszyć przeciwnicy.

Ocena

Bardzo lubimy tę grę. Nowe wydanie prezentuje się naprawdę atrakcyjnie, do tego rozgrywka jest szybka i emocjonująca. Ryby liczymy na koniec gry, więc młodsze dzieci nie będą się denerwowały ew. gorszym wynikiem w trakcie rozgrywki, a od nas samych zależy jak agresywna ta rozgrywka będzie.

Jedyne czego nie lubię w grach, a tutaj to występuje, to długi czas potrzebny na przygotowanie do rozgrywki. Zwłaszcza przy grach dla dzieci ma to znaczenie, bo te zaczynają się wiercić i pytać „no kiedy zaczynamy, kiedy, kiedy?”. Niestety kafelki trzeba na początku skrzętnie rozłożyć. Ale za to dałbym co najwyżej mały minusik do oceny, bo nie trwa to znowu aż tak długo i można to zrobić razem z dziećmi. Więc i tak zostaje zasłużona piątka. Polecam pingwinie wyścigi po rybkę na rodzinne granie z odrobiną myślenia i kombinowania!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Smok Obibok Detektywem

Marcin Niebudek,

Czy lubicie zagadki? My bardzo. A najbardziej takie, gdzie opisujemy hasło z obrazka. Obrazek przed oczami pomaga zwłaszcza młodszym dzieciom. Okazało się, że najlepszego zbioru dostarczył nam Smok Obibok, czyli dwie gry – „Zagadki Smoka Obiboka” oraz „Nowe Zagadki Smoka Obiboka„. Obie gry wydała Granna.

Zagadki Smoka Obiboka

Nowe Zagadki Smoka Obiboka

W pudełkach znajdziecie po 135 kart z rysunkami przedstawiającymi różne przedmioty, zwierzęta, miejsca, itp. Na odwrocie każdej karty jest krótki wierszyk-zagadka, na który odpowiedzią jest właśnie hasło z obrazka. Dodatkowo pierwsza część cyklu zawiera plansze ze Smokiem obibokiem służące do zbierania punktów za odgadnięte hasła, natomiast druga zawiera 6-elementowe puzzle z postacią wesołego smoka. Kto pierwszy ułoży swoje puzzle ten wygrywa.

Ale, ale… Bawimy się kartami ze Smoka Obiboka od 2-3 lat i nie używamy wierszyków (a przynajmniej dużo rzadziej niż samych obrazków). Oryginalne zasady obu gier mówią o dorosłym lub starszym dziecku, umiejącym odczytać zagadki. Pozostali gracze zgadują. My tymczasem dajemy naszemu synowi zadawać nam zagadki na podstawie ilustracji i dzięki temu mamy powtórkę z programu „Do trzech razy sztuka”, który prowadził Andrzej Zaorski, a później Jerzy Kryszak. Pamiętacie?

Tak – dzieciaki zadające zagadki były bezbłędne. I to właśnie w ten sposób najbardziej lubimy się bawić Smokiem Obibokiem. Zadajemy zagadki własnymi słowami używając haseł z obrazków. Oczywiście to dlatego, że chodzi o zabawę rodziców z dzieckiem, a w tym przypadku to nawet dziecka z rodzicami, bo jako rodzice bawimy się świetnie. Niech za przykład posłuży pasek do spodni, który Tomek kiedyś opisywał rozpoczynając od słów „To służy do niczego…”.

Karty Smoka Obiboka

Hasła i obrazki w obu częściach gry są bardzo czytelne i zrozumiałe już dla najmłodszych dzieci. Co więcej, czym dziecko młodsze, tym frajda ze zgadywania dla rodziców większa. Kart jest na tyle dużo (zwłaszcza, gdy ma się oba zestawy), że gra nie nudzi się bardzo długo i można do niej wracać wielokrotnie. Tak naprawdę, naszym zdaniem, same te karty zagadek są warte zakupu obu wersji gry. Nie znamy lepszego i większego zestawu zagadek obrazkowych dla przedszkolaków.

No właśnie. Jak widać z powyższego opisu, dość lekko traktujemy reguły samej gry zaproponowane w oryginalnych instrukcjach. To prowadzi do odpowiedzi na pytanie dlaczego Smok Obibok został w naszym tytule detektywem.

Otóż od dawna, i przy z niezmiennym zainteresowaniu naszego syna, wykorzystujemy karty do jeszcze jednej zabawy. Nasz syn zostaje detektywem. Okazuje się, że gdzieś w domu ukryty jest smakołyk, albo inny mały skarb. Tomek otrzymuje kartę wskazówkę, która pokazuje miejsce, gdzie znajdzie następną podpowiedź prowadzącą do nagrody. A tam następną, i jeszcze jedną… Wśród 270 kart znajdziecie wiele, które będziecie mogli zastosować we własnym domu.

Przykładowa zabawa w detektywa wyglądała tak:

Smok Obibok Detektywem

Szczerze polecamy obie części „Zagadek Smoka Obiboka„. Od dawna zapewniają nam dobrą zabawę, dlatego dostają od nas, w pełni zasłużoną, piątkę!

Kategoria wiekowa

Oficjalnie gra jest przeznaczona dla dzieci w wieku 4-7 lat, ale można zacząć wciągać w zagadki obrazkowe już gadatliwego 3-latka. Odgadywanie wierszyków będzie trudniejsze i tutaj kategoria wiekowa podana na pudełku jest trafna.

Czego gra wymaga od dzieci?

Zagadki uczą dzieci myślenia i kojarzenia ze sobą różnych elementów. Młodsze dzieci będą mogły też poćwiczyć formułowanie pełnych zdań no i ukrywania prawdziwej odpowiedzi przed rodzicami (samo zadawanie zagadki początkujący maluch rozpocznie zwykle od podania co widzi na obrazku :-)). Zagadki to dobry wstęp do gier, w których trzeba utrzymać coś w tajemnicy.

Ocena

Zobacz jak oceniamy…
5/5