Wpisy z tagiem ‘5 lat’

Kot Stefan

Marcin Niebudek,

Mimo, że „Kot Stefan” to gra już od 4 lat, to stanowiła ona nas pewną trudność :-) No bo jak pokazać, nawet w dwie osoby, coś co powinno być rozegrane w trzy, a najlepiej cztery lub więcej osób. Zobaczcie sami…

Kot Stefan

Kot Stefan - kot i myszy

Kot Stefan - kot

Kot Stefan - myszy

Ocena

Ocena 5. Wyjątkowo ładnie wydana. Kot łapie myszy siedzące na serze. Wszyscy obserwują co teraz wypadnie…

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Speed Cups

Marcin Niebudek,

No i znowu ja, czyli tato Tomka, musiałem się ujawnić. Tym razem chodzi o „Speed Cups”, w której kilka osób jednocześnie próbuje ułożyć kubki pionowo lub poziomo według kolorowego wzoru. Zobaczcie jak nam poszło tym razem…

Speed Cups

Speed Cups - poziomo

Speed Cups - pionowo

Ocena

Ocena 5. Nie mogło być inaczej. W końcu ją zaprezentowaliśmy.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Konikowo – poznaj konie po ogonie

Marcin Niebudek,

Tym razem ja, czyli tata Tomka, musiałem się ujawnić gdyż wymagała tego gra „Konikowo”, w której kilka osób jednocześnie próbuje złapać konika wskazanego przez parę kolorowych kostek. Zobaczcie jak nam poszło…

Konikowo

Konikowo - karty

Konikowo - karty i kostki

Konikowo - kostki w zbliżeniu

Ocena

Ocena 5. Szybka i prosta, acz nie banalna gra. I ma zawsze koniec w postaci pięciu „flo”, które są ciągnięte gdy nie ma już danych koników.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Aarrr! Aarrr! Szczury lądowe!

Marcin Niebudek,

Aarrr! Aarrr! Szczury lądowe… Tak powinna się zaczynać historia o dwóch statkach spotykających się na pełnym morzu w jedynym znanym sobie celu, mianowicie ostrzelania się ze wszystkich dział. U nas zrobił to Tomek, który na początku wyłożył 12 różnych kart biorących udział w rozgrywce (najwięcej oczywiście było kul armatnich) a następnie rozegrał batalię, w której przegrał ze swoim wirtualnym przeciwnikiem :-) Ale zobaczcie to sami…

Gdzieś też widziałem jak LUPO ART GAMES testowali grę dla 4 graczy (dwa podwójne zestawy). Musiała to być nie lada rozgrywka.

Aarrr!

Aarrr! - rozpakowane cz. 1

Aarrr! - rozpakowane cz. 2

Ocena

Ocena 5, tylko ten wiek 5+ lat to trochę mało jak dla mnie. Raczej 6-8 lat.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie LUPO ART GAMES za przekazanie gry do recenzji!
Lupo Art Games

Pędzące żółwie zmierzają za jeżami

Marcin Niebudek,

Skoro już dopadliśmy „Pędzące jeże”, to nie pozostał nam inny wybór jak „Pędzące żółwie”. Najpierw myśleliśmy że to bardzo podobne rozgrywki, ale szybko okazało się że są całkiem inne i tylko z nazwy jedna to „żółwie” a druga to „jeże”.

Gra od pięciu lat, więc dla trochę młodszych graczy niż „Pędzące jeże” (do 6+ lat). W żółwiach każdy ma jednego, tajnego przedstawiciela, którym musi dotrzeć do mety przed innymi.

Pędzące żółwie

Pędzące żółwie - na łące cz.1

Pędzące żółwie - na łące cz.2

Pędzące żółwie - karty

Ocena

Ocena 5. To jednak „Pędzące żółwie”, które w niczym jeżom nie ustępują.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gier do recenzji!
Egmont - Kraina Planszówek

Tym razem trzy razy „Smart Games”

Marcin Niebudek,

No to mamy trzy razy „Smart Games”, w tym najnowsza „Dziura w całym”. A oprócz tego, także „Wodny Świat” i „Arka Noego”. Każde z nich jest nieco inne (w sensie działania i dochodzenia do rozwiązania), ale są to jednocześnie gry dla jednego gracza i mające 48 stopni gry, od STARTER do MASTER.

Te gry można znaleźć także w naszym sklepie sklep.dzieciprzyplanszy.pl

Wodny Świat” jest najprostszą z pokazywanych tu gier, czyli 5+ lat. Dzięki temu też poziom STARTER i MASTER nie różnią się tak bardzo. A wszystko dlatego, że ma się tu zadanie ułożenia np. 1 suma, 2 salamandrów żółtych i 1 czerwonej. Pozostałe zwierzątka mają ukrywać się pod powierzchnią stawu. Służą do tego cztery kwiaty układane na wierzchu czterech stawów. Rozwiązanie jest zawsze jedno.

Wodny Świat

Wodny Świat w środku

Dziura w całym” to już wiek 6+ bo i zadanie nieco trudniejsze. Mamy w nim myszki (maksymalnie 6 sztuk) rozłożone na numerkach od 1 do 24 (w każdym zadaniu inaczej). Dodatkowo w łatwiejszych zadaniach kilka serów też już leży (w trudniejszych zadaniach są na początku tylko myszki). Pozostałe sery należy dołożyć w pasujących miejscach.

Dziura w całym

Dziura w całym - w środku

Arka Noego” to wiek 7+ choć osobiście zamienił bym ją miejscami z „Dziura w całym”, która wydaje mi się trudniejsza. Tutaj z kolei mamy tytułową Arka Noego i zwierzęta mające do niej wszystkie wejść. Przy czym zwierzęta są w parach, która się od siebie nie oddalają. I teraz, na początku mamy np. trzy już ustawione i musimy dostawić resztę. Na trudniejszych poziomach mamy na początku tylko jedno zwierze.

Arka Noego

Arka Noego w środku

Ocena

Każdy z osobna i wszystkie razem i tu warte są 5! Po prostu 5!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Story Cubes ma już 2 duże i 6 mniejszych dodatków

Marcin Niebudek,

Dzisiaj cała rodzinka kości, czyli w sumie 45 różnych „Story Cubes”. Wersja podstawowa (9 kości), dwa duże dodatki (2 x 9 kości) i sześć mniejszych (6 x 3 kości). Dla przypomnienia są to: podróże, akcje, poszlaki, baśnie, prehistoria, medycyna, galaktyka i sport. Już przy podstawowej wersji mieliśmy bardzo dużo możliwości, a przy 45 kościach liczba ruchów jest już nie do ogarnięcia.

Po szerszy artykuł zapraszam tutaj: Czy planszówki mogą nauczyć dzieci snucia opowieści?
Tym czasem my skupimy się na trzech nowych opowiadaniach korzystających z wszystkich aktualnych dodatków.

StoryCubes Ogólnopolski Konkurs

A jakby tego było mało, to jest jeszcze „Story Cubes Ogólnopolski Konkurs”, do którego serdecznie was zapraszamy.

Story Cubes

Story Cubes - duże

Story Cubes - małe 1

Story Cubes - małe 2

Kategoria wiekowa

6 lat to wiek oficjalny, aczkolwiek dzieci 4-5 letnie, po pierwsze całkiem dobrze sobie radzą, a po drugie wcale nie dają prostych rozwiązań.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

O „Story Cubes” tu: Czy planszówki mogą nauczyć dzieci snucia opowieści?
I nic się nie zmieniło. Kolejne dodatki trzymają poziom.

Ocena

Każdy z osobna i wszystkie razem warte są 5!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Activity w dwóch odsłonach

Marcin Niebudek,

Tym razem testowaliśmy gry „My First Activity” i jej wersję dla starszych dzieci, czyli „Activity Junior” wydawnictwa Piatnik. W pierwszym momencie wydały mi się one trudne, ale po zagraniu w jedną i drugą grę już tak trudno nie było. W dodatku Tomek okazał się być lepszy zwłaszcza w rysowaniu. Ale od początku…

Activity Junior

„My First Activity” to gra dla dzieci od 4 roku życia, przy czym nasz syn ma 7 lat i gra była w sam raz dla niego. Gra polega na zgadywaniu haseł przedstawionych na kartach. Każde hasło można pokazać, opowiedzieć lub narysować, to zależy od grających. Tym właściwie różni się od „Activity Junior”, w której to pola na planszy określają jak należy przedstawić dane hasło.

My First Activity

W „My First Activity” plansza to droga 2 słoni do wodopoju. Składa się ona z 6 części, które można dowolnie składać w drogę. Można także ułożyć krótszą drogę dla ułatwienia gry dla młodszych dzieci. Kamienie na drodze są w trzech kolorach odpowiadających kolorom kart do zgadywania. Jaki kolor karty się zgadnie, na takie pole przesuwamy słonia. Z kolei w „Activity Junior” plansza jest torem z metą i startem, na którym są zaznaczone odpowiednie czynności. Nie ma tu już też podpowiedzi rysunkowych, tak jak w „My First Activity”. Oznacza to, że gracze muszą umieć czytać. Pewnie dlatego gra jest proponowana dla dzieci dopiero od 8 lat.

My First Activity - we trzech w jedną wspólną grę słoniem

Po zagraniu kilku rund w obie gry, z całą pewnością możemy stwierdzić, że to świetna zabawa. Przy czym my nadal najłatwiej rysujemy, a najtrudniej pokazujemy. Gra z dziećmi ma inny rodzaj trudności, bo dzieci czasami zupełnie inaczej pokazują lub opisują proste rzeczy, przez to gra dla dorosłych staje się wyzwaniem. My na razie będziemy jeszcze grać w „My First Activity”, ale niedługo przerzucimy się na stałe na „Activity Junior”.

Na koniec jeszcze Julia Wilczyńska z wydawnictwa Piatnik o tegorocznych nagrodach:

„My First Activity”, otrzymała główną nagrodę w XII edycji konkursu “Świat przyjazny dziecku”, w kategorii: ZABAWA, dla dzieci 3-7 lat. Gra „Activity Junior” została wyróżniona w tej samej kategorii (dla dzieci w wieku 7-12 lat). Ta prestiżowa nagroda przyznawana jest przez Komitet Ochrony Praw Dziecka najlepszym produktom edukacyjnym dla dzieci.

Wpisy Tomka

Kategoria wiekowa

„My First Activity” to gra od 4 lat, przy czym raczej stawiałbym na wiek 5-6. Z kolei „Activity Junior” jest dla 8 latków i to chyba dobry wiek na start, zwłaszcza że nie ma tam już obrazków (tylko słowa).

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

W „My First Activity” każde hasło można pokazać, opowiedzieć lub narysować (dowolnie). W „Activity Junior” sprawa jest już nieco bardziej złożona, bo zaznaczone są odpowiednie pola (pokazać, opowiedzieć lub narysować) i tylko takie można wybrać. No ale tak to już jest… Dodatkowo, o czym jeszcze nie mówiłem, gra posiada zawsze dwa języki (polski, angielski), więc jeszcze można się czegoś mądrego nauczyć.

Ocena

Obie gry są oczywiście na 5, z drobną (zaranie) przewagą „My First Activity”.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy Piatnik za przekazanie gier do recenzji!
Piatnik

Magiczny Labirynt – najlepsza gra od lat

Marcin Niebudek,

Niby to tyko trochę lepsze Memory. Ale jednak ściany są niewidoczne, pionki mają kulkę, która informuje o zderzeniu z taką ścianą. Co chwilę wybiera się inną zdobycz, którą później należy przechwyci. Ale od początku…

Magiczny Labirynt

W skład gry wchodzą 4 pionki, zestaw 24 elementów schowanych w torebce i plansza, a właściwie dwie plansze połączone zestawem ruchomych ścianek. Plansza za każdym razem jest inna. Po pierwsze obracana jest kilka razy, żeby nikt na początku nie zorientował się gdzie startuje. Po drugie, planszę można dowolnie przebudowywać. Żetony w torebce wyciągane są pojedynczo i umieszczane na planszy. Teraz wszyscy muszą się udać do nowego miejsca uważając po drodze na niewidzialne ścianki.

Magiczny Labirynt

Ta gra, przez swoją cenę, długo nie trafiła do naszego domu. Ale w końcu, dzięki dziadkowej pomocy, udało się ją kupić i teraz gramy w nią dużo częściej niż na konwentach. Przy okazji poznaliśmy drugą grę, ale o tym następnym razem.

Kategoria wiekowa

To jest gra, w którą zagraliśmy z Tomkiem podczas IX Gratislavi (miał niespełna 5 lat). Bawi nas dalej i pewnie jeszcze długo będzie.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest gra na spostrzegawczość. Ściany są zakryte przed widokami śmiałków i wszyscy mają ten sam cel.

Ocena

Ta gra spodobała nam się od samego początku. Jedyny mankament to cena, która jest w granicach 110 – 130 zł. Ale w końcu to jedna z naszych ulubionych gier.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Kocur Max – drużynowa ucieczka przed kolejnym kotem

Marcin Niebudek,

Pisałem ostatnio o szalonej ucieczce przed kocurem Morfagi. Okazuje się, że pozostaniemy w klimacie ucieczek przed kotami (kto by pomyślał, że to takie skore do pogoni zwierzęta), a to za sprawą gry „Korcur Max„. Wspominałem już w artykule o grach kooperacyjnych o Familiaris, dzięki któremu mamy możliwość dostania w Polsce całej serii gier kooperacyjnych autorstwa Jima Deacove.

Kocur Max - zawartość pudełka

Ten kanadyjski autor postanowił projektować właśnie gry kooperacyjne dla różnych grup wiekowych. Na szczęście można wśród nich znaleźć także tytuły dla najmłodszych graczy i właśnie jedną z takich gier jest „Kocur Max”. Wszystkie gry z serii utrzymane są w podobnym stylu. Być może przyzwyczajeni ilością kolorowych elementów w dzisiejszych grach dla dzieci, będziecie zaskoczeniu zawartością pudełka (plansza, 8 żetonów i dwie kostki), ale tak jak nie lubię głupawych planszówek napakowanych plastikiem, w który tłuczemy jakimś młotkiem czy innym ustrojstwem, tak zupełnie nie przeszkadza mi brak wodotrysków jeśli gra jest dobra… A ta jest…

Kocur Max - w pełnej krasie

Jako drużyna podejmiemy próbę ocalenia trzech zwierzątek (myszy, ptaka i wiewiórki) przed tytułowym kotem Maxem. Zwierzaki będą się starały dotrzeć do swoich domków na/w drzewie, a w pogoń za nimi ruszy Max. Całą grą sterują dwie kostki, na których widnieją czarne i zielone kropki. Czarna kropka pozwala ruszyć się kotu, zielona zwierzątku. Tylko, że zwierzaki są trzy a kot jeden, co sprawia, że jest naprawdę szybki. Na szczęście mamy w zanadrzu cztery smakołyki, którymi możemy w dowolnym momencie gry zwabić kota z powrotem do jego legowiska. Zwierzęta mają też skróty, niestety tą samą drogą może podążyć kot jeśli zwietrzy trop.

Kategoria wiekowa

„Kocur Max” jest grą dla najmłodszych, czyli już dla dzieci od 4 lat. Proste zasady i sam fakt kooperacyjności gry faktycznie pozwala siąść do niej z maluchami. Przy czym gra wcale nie jest trywialna i sprawiła radość także i 6-latkowi oraz nam, dorosłym rodzicom.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Przede wszystkim jako gra kooperacyjna eliminuje ona element rywalizacji, co moim zdaniem jest bardzo ciekawe podczas gry z dziećmi. Gra uczy dzieci podejmowania wspólnych decyzji, a będzie trzeba zdecydować które ze zwierząt poruszyć no i w jakim momencie użyć smakołyku dla zwabienia kota (co jest kluczowe dla wygrania z Maxem).

Jest jedna istotna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę w przypadku gier kooperacyjnych. Narażone są one na efekt „gracza dominującego”. Czasem będzie to dziecko, które lepiej zna grę i siada do rozgrywki z kolegami, którzy grę dopiero poznają. Ale częściej będzie to rodzic, dla którego pewne decyzje będą bardziej oczywiste niż dla dzieci. I właśnie przed tym chcę was przestrzec. Siadają do takiej gry trzeba dać dzieciom swobodę w podejmowaniu decyzji, nawet jeśli będą one błędne – pozwólmy im przekonać się o tym samym. Lepiej taką naukę zapamiętają, niż gdy będziemy je na bieżąco poprawiać. Po drugie mimo, że gra jest drużynowa, to zawsze gracz, którego jest kolejka powinien mieć ostateczne słowo na temat podejmowanej właśnie decyzji. Jeśli już chcemy dziecko wyprowadzać z błędu, to raczej naprowadzajmy je na inny tor, podpowiedzmy na co powinno zwrócić uwagę, ale nie podawajmy mu rozwiązania na tacy mówiąc „nie, nie, teraz zrób tak, bo inaczej…”.

Ocena

„Kocur Max” ma proste zasady, co pozwala młodszym dzieciom swobodnie w nią zagrać, ale jednocześnie nie jest to gra banalna. Kocur jest szybki i pewnie pierwsze partie będą przegrane. Ale to jest właśnie w tej grze najlepsze. Niby wszystko jest łatwe, a w trakcie rozgrywki mamy szansę przekonać się czy dana strategia będzie faktycznie dobra czy nie. Rozgrywka jest na tyle krótka (ok. 15 min), że spokojnie za raz można powtórzyć grę pod hasłem „a teraz może zrobimy tak”.

To co jeszcze mi się w tej grze podoba to, że nawet jeśli kocur złapie jedno ze zwierząt, to możemy grać dalej, a sama instrukcja do gry zachęca nas do dyskusji z dziećmi, co myślą o tym, że kot właśnie jakieś zwierzątko zjadł. Zachęcani jesteśmy do rozmowy na temat tego, jak to wygląda w prawdziwym życiu.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Familiaris za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Familiaris - Przyjazne rodzinie

Ciasteczkowy potwór i jego słodkie wypieki

Marcin Niebudek,

Nie przepadamy jakoś szczególnie za grami zręcznościowymi, ale jest kilka takich, którym ciężko się oprzeć. Jedną z nich jest „Ciasteczkowy potwór” wydawnictwa HABA. Gra ta zagościła chyba na wszystkich stołach podczas ostatniej Planszarni, a i w domu lubimy sobie z potworem popichcić :-)

Ciasteczkowy potwór - zawartość pudełka

Duże kolorowe pudło przyciąga wzrok każdego dziecka, a po jego otwarciu na twarzach rysują się szerokie uśmiechy. Oczy błyszczą na widok kolorowych kulek i tych dziwnych łyżek z dziurką. Do kompletu są jeszcze drewniane miseczki oraz zestaw kart z kulinarnymi wyzwaniami potwornej kuchni.

Zasady gry są bardzo proste. Każdy dostaje łyżkę oraz miskę. Odkrywamy kartę, na której widnieje ciastko udekorowane różnokolorowymi groszkami. W tym momencie zaczyna się szalone gotowanie, a raczej walka na łyżki nad wielkim garem :-) Kto pierwszy wyłowi swoją smieszną łyżką kulki odpowiedniego koloru, ten zdobywa kartę z ciastkiem. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zdobędzie np. 5 takich kart.

Ciasteczkowy potwór i jego przybory kuchenne

Kulinarne zadania ciasteczkowego potwora

Generalnie po odkryciu karty zaczyna się szalony wyścig. Wszyscy mają nosy w garze, który stanowi pudełko od gry (spójrzcie na zdjęcie z Planszarni ;-)). Kiedy ktoś ukończy połów, słychać „Monstrum stop!” :-) Ot i cała zabawa, ale ile przy niej śmiechu i emocji!

Planszarnia 6 - kto pierwszy zrobi tort dla ciasteczkowego potwora?

Kategoria wiekowa

To jest gra od 5 lat, ale dałoby się posadzić do niej z powodzeniem i 3-latki. Ważne tylko, żeby uczestnicy byli mniej więcej w tym samym wieku, bo to w końcu gra zręcznościowa i starsze dzieci będą miały naturalną przewagę nad młodszymi. Niemniej maluchy spokojnie złowią kulki, tylko zrobią to w nieco mniej szalonym tempie niż starszaki.

Dzieci szkolne może skuszą się na 1-2 rozgrywki, ale generalnie to jest zabawa dla przedszkolaków. Ciężko też powiedzieć coś o przewadze rodziców ;-) Ja jakoś najczęściej przegrywam w tą grę, ale to pewnie dlatego, że moja łyżka jakaś taka krzywa jest ;-).

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra wymaga zręczności manualnej. Dość ciężko jest złowić jedną z trzydziestu kulek przy pomocy łyżki z dziurką. Gra ćwiczy koordynację oko-ręka co również jest ważne w przypadku przedszkolaków. Można także potrenować z dziećmi rozpoznawanie kolorów.

Ocena

„Ciasteczkowy potwór” prezentuje się przepięknie. Kulki wyglądają jak małe cukierki i naprawdę chciałoby się je zjeść (uwaga na młodsze dzieci!). Rozgrywka jest krótka i emocjonująca. To jest doskonała pozycja dla przedszkolaków, jednak nie porwie rodziców aż tak bardzo, aby chcieli do niej wracać jak do świetnej gry rodzinnej. Lepiej sprawdzi się w gronie rówieśników.

Dawkowana w dużych ilościach może spowodować, iż dzieci tak się nakręcą, że kulki zaczną fruwać po pokoju. Niemniej jest to gra zręcznościowa, która nam bardzo się spodobała. Dajemy jej mocną czwórkę, bo raczej nie odmówimy sobie partyjki raz na jakiś czas :-)

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Super Rhino czyli gra dla zręcznych bohaterów

Marcin Niebudek,

Znacie grę Jenga, w której przekłada się drewniane klocki na wyższe poziomy wieży do czasu, gdy ta się nie zawali (i to z wielkim hukiem)? Podczas majówki mieliśmy okazję (wielokrotnie) rozegrać partyjkę w grę „Super Rhino” od wydawnictwa Haba, która nieodparcie przypomina mi Jengę, ale ma nad nią, moim zdaniem, co najmniej kilka punktów przewagi.

Super Rhino - zawartość pudełka

W niewielkich rozmiarów pudełku znajdziecie dwa rodzaje kart i małą drewnianą figurkę naszego tytułowego bohaterskiego nosorożca. Pierwszy rodzaj kart to podłogi, a drugi to ściany. Karty są bardzo solidnie wykonane i bardzo kolorowe. Karty ścian z jednej strony mają ceglaną elewację, a z drugiej wesołą, żółtą tapetę. Wszystko to, wraz z figurką superbohatera, wygląda bardzo zachęcająco dla dziecięcych oczu.

Gra polega na układaniu wieżowca z kart. Począwszy od karty startowej, każdy następny poziom składa się z 1-2 kart ścian, które mają specjalne nacięcia w połowie tak, aby można je było zgiąć, oraz z karty podłogi, którą układa się na wierzchu postawionych właśnie ścian. Jakby tego było mało, po kolejnych piętrach wspina się w trakcie gry drewniany nosorożec :-)

Super Rhino - podczas gry

Cała zabawa polega na tym, że karty podłóg nie są takie zwyczajne. Każda z nich ma oznaczenie, jak powinny być na niej ustawione ściany i gdzie powinna stanąć figurka superbohatera. W dodatku nie układamy tego wieżowca ot tak sobie, ale każdy z graczy na początku gry otrzymuje 5 kart podłogi. Taak! W grze chodzi o to, żeby pozbyć się podłóg szybciej od przeciwników. Wykładając kartę kolejnego piętra decydujemy tym samym o zadaniu ułożenia ścian dla kolejnego przeciwniku. Niektóre karty zmuszą graczy dodatkowo do wzięcia kolejnej podłogi ze stosu, inne pozwolą wyłożyć dwie podłogi na raz, pozbawią następnego gracza kolejki albo zmienią kierunek gry. W ten sposób liczba kart, którymi dysponujemy szybko się zmienia, a emocje rosną nie tylko w wyniku samego układania kolejnych pięter, ale także przez zagrywki przeciwników.

Grę wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się swoich kart – no chyba, że wieża wcześniej się zawali :-) Wtedy ten, kto to spowodował przegrywa.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci od lat 5-ciu. Z takimi też graliśmy i radziły sobie doskonale zarówno z elementem zręcznościowym (układanie kolejnych pięter), jak i z podstępnymi zagrywkami wykorzystującymi własności kart :-). Myślę, że dałoby się zagrać z młodszymi dziećmi skupiając się bardziej na samym elemencie losowym i np. ignorując dodatkowe ikony na kartach. Z resztą gra stanowi też doskonałą zabawę w układanie jak najwyższej wieży wspólnie i bez żadnej rywalizacji. Tak samo dobrze będą się bawiły starsze dzieci i ich rodzice.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest przede wszystkim gra zręcznościowa, ale dzięki specjalnym własnościom kart, także nieco taktyczna :-) Młodszym dzieciom zapewni przede wszystkim wielką frajdę z układania kolorowego wieżowca, starszym pozwoli nieco pokombinować jak tu pozbyć się swoich kart zanim zrobią to przeciwnicy. W tej grze kładziemy karty głównie po to, aby popsuć szyki i utrudnić życie innym graczom. Jest to jednak otoczone kolorowymi ilustracjami i wyczekiwaniem czy wieża się zawali, przez co negatywna interakcja jest łatwiejsza do przełknięcia dla dzieci. Poza tym jedna parta trwa kilka minut, także każdy ma się szansę szybko zrewanżować :-)

Ocena

Napisałem we wstępie, że ta gra wygrywa dla mnie z Jengą, no to czas się wytłumaczyć.

Po pierwsze dzieci do gry zdecydowanie bardziej zachęcają kolorowe karty niż szare klocki. Po drugie, chociaż to akurat zaleta z perspektywy rodzica ;-), karty robią znacznie mniej hałasu niż waląca się drewniana wieża. Po trzecie ciekawszy wydaje mi się element ze specjalnymi właściwościami kart i tym, że podłogi stanowią wyzwania dla przeciwników. W dodatku całą budowę można zacząć na łatwiejszej i trudniejszej stronie karty startowej (co będzie oznaczało mniej lub bardziej stabilną podstawę całego budynku). Dużo łatwiej zabrać ze sobą na wyjazd pudełeczko kart niż pudełko klocków. No i po prostu na hasło „budujemy super wieżowiec?” można było liczyć na gromkie „Taaak!”. Zdecydowanie jedna z fajniejszych gier zręcznościowych w jakie mieliśmy okazję grać i jeszcze często do niej wrócimy.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Fauna Junior – gra edukacyjna, od której nie da się uwolnić

Marcin Niebudek,

To od razu wam powiem, że uwielbiamy tą grę, a teraz możecie na spokojnie przeczytać dalszą część recenzji :-). „Faunę Junior” wydawnictwa Egmont wypróbowaliśmy pierwszy raz na zeszłorocznej, wiosennej Gratislavii i była to miłość od pierwszej partii.

Fauna Junior - zawartość pudełka

Pokaźnych rozmiarów pudełko zawiera planszę główną, sześć plansz obszarów, żetony do obstawiania kategorii i to co w tej grze jest najważniejsze, czyli 90 dwustronnych kart ze zwierzętami. Tak, to daje 180 zwierząt, które dzięki tej grze poznacie wy i wasze dzieci!

Karty zwierząt umieszczono w specjalnym pudełku, które zakrywa ich dolną część. I tutaj kryje się sedno rozgrywki, podczas której będziecie starali się odgadnąć jedną z czterech informacji na temat każdego z gatunków:

  • Ile zwierzę może ważyć?
  • Gdzie mieszka? A dokładniej, co jest jego naturalnym środowiskiem?
  • Czy jest roślinożerne, a może je coś więcej niż zieleninę?
  • Czy znosi jaja?

Fauna Junior - podczas gry

Brzmi to trochę groźnie i sprawia wrażenie bardzo trudnego dla 6 latka, ale takie nie jest. Po pierwsze nie musimy znać dokładnej wagi zwierząt. Będziemy obstawiać jedynie przydziały i to takie całkiem zrozumiałe dla dziecka. Tak więc przyjdzie nam zdecydować czy zwierzę z obrazka jest cięższe niż szklanka z sokiem, a może niż worek ziemniaków, rower, dorosła osoba, motocykl czy też duża ciężarówka. Także miejsce, które zwierzę zamieszkuje wybierzemy na jednej z sześciu plansz, które przedstawiają różne środowiska: pustynie, góry, lasy, rzeki i jeziora, sawanny i łąki, tropiki oraz wsie i miasta.

Fauna Junior - karty zwierząt

Każdy z graczy będzie miał okazję obstawić każdą z czterech kategorii, przy czym ten, który jako pierwszy wytypuje jakąś informację ma szansę zdobyć 2 punkty, a pozostali gracze, którzy zasugerują się jego odpowiedzią, już tylko 1 punkt. Ponadto wiele zwierząt żyje w więcej niż jednym miejscu, więc przy obstawianiu tej kategorii kilka osób może zdobyć po 2 punkty.

Kiedy wszyscy już wytypują swoje odpowiedzi na temat zwierzęcia z obrazka, kartę wyjmuje się z pudełka i sprawdza kto trafił poprawnie. Wszystko jest narysowane, także nawet dzieci od razu zorientują się czy udzieliły prawidłowych odpowiedzi.

Kategoria wiekowa

Teoretycznie to gra od 6 lat, ale moim zdaniem można się świetnie bawić już z młodszymi dziećmi (4-5 lat), zwłaszcza jeśli interesuje je przyroda. Co najwyżej będzie im trzeba dać ciut więcej czasu na decyzję i zadać pomocnicze pytania na zasadzie „Czy myślisz, że to zwierzę jest większe od człowieka czy mniejsze?”, albo „Gdzie ono może mieszkać? Na pustyni, w górach czy może w dżungli?”, a następnie pomóc dziecku ustawić znacznik we właściwym miejscu.

Co więcej, my grając z naszym 5-letnim wtedy synem byliśmy zaskoczeni (mile) sposobem w jaki dedukował odpowiedzi. No bo skoro „Odmieniec jaskiniowy” (nomen omen rodzice też dowiedzieli się o jego istnieniu właśnie z gry :-)), to pewnie mieszka w jaskini, a jaskinie są w górach. Albo w „W jaskiniach jest ciemno i nie ma tam roślin, to… To pewnie musi jeść coś innego”. Także nie martwcie się, dzieciaki sobie doskonale poradzą.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Piękno tej gry polega na tym, że nie wymaga od dzieci szerokiej wiedzy, a raczej chwili zastanowienia się. Poza tym zbiór zwierząt jest naprawdę imponujący (180), zwłaszcza że w trakcie jednej rozgrywki przerabiamy tylko około 6-10 zwierząt (wygrywa osoba, która zdobędzie 30 punktów). To daje gwarancję, że gra szybko się nie znudzi i zapewnia spokojne tempo przyswajania kolejnych informacji, które dzieci są faktycznie w stanie zapamiętać. Z resztą przy zgadywaniu odpowiedzi na temat zwierząt, których się nie zna można wręcz wspomóc dzieci w tym dedukowaniu.

Zanim dziecko obstawi, zwróćmy mu uwagę na to, jakiego koloru jest zwierzę i na to, że zwykle zwierzęta mają kolory, które pozwalają im się dobrze ukryć w ich otoczeniu. Niech dziecko zastanowi się czy zwierzę ma grube futro i czy łatwo mieszkałoby mu się w takim futrze na pustyni. Czy zwierzę ma pazury, albo kły i czy potrzebne by mu były do skubania trawki na łące, itd. Tak… moim zdaniem ta gra nie polega w dużej mierze na zapamiętywaniu faktów z tych 90 kart, ale na myśleniu i tego właśnie uczy dzieci.

Ocena

No nie może być inna niż 5-tka. Jedyne zastrzeżenie jakie mam do „Fauny Junior” to sposób w jaki potraktowano wagę zwierząt. Przy rozpatrywaniu tej kategorii brana jest pod uwagę maksymalna waga dorosłego osobnika, co moim zdaniem jest mylące. Kiedy wyobrażamy sobie np. kozę, to myślimy o takiej średniej jaką możemy spotkać na wsi, a nie o największym możliwym koźle. Ale to może zmylić w takim samy stopniu dorosłych jak i dzieci, więc tak faktycznie nie ma takiego dużego znaczenia dla całej gry. Tak czy siak w pełni zasłużona piątka dla gry, która zapewnia wiele godzin mądrej zabawy!

Dodam jeszcze, że „Fauna Junior” to uproszczona wersją „Fauny” tego samego autora. Duża „Fauna” jest już trudniejsza i przeznaczona jest dla starszych dzieci. Szkoda, że do wersji „Junior” nie dołączono książeczki z opisami zwierząt, tak jak to zrobiono w przypadku jej starszej siostry.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Pomysł na zabawę

To jeszcze na koniec krótki pomysł na zabawę. Zabraliśmy ze sobą ostatnio kilka kart z „Fauny Junior” do ZOO. Można się przy ich pomocy pobawić w tropicieli. Wybieramy kilka zwierząt, które w ZOO będzie można spotkać. Każdy losuje po 3 karty i podczas wizyty w Ogrodzie Zoologicznym stara się odnaleźć/rozpoznać zwierzęta ze swoich kart :-)

Fauna Junior - ZebraFauna Junior - LeniwiecFauna Junior - Pyton zielonyFauna Junior - Krokodyl nilowyFauna Junior - SłońFauna Junior - Hipopotam karłowatyFauna Junior - Hipopotam