Wpisy z tagiem ‘gadżet elektroniczny’

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Tik, Tak, Buum! Junior, czyli bombowa zabawa dla całej rodziny

Marcin Niebudek,

Uwaga, w pudełku z tą grą znajduje się bomba! Tyka sobie, tyka i nagle wybucha wam w rękach ku uciesze współgrających. Nie, nie martwcie, się, nie wybucha tak naprawdę, tylko wydaje odpowiedni dźwięk. Niemniej po wręczeniu komuś tykającej bomby do ręki zostałem już kilka razy zapytany – „ale jak ona tak konkretnie wybucha?” :-) Ale od początku…

„Tik, Tak, Buum! Junior” to gra wydana przez Piatnik. W pudełku znajdziecie plastikową bombę z włącznikiem i zestaw 55 kart z kategoriami taki jak „w lesie”, „w ogrodzie”, ale i „w torebce mamy”, „w gazecie”, czy „przy niemowlaku”. Każda z kart ma kolorową ilustrację oddającą temat kategorii (co jest pomocne w rozgrywce z młodszymi dziećmi.

Tą grę można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Tik, Tak, Buum! Junior

Gra jest bardzo prosta. Losujemy kategorię, włączamy bombę i osoba, która ją trzyma podaje hasło związane z kategorią na karcie, po czym przekazuje bombę następnemu graczowi. Ten stara się wymyślić kolejne słowo (nie powinny się powtarzać) pasujące do tematu rundy i jak najszybciej przekazać bombę dalej. W pewnym momencie (od 10 do 60 sekund od włączenia) bomba wybucha i runda się kończy. Osoba, która nie zdążyła podać kolejnego słowa i została z bombą w rękach, przegrywa rundę i otrzymuje kartę kategorii. Grę wyga ten, kto uzbiera najmniej kart.

Słowo „Junior” sugeruje zwykle, że jest też wersja dla starszych. Tak jest i w tym przypadku. Zwróćcie więc na to uwagę przy zakupie – junior ma żółte pudełko, starsza siostra czarne.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 lat i raczej będzie trudno zagrać w nią z młodszymi graczami. Same kategorie na kartach nie sprawiłyby pewnie kłopotu młodszym przedszkolakom, a sam byłem zaskoczony jakością haseł podawanych przez 5-latki, ale problem dla młodszych graczy stanowi presja czasu i tykanie bomby. To ostatnie nawet u niektórych starszych dzieci spowoduje początkowo blokadę i kłopot z wyduszeniem jakiegokolwiek słowa. Na szczęście tylko na początku. W miarę rozgrywki dzieciaki się rozkręcają.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

To jest gra, która ćwiczy przede wszystkim sam zasób słów u dzieci, bo nawet jeśli same początkowo podadzą ich niewiele, to od rodziców i innych graczy usłyszą te, o których wcześniej nie myślały. Tak rodzice – nie lenić się i nie iść na łatwiznę. Dzieciaki często posiłkują się ilustracją z karty kategorii, ale Wy dorośli wymyślajcie słowa sami!

Tykanie bomby i ostateczny jej wybuch jest dość stresujący, dlatego musicie wziąć pod uwagę temperament waszego dziecka. Niektóre młodsze dzieci zamierają w obawie przed rychłym wybuchem. Na szczęście osoba, której bomba wybuchła w rękach rozpoczyna kolejną rundę mając nieco większe szanse na zastanowienie się.

Nam osobiście element tej presji czasowej bardzo się podoba i po kilkunastu rozgrywkach widzieliśmy, że syn radził sobie co raz lepiej. Umiejętność podania odpowiedzi w sytuacji stresowej jest czymś, co prędzej czy później będą musiały posiąść wszystkie dzieci. Przyjdą sprawdziany, testy i odpytywanie na lekcji, a wtedy uwalnianie z głowy wiedzy, którą się przecież posiada, będzie jak znalazł.

Ocena

„Tik, Tak, Buum! Junior” to jedna z naszych ulubionych gier imprezowych (bo do takiej kategorii się zalicza) i to z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze jest szybka, a jej zasady wyjaśnia się w 2-3 zdaniach. Po drugie jest emocjonująca. Po trzecie doskonale nadaje się do gry nawet w dużej grupie (grałem z około piętnastoma przedszkolakami i nadal działała świetnie).

Jest tylko taki mały efekt, który może się czasem pojawić. W grze chodzi o to, żeby tych kart mieć jak najmniej i przekazywać szybko bombę dalej. Zdarzały się jednak dzieci, które wolały specjalnie udawać, że nie potrafią podać hasła po to, żeby zdobyć kolejną kartę i chciały, aby to im w rękach bomba wybuchła. Niemniej nie zmienia to naszego pozytywnego odbioru całej zabawy. Być może rozwiązaniem byłoby zastosowanie znaczników mniej atrakcyjnych niż same karty, które wręczałoby się spóźnialskiemu. Niemniej, to tylko szczegół.

Sama gra rozrusza rodzinę i podniesie domownikom ciśnienie :-) Bardzo ją lubimy i polecamy.

Zobacz jak oceniamy…
5/5