Oswajanie: Carcassonne cz. 1

Marcin Niebudek

Oswajanie gier planszowych – to był mój pierwszy pomysł na ten blog. Z czasem ewoluował nieco, ale i tak będę się starał co jakiś czas pisać właśnie tego typu teksty. O co więc chodzi? Otóż mamy w domu bardzo różne gry planszowe. Mamy takie dla maluchów, mamy dla trochę starszych dzieci, mamy wreszcie gry dla młodzieży i dorosłych. Tak przynajmniej wynika z sugerowanej na pudełku kategorii wiekowej.

No właśnie, kategorie sobie, a przedszkolak pozostanie przedszkolakiem. Od samego początku eksperymentujemy więc na Tomku z grami dla starszych. Wymyślamy zabawy, upraszczamy reguły, eliminujemy niektóre elementy tak, aby dostosować grę do jego aktualnych umiejętności. Te się rozwijają i często wracamy po jakimś czasie do takich gier, żeby pokonać kolejny etap.

Jedną z takich gier jest Carcassonne, która teoretycznie jest grą od 8 lat. W sieci można znaleźć wiele recenzji tej gry, więc nie będę pisał swojej. Niech wystarczy tyle, że w każdym rankingu na temat tego, od czego zacząć przygodę z planszówkami nie może zabraknąć Carcassonne. I jest to rekomendacja jak najbardziej słuszna.

Carcassonne

Carcassonne to gra, w której kolejno losujemy kafelki przedstawiające fragment królestwa. Staramy się je dołożyć do już leżących na stole tak, aby drogi pasowały do dróg, a miasta do miast. W dodatku staramy się opanować fragmenty tego królestwa przy pomocy pionków reprezentujących naszych poddanych. Gra jest doskonała w każdym gronie, ale czy da się w nią grać z młodszymi dziećmi?

Istnieje specjalna, uproszczona, wersja „Dzieci z Carcassonne”, ale nigdy w nią nie graliśmy. Za to pierwszy raz zaprosiliśmy do „dorosłej” wersji Tomka, kiedy miał 3 lata.

Oswajanie – ETAP 1

Znowu muszę przywołać puzzle. Będą one wracać w moich wpisach jak bumerang, bo uważam, że ich rola w wychowaniu fana gier planszowych jest nie do przecenienia :-).

No więc Carcassonne od pierwszego momentu przywołuje na myśl właśnie układanie puzzli. Skoro nasz 3-latek był już nieco przećwiczony i w dodatku potrafił określić, że na kafelku widzi drogę, domki i miasta, to naturalną okazała się zabawa w samo układanie mapy królestwa. Zaletą Carcassonne jest to, że kafelki można ułożyć za każdym razem w inny sposób, przez co gra długo się nie nudzi.

Później do układania dorzuciliśmy zabawę, w układanie najdłuższej drogi oraz największego miasta. Następnie przyszła przerwa na inne gry i zabawy.

Oswajanie – ETAP 2

Do Carcassonne wróciliśmy z Tomkiem kiedy miał 5-lat (choć jestem przekonany, że można było nawet nieco wcześniej). Posiadamy wersję podstawową z dodatkiem „Karczmy i katedry” oraz „Wieża”. To daje ponad 100 kafelków i zabawę dla 3 osób na około 30-40 minut. Zaczęliśmy grać z Tomkiem na punkty z użyciem pionków, ale przy pomocy następujących zasad:

  • używamy tylko małych pionków (dużym z dodatku „Karczmy i katedry” liczymy punkty)
  • nie zajmujemy sobie celowo dróg i miast (chyba, że przez przypadkiem się połączą, bo np. zaczynały się niedaleko siebie)
  • nie obstawiamy łąk (tutaj tata musiał poświęcić swoją ulubioną strategię)
  • naliczamy bonus za tarcze na kafelkach miast (przedszkolak spokojnie rozumie, że to bardziej wartościowy kafelek)
  • naliczamy podwójne punktu za drogę z karczmą (wg zasad z dodatku – jak wyżej dziecko rozumie, że fajniej taką karczmę mieć przy swojej drodze)
  • naliczamy premie za katedry (wg zasad z dodatku)
  • naliczamy punktu za klasztory (wg normalnych zasad)
  • nie używamy wież (nawet mama ich nie lubi, w przeciwieństwie do taty ;-))

Taka wersja zaczyna już przypominać normalną, dorosłą rozgrywkę tyle, że bez negatywnej interakcji i wrogich przejęć. W ten sposób gra nie nudzi się dorosłym, a nasz syn jest nią bardziej zaciekawiony. Jesteśmy już niedaleko pełnych zasad podstawowych.

Oswajanie – ETAP 3

No, ten etap jeszcze przed nami. Czyli niedługo spróbujemy wprowadzić podbieranie sobie miast i dróg, a o tym, jak nam poszło napiszemy kiedy się już dokona :-) Tymczasem chcę was zachęcić do próbowania wciągania dzieci w gry dla starszych. Ktoś mógłby powiedzieć, że takie ogałacanie gier z poszczególnych elementów to już nie to samo, ale myślę, że cel jest istotniejszy. Chodzi o to, żeby nasze dzieci grały z nami nie tylko w Memo czy Chińczyka.

Poza tym, jeśli do tej pory myśleliście o planszówkach tylko jako rozrywce dla dzieci, ale przez myśl nie przeszło wam, żeby zagrać też czasem BEZ dzieci, to Carcassonne się do tego doskonale nadaje. Kupcie ją sobie, albo nie… Kupcie ją pod pretekstem gry z dziećmi, a potem sami spróbujcie :D Będę was czasem próbował zwieść na manowce tego hobby.