Nie gramy, bo moje dziecko nie lubi przegrywać

Marcin Niebudek

Podobne zdanie słyszałem już kilka razy. No tak, tylko taki przedszkolak to zwykle faktycznie nie lubi przegrywać (z resztą, kto lubi?). Należy oczywiście próbować tłumaczyć, zachęcać, rozgrywać wiele partii, tak żeby dzieci miały szansę się zrewanżować, ale… Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze sam element rywalizacji oraz to, jak dzieci do niej podchodzą zależy, moim zdaniem, w dużej mierze od rodziców. To element wychowania – również planszowego. Nie będę się tutaj mądrzył, bo sami już kiedyś myśleliśmy, że nasz syn dobrze znosi porażki, ale tak faktycznie to zależy od kontekstu, od humoru, od tego z kim gra i od tysiąca innych rzeczy. Także, od czasu do czasu, zdarzają się wybuchy płaczu i słowa „to ja teraz z wami nie gram!”.

W ogrodzie - HABA

Nie, nie mamy tutaj magicznej recepty jak nauczyć przedszkolaka znosić przegrane zawsze i wszędzie. Niemniej często powtarzamy Tomkowi, że każdy może wygrać tak samo jak każdy może przegrać. Bardziej liczy się to, jak będzie wyglądała zabawa podczas samej gry.

Ale czy to wszystko co mamy do dyspozycji? O nie, w żadnym wypadku. Najistotniejsze jest to, że gry planszowe są różne tak, jak różne są same dzieci. Traficie na gry zręcznościowe, gry na spostrzegawczość (gdzie liczy się szybkość reakcji). Będą gry w których można zaszkodzić przeciwnikowi swoimi działaniami, ale także gry, w których gra się tylko na własny rachunek. Każda z takich gier musi trafić na odpowiedni grunt. To wy sami musicie ocenić, czy pasuje ona do temperamentu waszego dziecka.

Kto to był? - Ravensburger

Na szczęście istnieją także tzw. gry kooperacyjne – chociaż osobiście wolę określenie drużynowe (przynajmniej jeśli chodzi o gry dla dzieci). I to właśnie tego typu pozycje przyjdą nam z pomocą we wprowadzaniu w świat planszówek tych, którym ciężko pogodzić się z samotną przegraną. Istotą tych gier jest bowiem to, że działamy razem jako drużyna i oczywiście nadal możemy przegrać, ale dotknie to nas wszystkich, albo też wszyscy razem wygramy przeciwko samej grze.

Kiedy spojrzy się na ofertę gier planszowych, to te kooperacyjne stanowią zaledwie maleńką część dostępnych tytułów. Na szczęście, nie jest ich aż tak mało i w najbliższym czasie przyjrzymy się dokładniej kilku z nich.

Merlin ZinZin - Hobbity.eu

Zobaczymy więc, że już najmłodsze dzieci mogą ścigać się z krukiem próbującym dostać się do sadu pełnego owoców w grze „W ogrodzie” wydawnictwa HABA. Postaramy się pomóc trójce zwierząt dotrzeć do ich domów podczas, gdy będzie starał się je schwytać przebiegły „Kocur Max” od Familiaris. Postaramy się wygrać wyścig z czasem i rozwiązać zagadkę, aby ochronić królestwo przed złym czarownikiem. W dodatku przeszkadzał będzie nam w tym duch z gry „Kto to był?” z Ravensburger. Postaramy się wykonać różne zadania, kierując losami kilku rodzin w zasypanym śniegiem mieście, a to za sprawą gry „Zima„. Podejmiemy też wraz z przyjaciółmi czarodzieja Merlina szaloną próbę ucieczki z zamku czarownicy Morfagi w grze „Merlin ZinZin” od Hobbity.eu. Z resztą gonieni będziemy przez jej wiernego kocura (znowu te koty :-)) i czas! Wreszcie, trafimy na „Zakazaną Wyspę” od REBEL.pl, z której będziemy musieli uciec zanim ona sama zatonie!

Jak widzicie tematyka takich gier może być naprawdę interesująca, a w dodatku przy grach kooperacyjnych określenie „gra rodzinna” nabiera nowego znaczenia. Dzieci dużo bezpieczniej czują się w drużynie. Przeciwnikiem staje się sama gra, a nie inni gracze. Stawiamy na współpracę, bo rywalizacji mamy wystarczająco dużo na co dzień. Czasem można siąść do planszy po prostu po to, żeby wspólnie pokonać jakieś zadanie – a będą one różne i wcale nie takie łatwe, nawet dla całej drużyny śmiałków.

Kocur Max - Familiaris

Muszę wspomnieć jeszcze szczególnie o Familiaris, bo ta mała firma rodzinna zajęła się właśnie sprowadzeniem na nasz polski rynek gier wyłącznie kooperacyjnych. Ale wspominam o nich dlatego, bo podczas lektury instrukcji zarówno do „Kocura Maxa” jak i „Zimy” urzekły mnie zwłaszcza uwagi końcowe do reguł. Zachęcają one do rozmowy z dziećmi na temat tego o czym jest każda z gier. Tak więc w „Kocurze Maxie” pojawia się problem tego, że kot chce zjeść mniejsze zwierzęta i czasem się to uda. Natomiast „Zima” podpowiada rozmowę np. na temat tego, gdzie rodzina odcięta w miasteczku przez śnieg mogłaby się schronić. Uwielbiam gry planszowe za to, że są wspaniałą rozrywką, ale dodatkowy aspekt edukacyjny, to jest to czego w grach dla dzieci szukam przede wszystkim.

Dlatego, kiedy pomyślicie kiedyś, że gry planszowe nie są dla was i waszych dzieci, bo te ostatnie nie są w stanie znieść porażki i to wszystko jest bez sensu, wtedy przypomnijcie sobie o grach kooperacyjnych. Być może okażą się one dla was kluczem do wspaniałego świata gier planszowych. Już niedługo kolejne recenzje!