Archiwum tematu ‘Gry planszowe’

Story Cubes ma już 2 duże i 6 mniejszych dodatków

Marcin Niebudek,

Dzisiaj cała rodzinka kości, czyli w sumie 45 różnych „Story Cubes”. Wersja podstawowa (9 kości), dwa duże dodatki (2 x 9 kości) i sześć mniejszych (6 x 3 kości). Dla przypomnienia są to: podróże, akcje, poszlaki, baśnie, prehistoria, medycyna, galaktyka i sport. Już przy podstawowej wersji mieliśmy bardzo dużo możliwości, a przy 45 kościach liczba ruchów jest już nie do ogarnięcia.

Po szerszy artykuł zapraszam tutaj: Czy planszówki mogą nauczyć dzieci snucia opowieści?
Tym czasem my skupimy się na trzech nowych opowiadaniach korzystających z wszystkich aktualnych dodatków.

StoryCubes Ogólnopolski Konkurs

A jakby tego było mało, to jest jeszcze „Story Cubes Ogólnopolski Konkurs”, do którego serdecznie was zapraszamy.

Story Cubes

Story Cubes - duże

Story Cubes - małe 1

Story Cubes - małe 2

Kategoria wiekowa

6 lat to wiek oficjalny, aczkolwiek dzieci 4-5 letnie, po pierwsze całkiem dobrze sobie radzą, a po drugie wcale nie dają prostych rozwiązań.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

O „Story Cubes” tu: Czy planszówki mogą nauczyć dzieci snucia opowieści?
I nic się nie zmieniło. Kolejne dodatki trzymają poziom.

Ocena

Każdy z osobna i wszystkie razem warte są 5!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dobre i Złe Duchy niemiłosiernie się kłócą

Marcin Niebudek,

To już trzecia odsłona gier, w których oprócz standardowego tekstu, mamy dla was także opis Tomka na video-blogu. Chyba już tak zostanie, bo bardzo nam się taka metoda podoba. Jakby co, to pozostałe dwa filmiki są tutaj i tutaj, a tymczasem oto najnowszy z nich, czyli „Dobre i Złe Duchy”

„Dobre i Złe Duchy” to jedno wielkie blefowanie. Każdy z graczy otrzymuje po cztery dobre (niebieskie) i cztery złe (czerwone) duchy, które rozstawia w dowolny ale niewidoczny dla przeciwnika sposób. Następnie, na zmianę, należy poruszać duchami aż do osiągnięcia zwycięstwa, które to można zdobyć na jeden z trzech sposobów. Po pierwsze można dać zbić wszystkie swoje złe duchy. Można też zbić dobre duchy przeciwnika. Wreszcie, można dojść jednym ze swoich dobrych duchów do specjalnego miejsca i opuścić z niego planszę. Wszystkie te warianty prowadzą do twojego zwycięstwa.

W „Dobrych i Złych Duchach” do dyspozycji mamy wariant prostszy z kwadratowymi kafelkami oraz wariant z kafelkami sześciokątnymi, na których można wykonywać ruchy również na ukos.

Dobre i Złe Duchy

Dobre i Złe Duchy - wersja prostsza

Dobre i Złe Duchy - wersja trudniejsza

Kategoria wiekowa

Generalnie już dzieci w wieku 5 lat mogą zacząć w nią grę, o ile grają ze swoimi rówieśnikami. Dopiero 8-9 latki dochodzą do grania z dorosłymi, w której to dorośli nie zawsze wygrywają. Mój 7 letni syn raz na jakiś czas już coś pokazuję.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Blefowanie to podstawowa zasada w tej grze. Nie jest ona prosta i młodsze dzieci jej nie rozumieją (mimo najszczerszych chęci). Za to starsze władają nią wyśmienicie. Pytanie „Czego ich nauczy?” jest tu może trochę nie na miejscu, ale i tego z czasem należy ich nauczyć.

Ocena

Gra jest niby prosta ale to blefowanie sprawia, że jeszcze długo nam się nie znudzi. 5 jak nic!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Zwierzak na zwierzaku

Marcin Niebudek,

Druga nasza gra, w której obok zwykłego „Zwierzak na zwierzaku” mamy także wersie YouTube. Tym razem dużo lepszą. Sami zobaczcie…

„Zwierzak na zwierzaku” to tak faktycznie gra polegająca na budowaniu piramidy ze zwierząt. Zwierzęta stawia się na lub obok krokodyla, ale o tym decyduje rzut kostką. Jeden albo dwa punkty na kostce oznaczają ilość zwierząt jakie trzeba postawić na krokodylu. Jeśli na kostce wypadnie krokodyl, wtedy zwierzątko ustawiasz obok krokodyla. Dłoń oznacza przekazanie swojego jednego zwierzątka innemu graczowi. Znak zapytania znaczy, że inni gracze decydują jakie zwierzę masz postawić na krokodylu. Im trudniej tym lepiej. Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich swoich zwierząt.

Zwierzak na zwierzaku

Zwierzak na zwierzaku - piramida

Zwierzak na zwierzaku - zwierzęta

Kategoria wiekowa

4 lata, bo taki jest oficjalny wiek, jest w sam raz. Dzieci szybko będą lepsze niż rodzice, a przynajmniej dorównają im w tym.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Przede wszystkim gra wymaga od dzieci zręczności i tego żeby uważały na inne zwierzaki podczas dokładania zwierząt, bo wszyscy spotykają się na planszy jaką jest krokodyl. Gra uczy też dzieci ostrożności w układaniu zwierząt, bo może się to skończyć zawaleniem wieży.

Ocena

Ta gra raczej szybko nam się nie znudzi i z czystym sumieniem damy jej 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji!
HABA

Fun Farm

Marcin Niebudek,

To jest pierwsza gra, w której postanowiliśmy zlecić zadanie 7 letniemu Tomkowi przy pomocy video. Naszym zdaniem, jak na pierwszy raz, wyszło całkiem nieźle. Tak więc zaczynajmy…

Zwierzęta uciekły z farmy. Musisz sprowadzić je z powrotem. Jest ich sześć: owieczka, kózka, świnka, konik, krówka i kurczaczek. Dodatkowo każdy zwierzak ma swoje karty, na których jest umieszczona jedna biała i jedna czarna kostka z kolorowymi oczkami. Te kostki wskazują odpowiednie kolory zwierząt jakie należny łapać. Przy czym możliwe jest złapanie kilku zwierząt jednocześnie – zgodnie z kolorami wyrzuconymi na kostce. Ten, kto zdobędzie najwięcej kart wygrywa całą grę.

Fun Farm

Fun Farm - dopasowanie

Fun Farm - rozgrywka

Kategoria wiekowa

To jest gra od 6 lat, aczkolwiek myślę, że już 5 latki mogą się tu odnaleźć.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Ta gra wymaga przede wszystkim spostrzegawczości i refleksu. Wszyscy grają tutaj razem przez co gra jest dynamiczna i się nie dłuży. Dzięki tej grze dzieci trenują szybkie reagowanie – kto pierwszy złapie zwierzaka ten zdobywa kartę lub karty.

Ocena

Gra jest szybka i zabawna. Naszym zdaniem na 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy Black Monk za przekazanie gier do recenzji!
Black Monk

Trzy razy „Dobra gra, w dobrej cenie”

Marcin Niebudek,

No to dzisiaj gry łatwe tylko w teorii. Faktycznie jednak to pełnoprawne, choć małe gry. Mam dzisiaj trzy z nich: „SłowoStworki”, „Wyprawa do dżungli” i „Pizza XXL”. Pierwsza to gra w słowa na daną literę, dwie pozostałe to gry na spostrzegawczość. Wszystkie z nich nie zajmują dłużej niż dwadzieścia minut.

„SłowoStworki” to gra rozwijająca myślenie i kreatywność, bo trzeba wymyślić nie tylko słowo na daną literę ale również w odpowiedniej kategorii. Każda gra jest inna, gdyż czasem do danej kategorii pasuje słowo na literę P a innym razem na literę N. Dodatkowa gra umożliwia tworzenie nowych kategorii co powoduje, że każdy ma własną wersję tej gry. Wygrywa gracz, który zdobędzie najmniej punktów, gdyż punkty są przyznawane temu kto jako ostatni odpowie.

SłowoStworki 1

SłowoStworki 2

SłowoStworki 3

„Wyprawa do dżungli” to tak faktycznie dwie takie same talie kart. Jedne rozkłada się zakryte w czterech rzędach, a drugie rozdaje graczom (po 4 karty). Przed rozpoczęciem rozgrywki gracze mają 10 sekund na zapamiętanie układu rozłożonych kart. Następnie gracz wykłada swoją kartę i wskazuje gdzie na stole ukryty jest ten skarb. Jeśli gracz trafi dokładnie, to zyskuje 2 punkty. Jeśli nie zgadza się tylko kolor skarbu, to otrzymuje 1 punkt. Gra trwa kilka rund, a wygrywa ten gracz, który zdobędzie najwięcej punktów na koniec.

Wyprawa 1

Wyprawa 2

„Pizza XXL” to gra kulinarna, ale raczej na refleks i spostrzegawczość. Gracze odkrywają po kolei składniki na pizzę i wtedy wszyscy sprawdzają czy dany składnik pasuje do którejś pizzy. Składniki tej pizzy wybiera się z 16 zakrytych produktów (ser, pieczarki, itp). Kto pierwszy zauważy składniki na pizzę ten musi jak najprędzej ją zaklepać. Grę wygrywa gracz, który zgromadzi najwięcej pizz.

Pizza XXL 1

Pizza XXL 2

Kategoria wiekowa

Jeśli pierwsza z nich („SłowoStworki”) to mocne 6-7 latki, to pozostałe dwie są nieco prostsze i będą dobre już dla 5-latków.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Opisane gry zachęcają dzieci do szybkiego myślenia. „Pizza XXL” i „Wyprawa do dżungli” pomagają ćwiczyć spostrzegawczość i pamięć wzrokową. Natomiast „SłowoStworki” to przede wszystkim swego rodzaju ćwiczenia językowe.

Ocena

Wszystkie gry są oczywiście na 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Activity w dwóch odsłonach

Marcin Niebudek,

Tym razem testowaliśmy gry „My First Activity” i jej wersję dla starszych dzieci, czyli „Activity Junior” wydawnictwa Piatnik. W pierwszym momencie wydały mi się one trudne, ale po zagraniu w jedną i drugą grę już tak trudno nie było. W dodatku Tomek okazał się być lepszy zwłaszcza w rysowaniu. Ale od początku…

Activity Junior

„My First Activity” to gra dla dzieci od 4 roku życia, przy czym nasz syn ma 7 lat i gra była w sam raz dla niego. Gra polega na zgadywaniu haseł przedstawionych na kartach. Każde hasło można pokazać, opowiedzieć lub narysować, to zależy od grających. Tym właściwie różni się od „Activity Junior”, w której to pola na planszy określają jak należy przedstawić dane hasło.

My First Activity

W „My First Activity” plansza to droga 2 słoni do wodopoju. Składa się ona z 6 części, które można dowolnie składać w drogę. Można także ułożyć krótszą drogę dla ułatwienia gry dla młodszych dzieci. Kamienie na drodze są w trzech kolorach odpowiadających kolorom kart do zgadywania. Jaki kolor karty się zgadnie, na takie pole przesuwamy słonia. Z kolei w „Activity Junior” plansza jest torem z metą i startem, na którym są zaznaczone odpowiednie czynności. Nie ma tu już też podpowiedzi rysunkowych, tak jak w „My First Activity”. Oznacza to, że gracze muszą umieć czytać. Pewnie dlatego gra jest proponowana dla dzieci dopiero od 8 lat.

My First Activity - we trzech w jedną wspólną grę słoniem

Po zagraniu kilku rund w obie gry, z całą pewnością możemy stwierdzić, że to świetna zabawa. Przy czym my nadal najłatwiej rysujemy, a najtrudniej pokazujemy. Gra z dziećmi ma inny rodzaj trudności, bo dzieci czasami zupełnie inaczej pokazują lub opisują proste rzeczy, przez to gra dla dorosłych staje się wyzwaniem. My na razie będziemy jeszcze grać w „My First Activity”, ale niedługo przerzucimy się na stałe na „Activity Junior”.

Na koniec jeszcze Julia Wilczyńska z wydawnictwa Piatnik o tegorocznych nagrodach:

„My First Activity”, otrzymała główną nagrodę w XII edycji konkursu “Świat przyjazny dziecku”, w kategorii: ZABAWA, dla dzieci 3-7 lat. Gra „Activity Junior” została wyróżniona w tej samej kategorii (dla dzieci w wieku 7-12 lat). Ta prestiżowa nagroda przyznawana jest przez Komitet Ochrony Praw Dziecka najlepszym produktom edukacyjnym dla dzieci.

Wpisy Tomka

Kategoria wiekowa

„My First Activity” to gra od 4 lat, przy czym raczej stawiałbym na wiek 5-6. Z kolei „Activity Junior” jest dla 8 latków i to chyba dobry wiek na start, zwłaszcza że nie ma tam już obrazków (tylko słowa).

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

W „My First Activity” każde hasło można pokazać, opowiedzieć lub narysować (dowolnie). W „Activity Junior” sprawa jest już nieco bardziej złożona, bo zaznaczone są odpowiednie pola (pokazać, opowiedzieć lub narysować) i tylko takie można wybrać. No ale tak to już jest… Dodatkowo, o czym jeszcze nie mówiłem, gra posiada zawsze dwa języki (polski, angielski), więc jeszcze można się czegoś mądrego nauczyć.

Ocena

Obie gry są oczywiście na 5, z drobną (zaranie) przewagą „My First Activity”.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy Piatnik za przekazanie gier do recenzji!
Piatnik

Zakazana Wyspa

Marcin Niebudek,

Ostatnio coraz częściej wprowadzamy naszego, prawie 7 letniego, synka w gry dla starszych dzieci. Na przykład w „Epokę Kamienia (Stone Age)”, ale dzisiaj o czymś innym, mianowicie o „Zakazanej Wyspie”. Dwa lata temu już raz się tej gry pozbyłem, bo dla samych dorosłych była za prosta. Ale po tych dwóch latach zamówiłem nowe wydanie w REBEL.pl i miałem rozpocząć grę z synem. Jeśli w grze towarzyszy choć jeden dorosły, to już 6-7 letnie dzieci doskonale dają radę.

Zakazana Wyspa

W grze występuje 6 różnych postaci, każda z nieco innym zachowaniem:

  • Posłaniec – możesz przekazywać Karty Skarbów innym graczom z dowolnego miejsca na Wyspie kosztem 1 akcji za kartę
  • Pilot – raz na turę możesz przemieścić się na dowolne pole na wyspie kosztem 1 akcji
  • Inżynier – kosztem 1 akcji możesz umocnić 1 lub 2 sąsiednie pola
  • Nurek – kosztem 1 akcji możesz przemieszczać się przez sąsiednie, usunięte pola (musisz zakończyć swój ruch na nieusuniętym polu)
  • Nawigator – możesz przemieścić pionek innego gracza o 1 lub 2 sąsiednie pola kosztem 1 akcji
  • Odkrywca – możesz poruszać się i umacniać pola po skosie

Zakazana Wyspa w środku

Ale tak faktycznie to sama gra opiera się na trzech elementach. Wykonaj do 3 akcji (ruch, umocnienie, przekazanie kart skarbów, zdobycie skarbu). Dobierz 2 karty skarbów. Dobierz karty zalania (tyle, ile wskazuje bieżący poziom wody). I już… Do tego wyspa nie tylko w standardowym kształcie. Można ją sklecić dowolnie, na przykład jako czaszkę i to już wszystko.

Zakazana Wyspa - inne plansze

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 10, ale spokojnie możemy startować już przy 6-7. Wystarczy jeśli do gry z dziećmi siądzie dorosły i będzie czytał nieliczne napisy.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest typowa gra kooperacyjna, więc wszyscy grają do jednej bramki i albo wygrywają, albo wszyscy przegrywają. Każdy ma trochę inną postać, przez co gra nabiera dodatkowych atutów. Dzieci nauczą się współpracować i dążyć do wspólnego celu jakim jest odfrunięciem z wyspy.

Ocena

Nie ma innej opcji jak danie jej 5.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji!
REBEL.pl

Qwirkle

Marcin Niebudek,

Niby to gra roku, ale jakoś w ogóle nas nie interesowała. I znowu to tato przywiózł ją nam. No i się zaczęło… To jest gra, w którą takie same szanse mają i dorośli, i dzieci. Zasady są proste, ale każda rozgrywka jest inna. A to wszystko dzięki sześciu klockom, każdy w sześciu kolorach.

Qwirkle

No więc każdy ma sześć klocków w dowolnych kolorach i kształtach. Kładzie dowolną liczbę klocków i układa w pionie lub w poziomie. Następnie dobiera kolejne klocki, tak żeby znowu miał sześć. Kolejny gracz wykłada swoje klocki (dowolną ilość) i uzupełnia swój zestaw klocków do sześciu. Każdy dołożony klocek daje 1 punkt. Gracz układ klocki albo w tych samych kolorach i różnych kształtach, albo jeden kształt w różnych kolorach.

Qwirkle - rozgrywka

Do tej pory wszystko było proste, ale jest jeszcze jedna zasada: kiedy gracz dokłada ostatnie pasujące klocki do danego rzędu, wtedy zyskuje bonus – dwanaście punktów. Każdy klocek jest w kilku sztukach, więc jeśli nie tu, to gdzie indziej da się go dołożyć.

W tej grze liczy się bystre oko i szczęście w losowaniu klocków. Jak już napisałem, szansę na wygraną mają nie tylko dorośli, ale i dzieci. Nasz 6 letni syn często ogrywa nas z kretesem. Ale mimo wszystko bardzo lubimy tą grę, bo za każdym razem kto inny może wygrać.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 6 i faktycznie dzieci w tym wieku dają sobie świetnie z nią radę. Dodatkowo to nie jest tak, że dorośli mają przewagę, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak w innych grach logicznych. Dzieci w tej grze również mają szansę wygrać nawet z rodzicami.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

By móc grać w tą grę, dzieci nie muszą czytać, bo gra opiera się na symbolach i kolorach, a nie na literkach. Gra uczy dzieci przede wszystkim spostrzegawczości i logicznego myślenia.

Ocena

Ta gra, mimo swej prostoty, mile nas zaskoczyła i często do niej wracamy. Polecamy ją wszystkim grupom wiekowym, choć oczywiście my najchętniej gramy w nią z dziećmi.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Magiczny Labirynt – najlepsza gra od lat

Marcin Niebudek,

Niby to tyko trochę lepsze Memory. Ale jednak ściany są niewidoczne, pionki mają kulkę, która informuje o zderzeniu z taką ścianą. Co chwilę wybiera się inną zdobycz, którą później należy przechwyci. Ale od początku…

Magiczny Labirynt

W skład gry wchodzą 4 pionki, zestaw 24 elementów schowanych w torebce i plansza, a właściwie dwie plansze połączone zestawem ruchomych ścianek. Plansza za każdym razem jest inna. Po pierwsze obracana jest kilka razy, żeby nikt na początku nie zorientował się gdzie startuje. Po drugie, planszę można dowolnie przebudowywać. Żetony w torebce wyciągane są pojedynczo i umieszczane na planszy. Teraz wszyscy muszą się udać do nowego miejsca uważając po drodze na niewidzialne ścianki.

Magiczny Labirynt

Ta gra, przez swoją cenę, długo nie trafiła do naszego domu. Ale w końcu, dzięki dziadkowej pomocy, udało się ją kupić i teraz gramy w nią dużo częściej niż na konwentach. Przy okazji poznaliśmy drugą grę, ale o tym następnym razem.

Kategoria wiekowa

To jest gra, w którą zagraliśmy z Tomkiem podczas IX Gratislavi (miał niespełna 5 lat). Bawi nas dalej i pewnie jeszcze długo będzie.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest gra na spostrzegawczość. Ściany są zakryte przed widokami śmiałków i wszyscy mają ten sam cel.

Ocena

Ta gra spodobała nam się od samego początku. Jedyny mankament to cena, która jest w granicach 110 – 130 zł. Ale w końcu to jedna z naszych ulubionych gier.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Kocur Max – drużynowa ucieczka przed kolejnym kotem

Marcin Niebudek,

Pisałem ostatnio o szalonej ucieczce przed kocurem Morfagi. Okazuje się, że pozostaniemy w klimacie ucieczek przed kotami (kto by pomyślał, że to takie skore do pogoni zwierzęta), a to za sprawą gry „Korcur Max„. Wspominałem już w artykule o grach kooperacyjnych o Familiaris, dzięki któremu mamy możliwość dostania w Polsce całej serii gier kooperacyjnych autorstwa Jima Deacove.

Kocur Max - zawartość pudełka

Ten kanadyjski autor postanowił projektować właśnie gry kooperacyjne dla różnych grup wiekowych. Na szczęście można wśród nich znaleźć także tytuły dla najmłodszych graczy i właśnie jedną z takich gier jest „Kocur Max”. Wszystkie gry z serii utrzymane są w podobnym stylu. Być może przyzwyczajeni ilością kolorowych elementów w dzisiejszych grach dla dzieci, będziecie zaskoczeniu zawartością pudełka (plansza, 8 żetonów i dwie kostki), ale tak jak nie lubię głupawych planszówek napakowanych plastikiem, w który tłuczemy jakimś młotkiem czy innym ustrojstwem, tak zupełnie nie przeszkadza mi brak wodotrysków jeśli gra jest dobra… A ta jest…

Kocur Max - w pełnej krasie

Jako drużyna podejmiemy próbę ocalenia trzech zwierzątek (myszy, ptaka i wiewiórki) przed tytułowym kotem Maxem. Zwierzaki będą się starały dotrzeć do swoich domków na/w drzewie, a w pogoń za nimi ruszy Max. Całą grą sterują dwie kostki, na których widnieją czarne i zielone kropki. Czarna kropka pozwala ruszyć się kotu, zielona zwierzątku. Tylko, że zwierzaki są trzy a kot jeden, co sprawia, że jest naprawdę szybki. Na szczęście mamy w zanadrzu cztery smakołyki, którymi możemy w dowolnym momencie gry zwabić kota z powrotem do jego legowiska. Zwierzęta mają też skróty, niestety tą samą drogą może podążyć kot jeśli zwietrzy trop.

Kategoria wiekowa

„Kocur Max” jest grą dla najmłodszych, czyli już dla dzieci od 4 lat. Proste zasady i sam fakt kooperacyjności gry faktycznie pozwala siąść do niej z maluchami. Przy czym gra wcale nie jest trywialna i sprawiła radość także i 6-latkowi oraz nam, dorosłym rodzicom.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Przede wszystkim jako gra kooperacyjna eliminuje ona element rywalizacji, co moim zdaniem jest bardzo ciekawe podczas gry z dziećmi. Gra uczy dzieci podejmowania wspólnych decyzji, a będzie trzeba zdecydować które ze zwierząt poruszyć no i w jakim momencie użyć smakołyku dla zwabienia kota (co jest kluczowe dla wygrania z Maxem).

Jest jedna istotna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę w przypadku gier kooperacyjnych. Narażone są one na efekt „gracza dominującego”. Czasem będzie to dziecko, które lepiej zna grę i siada do rozgrywki z kolegami, którzy grę dopiero poznają. Ale częściej będzie to rodzic, dla którego pewne decyzje będą bardziej oczywiste niż dla dzieci. I właśnie przed tym chcę was przestrzec. Siadają do takiej gry trzeba dać dzieciom swobodę w podejmowaniu decyzji, nawet jeśli będą one błędne – pozwólmy im przekonać się o tym samym. Lepiej taką naukę zapamiętają, niż gdy będziemy je na bieżąco poprawiać. Po drugie mimo, że gra jest drużynowa, to zawsze gracz, którego jest kolejka powinien mieć ostateczne słowo na temat podejmowanej właśnie decyzji. Jeśli już chcemy dziecko wyprowadzać z błędu, to raczej naprowadzajmy je na inny tor, podpowiedzmy na co powinno zwrócić uwagę, ale nie podawajmy mu rozwiązania na tacy mówiąc „nie, nie, teraz zrób tak, bo inaczej…”.

Ocena

„Kocur Max” ma proste zasady, co pozwala młodszym dzieciom swobodnie w nią zagrać, ale jednocześnie nie jest to gra banalna. Kocur jest szybki i pewnie pierwsze partie będą przegrane. Ale to jest właśnie w tej grze najlepsze. Niby wszystko jest łatwe, a w trakcie rozgrywki mamy szansę przekonać się czy dana strategia będzie faktycznie dobra czy nie. Rozgrywka jest na tyle krótka (ok. 15 min), że spokojnie za raz można powtórzyć grę pod hasłem „a teraz może zrobimy tak”.

To co jeszcze mi się w tej grze podoba to, że nawet jeśli kocur złapie jedno ze zwierząt, to możemy grać dalej, a sama instrukcja do gry zachęca nas do dyskusji z dziećmi, co myślą o tym, że kot właśnie jakieś zwierzątko zjadł. Zachęcani jesteśmy do rozmowy na temat tego, jak to wygląda w prawdziwym życiu.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie Familiaris za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Familiaris - Przyjazne rodzinie

Merlin ZinZin, czyli szalona ucieczka drużyny Króla Artura

Marcin Niebudek,

Dzisiaj zabierzemy was do czasów Króla Artura, ale tak trochę z przymrużeniem oka. No dobra, to będzie totalne szaleństwo, czyli „Merlin ZinZin” od wydawnictwa Hobbity.eu. To jest kolejna gra kooperacyjna, którą opisujemy i tym razem przyjdzie nam walczyć z czasem, bo o ile w „Kto to był?” skrzynka grzecznie czekała na nasze decyzje, to tym razem klepsydra będzie bezlitosna :-)

Merlin ZinZin - zawartość pudełka

W pudełku znajdziecie dwie pięknie ilustrowane plansze, drewniane pionki, na których trzeba nakleić wizerunki postaci (przyjaciół tytułowego Merlina), specjalną kostkę i żetony do rzucania czarów, okrągłe karty efektów nieudanych czarów oraz klepsydrę.

No właśnie. Okazuje się, że Merlin został pojmany przez czarownicę Morfagę, ale dzięki pomocy swoich przyjaciół uciekł z zamkowego lochu. Niestety Morfaga szybko się zorientowała i wysłała w pogoń swojego kocura. W trakcie gry będziemy się wspólnie starali pomóc drużynie Merlina w dotarciu do pobliskiego miasteczka. W tym celu będziemy rzucali czary, ale nie myślcie, że sztuka magiczna jest prosta :-) O nie, nie w Merlin ZinZin.

Merlin ZinZin - w pełnej okazałości

Teraz wyjaśni się do czego są wszystkie elementy gry. Największa plansza przedstawia drogę od zamku Morfagi do miasteczka. Na drodze znajdują się skróty, z których będzie można skorzystać przy pomocy jednego z czarów. To po tej drodze będą uciekać postaci. Za nimi po tej samej planszy będzie gonił kocur reprezentowany przez klepsydrę. kot startuje kilka pól za drużyną (ile, to zależy od wybranego poziomu trudności).

Mniejsza plansza służy do rzucania czarów. Aby tego dokonać będzie jeszcze potrzebna kostka i żetony z piorunem. Każdy gracz rzuca najpierw kostką, która wskaże w jaki sposób będzie trzeba rzucić swój czar. Może to być wdmuchnięcie żetonu na jedno z pól mniejszej planszy, konieczne może być pstryknięcie żetonu, upuszczenie go z wysokości lub zsunięcie po planszy. Jeśli nie uda się trafić w pole na środku, a żeton wyląduje na drzewach lub poza planszą, to czar się nie udał i do akcji wkraczają okrągłe karty nieudanych efektów. A tutaj będzie jeszcze ciekawiej :-)

Udany czar pozwoli przesunąć nam niektóre z postaci. Jeśli czar się nie uda, to możemy się np. stać niewidzialni i musimy się schować do następnej swojej rundy. Może trzeba będzie zmienić się w gąsienicę i okrążyć stół wraz ze współgraczami, albo trzeba będzie szybko wymienić kilka składników magicznej mikstury.

Merlin ZinZin - karty nieudanych czarów

Czemu trzeba to wszystko robić szybko? To przez klepsydrowatego kocura, który nas goni. Gdy rozpoczynamy grę obracamy klepsydrę. Gdy piasek się przysypie, oznajmiamy ten fakt głośnym „miau” a kocur idzie o jedno pole do przodu. I czas zaczyna uciekać od nowa. Dlatego musimy się postarać wykonać jak najwięcej akcji zanim kocur znów ruszy za nami. Gdy jedna z postaci zostanie przez niego złapana, gra kończy się porażką całej drużyny. Jeśli wszyscy dotrą do miasteczka, wtedy drużyna wygrywa. A wszystko to ma miejsce w ciągu ok. 15 min!

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci w wieku od 7 lat. Co prawda graliśmy w nią z 5-6 latkami, ale rozgrywki kończyły się porażkami drużyny. Kot doganiał uciekinierów mniej więcej w połowie drogi. Jeśli graliśmy z Tomkiem w trójkę (czyli dwoje rodziców i dziecko), to udawało nam się wygrać (ale ledwo). Tak faktycznie z młodszymi dziećmi przegrywaliśmy ze względu na dużą ilość nieudanych czarów. Szczerze mówiąc stanowi to zabawę samą w sobie, bo zadania z kart są bardzo zabawne i czasem aż się chce zepsuć kolejny czar ;-) Niemniej ta szalona gra nie jest taka łatwa i wymaga nieco manualnej sprawności.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego je nauczy?

Ta gra wprowadza dużą presję czasu. Zmagamy się z nią drużynowo, ale musicie wziąć to pod uwagę, bo nie każde dziecko zaakceptuje zabawę w aż takim tempie. Jak wspomniałem, „Merlin ZinZin” wymaga pewnej sprawności manualnej, inaczej czary będą się psuły częściej a czas leci. Ale za to zepsute czaru wprowadzają w grę dużo śmiechu i ruchu, co rozładowuje napięcie powodowane przez pędzącego za dziećmi kocura.

Ocena

Kiedy tylko przeczytałem karty czarów, od razu wiedziałem, że to będą szalone rozgrywki. Kiedy dowiedzieliśmy się jak rzuca się czary, przekonanie o szaleństwie tej gry tylko się potwierdziło… I dobrze, bo bardzo lubimy takie gry. Merlin ZinZin jest wyjątkowo oryginalną grą, przynajmniej wśród tych, z którymi do tej pory się zetknęliśmy. W grze jest dużo napięcia i śmiechu. Niemniej dość trudno było nam w nią wygrać i dobiec do miasteczka. Być może to kwestia tego, że jednak gra lepiej sprawdzi się w nieco starszym towarzystwie, ale nie zmienia to faktu, iż sama rozgrywka bardzo nam się podoba. Po prostu nie nadążamy z czarami :-) Przy wielu rozgrywkach pod rząd, nieco to dzieci zniechęca i trzeba zrobić przerwę.

Przyczepić się muszę do jednego elementu wykonania gry – do klepsydry. Jest za mała i niestabilna. Przy tej grze kręci się planszą czarów, rzuca żetonami, dmucha, pstryka, biega wokół stołu. Co chwilę klepsydra leżała. Byłoby lepiej gdyby była nieco niższa albo miała szerszą i stabilniejsza podstawę.

Ogólnie gra ta pozostawia pewien niedosyt, bo częściej w nią przegrywamy, ale nie poddajemy się :-) To jest gra specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. Niemniej odrobina szaleństwa nigdy nie zaszkodzi. Jak dla mnie to wariacka gra na pięć z minusem, chociaż wiem, że musi paść na podatny grunt. Jeśli wolicie rozważać swoje ruchy w spokoju, to nie sięgajcie po nią.

Zobacz jak oceniamy…
5-/5

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Hobbity.eu

Ciasteczkowy potwór i jego słodkie wypieki

Marcin Niebudek,

Nie przepadamy jakoś szczególnie za grami zręcznościowymi, ale jest kilka takich, którym ciężko się oprzeć. Jedną z nich jest „Ciasteczkowy potwór” wydawnictwa HABA. Gra ta zagościła chyba na wszystkich stołach podczas ostatniej Planszarni, a i w domu lubimy sobie z potworem popichcić :-)

Ciasteczkowy potwór - zawartość pudełka

Duże kolorowe pudło przyciąga wzrok każdego dziecka, a po jego otwarciu na twarzach rysują się szerokie uśmiechy. Oczy błyszczą na widok kolorowych kulek i tych dziwnych łyżek z dziurką. Do kompletu są jeszcze drewniane miseczki oraz zestaw kart z kulinarnymi wyzwaniami potwornej kuchni.

Zasady gry są bardzo proste. Każdy dostaje łyżkę oraz miskę. Odkrywamy kartę, na której widnieje ciastko udekorowane różnokolorowymi groszkami. W tym momencie zaczyna się szalone gotowanie, a raczej walka na łyżki nad wielkim garem :-) Kto pierwszy wyłowi swoją smieszną łyżką kulki odpowiedniego koloru, ten zdobywa kartę z ciastkiem. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zdobędzie np. 5 takich kart.

Ciasteczkowy potwór i jego przybory kuchenne

Kulinarne zadania ciasteczkowego potwora

Generalnie po odkryciu karty zaczyna się szalony wyścig. Wszyscy mają nosy w garze, który stanowi pudełko od gry (spójrzcie na zdjęcie z Planszarni ;-)). Kiedy ktoś ukończy połów, słychać „Monstrum stop!” :-) Ot i cała zabawa, ale ile przy niej śmiechu i emocji!

Planszarnia 6 - kto pierwszy zrobi tort dla ciasteczkowego potwora?

Kategoria wiekowa

To jest gra od 5 lat, ale dałoby się posadzić do niej z powodzeniem i 3-latki. Ważne tylko, żeby uczestnicy byli mniej więcej w tym samym wieku, bo to w końcu gra zręcznościowa i starsze dzieci będą miały naturalną przewagę nad młodszymi. Niemniej maluchy spokojnie złowią kulki, tylko zrobią to w nieco mniej szalonym tempie niż starszaki.

Dzieci szkolne może skuszą się na 1-2 rozgrywki, ale generalnie to jest zabawa dla przedszkolaków. Ciężko też powiedzieć coś o przewadze rodziców ;-) Ja jakoś najczęściej przegrywam w tą grę, ale to pewnie dlatego, że moja łyżka jakaś taka krzywa jest ;-).

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra wymaga zręczności manualnej. Dość ciężko jest złowić jedną z trzydziestu kulek przy pomocy łyżki z dziurką. Gra ćwiczy koordynację oko-ręka co również jest ważne w przypadku przedszkolaków. Można także potrenować z dziećmi rozpoznawanie kolorów.

Ocena

„Ciasteczkowy potwór” prezentuje się przepięknie. Kulki wyglądają jak małe cukierki i naprawdę chciałoby się je zjeść (uwaga na młodsze dzieci!). Rozgrywka jest krótka i emocjonująca. To jest doskonała pozycja dla przedszkolaków, jednak nie porwie rodziców aż tak bardzo, aby chcieli do niej wracać jak do świetnej gry rodzinnej. Lepiej sprawdzi się w gronie rówieśników.

Dawkowana w dużych ilościach może spowodować, iż dzieci tak się nakręcą, że kulki zaczną fruwać po pokoju. Niemniej jest to gra zręcznościowa, która nam bardzo się spodobała. Dajemy jej mocną czwórkę, bo raczej nie odmówimy sobie partyjki raz na jakiś czas :-)

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Pewnego razu, czyli kolejna okazja do opowiadania

Marcin Niebudek,

Zachęcałem Was już kiedyś do opowiadania z dziećmi historii. Pokazałem wtedy kilka gier, które mogą pomóc dzieciom zdobyć tę umiejętność. Dzisiaj chciałbym jeszcze raz wrócić do tego tematu, bo dzięki uprzejmości wydawnictwa Hobbity.eu mieliśmy okazje przetestować grę „Pewnego razu„.

Pewnego razu - zawartość pudełka

Jest to gra-zabawa, z resztą podobnie jak pozostałe wspominane tutaj tytuły, bo we wszystkich z nich nie jest istotna rywalizacja czy wygrana, ale opowieść jaką dzięki samej zabawie stworzymy. Jak to się robi w „Pewnego razu”?

Otóż w zabawie może wziąć udział do 4 osób. Każda z nich wciela się w rolę zwierzaka, który właśnie kładzie się spać, tylko znim to zrobi, musi jeszcze skompletować piżamę, pluszaka i szczoteczkę do zębów. Odpowiednie przedmioty zbierać będziemy na specjalnej planszy.

Pewnego razu -  kompletowanie piżamy

Zdobywanie potrzebnych przedmiotów polega na wybieraniu ich w ciemno z woreczka. Jedyną podpowiedzią jest kształt żetonu, który próbujemy wyciągnąć. Np. spodnie będą kwadratowe, koszula prostokątna, pluszak okrągły a szczoteczka owalna. Ale to nie wszystko… W woreczku kryją się także różne inne kartoniki przedstawiające postacie lub przedmioty nie pasujące do naszego obrazka. Jeśli wylosujemy taki żeton, to układamy go na środku stołu. To właśnie tutaj zaczyna się rodzić opowieść.

Kiedy jednemu z graczy uda się skompletować całą garderobę potrzebną do położenia zwierzaka do łóżka, zaczyna się druga część zabawy. Teraz będziemy musieli opowiedzieć zwierzakom na dobranoc opowieść ułożoną z dodatkowo wylosowanych kartoników. Rozpoczynając od gracza, który pierwszy skończył kompletowania żetonów na swojej planszy, próbujemy stworzyć historię. Każdy z graczy dokłada kolejny element opowieści tak, aby zawierał on słowo kojarzące się z rysunkiem z kolejnego kartonika. Tworzymy więc jedno, wspólne opowiadanie.

Kategoria wiekowa

To jest gra przeznaczona dla młodszych dzieci. Obrazki są kolorowe i zrozumiałe. Na początek bawimy się losowaniem, a potem wspólnie tworzymy historię. Dzięki temu dzieciom będzie nieco łatwiej, bo możemy im pomóc pociągnąć opowiadanie dalej (chociaż czasem, nawet dla rodziców, może być wyzwaniem przejście od traktora do wróżki i rakiety ;-)) Gra będzie świetna dla 3-4 latków i wydaje mi się, że zainteresowanie nią skończy się już u 6-7 latków.

Czego ta gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Ta zabawa ma bardzo proste zasady. Jedyne co dzieci będą musiały zrozumieć to, że jeśli szukają jakiegoś konkretnego przedmiotu, to muszą zwrócić uwagę na kształt kartonika. Ale to akurat czyni zwykłe losowanie znacznie ciekawszym. Za to najlepszą częścią jest tworzenie opowieści. To jest sedno gry i to tutaj będziemy mogli próbować z dziećmi stworzyć coraz bardziej rozbudowane opowiadanka. Taka zabawa rozwija i wyobraźnię, i słownictwo. Dzieci ćwiczą także umiejętność logicznego wiązania elementów historii w jedną całość.

Ocena

„Pewnego razu” jest gra dla młodszych dzieci i wpisuje się w grupę do której kierowana jest także wspominane przeze mnie „Opowiem ci mamo”, ale jest od niej inna. Tutaj powstają różne historie – czasem dłuższe, czasem krótsze. Za każdym razem opowiadać możemy o czym innym. Czasem zdarza się, że wylosujemy do historii większość kartoników i opowiadanie będzie bardzo długie, ale ostateczni nie postrzegam tego jako wadę.

Także fakt, że żetony powtarzają się z opowiadania na opowiadanie nie jest wcale takie złe. Dziecko zaczyna od prostych historii i używa haseł dokładnie odpowiadających obrazkom, ale właśnie podczas kolejnych rozgrywek możemy je zachęcić, żeby tym razem nie mówiło o „traktorze” tylko np. o „gospodarstwie”, albo nawet o „ciężkiej pracy” czy „pojeździe”. Chodzi o to, żeby stopniowo odchodzić od znaczeń bezpośrednich i zachęcać dziecko do bardziej kreatywnego podejścia do opowiadania oraz używania nowych słów.

My bardzo lubimy tego typu gry i mimo, że nasz syn jest już na nią nieco za duży, to młodszym przedszkolakom szczerze polecam. Warto też nadmienić, że gra ta dostała nagrodę w konkursie „Świat przyjazny dziecku” i moim zdaniem w pełni na to zasługuje.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Hobbity.eu

Dzicy Wikingowie lubią się bogacić

Marcin Niebudek,

Od kiedy poznaliśmy gry HABA, kojarzyły się one nam z doskonale wykonanymi elementami drewnianymi. Gdy jakiś czas później zobaczyłem, że w ofercie tej firmy jest cała seria gier karcianych, bardzo mnie to zaciekawiło. Dzisiaj opiszę wam jedną z tych gier, czyli „Dzikich Wikingów – grę karcianą”.

Dzicy Wikingowie - zawartość pudełka

Celowo dodaję, że chodzi o wersję karcianą, bo chyba większość gier z tej serii ma starsze i większe siostry, na bazie których powstały. Czy to oznacza, że wersja karciana jest jakimś słabszym uproszczeniem? Nie mieliśmy okazji grać w dużą wersję, ale wiem jedno – wersja karciana jest bardzo dobra sama w sobie i nie potrzebuje porównań.

W małym pudełeczku znajdziecie piękne i dobrej jakości karty statków ze skarbami, ekwipunku (to te z Wikingami) oraz dwie karty specjalne. Jedna z nich przedstawia wioskę, druga morskiego potwora. Ale to nie koniec, bo ta karciana gra ma… kostkę :-) Osobiście bardzo mi się to połączenie podoba. Nie zabrakło też chociaż małego akcentu, z którego HABA słynie – mamy więc wesołego drewnianego Wikinga :-)

Na statki Wikingów zmierzające do portu czyha potwór morski

W trakcie gry, jak przystało na dzikich Wikingów, będziemy się starali zdobyć jak najwięcej skarbów, które wiozą statki powracające z wypraw. Niektóre z nich mogą trafić w paszczę morskiego potwora. O pozostałe będziemy się licytować przy pomocy kart ekwipunku. Innymi słowy, skarby przywiezie ten, kto wyśle na wyprawę lepiej wyposażoną drużynę wikingów.

Całą rozgrywką steruje kostka, która wyznacza momenty, kiedy zdobywamy ekwipunek, kiedy statki padają łupem potwora oraz kiedy możemy przystąpić do licytacji przywiezionych przez nie skarbów. A co w tej grze robi drewniany Wiking? Otóż można go na jakiś czas zdobyć, co zwiększa szansę uzyskania dodatkowego ekwipunku.

Dzicy Wikingowie - karty ekwipunku

Licytacja w tej grze jest bardzo prosta. Początkowo pomyślałem, że jest bez sensu, bo ten kto wyrzuci na kostce wioskę (która oznacza rozpoczęcie licytacji), ten przedstawia swoją ofertę jako pierwszy i jest to jego jedyna szansa. Kolejni gracze mogą przebić jego ofertę lub spasować. Także każdy składa tylko jedną ofertę podczas każdej licytacji. Ale już po pierwszej rozgrywce przekonaliśmy się, że to w sumie działa całkiem sprytnie i w połączeniu z faktem, iż licytujemy się o statek najbliżej wioski, ale widzimy jakie będą dwa kolejne, pozostawia dobre pole do małych decyzji taktycznych.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 6-ciu i, o ile da się w nią zagrać z młodszymi dziećmi, bo zasady gry są bardzo proste i nawet sam mechanizm licytacji jest zrozumiały dla dzieci, to jednak młodszym dzieciom zajmie dłużej zrozumienie, że czasem nie warto licytować jakiegoś statku.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Licytacja w grze planszowej dla dzieci, to moim zdaniem jeden z trudniejszych elementów do opanowania. Mimo, że „Dzicy Wikingowie” również opierają się na takim mechanizmie, to został on uproszczony tylko do decyzji przebij, albo zrezygnuj. Młodsze dzieci będą początkowo zawsze starały się dać wszystko co mają, aby tylko wygrać bieżącą licytację. I tutaj jest właśnie pole do nauki.

W grze widać jakie będą trzy kolejne statki. Może się więc okazać, że do portu właśnie zawinął statek z dwoma skarbami, ale tuż za nim płynie taki z pięcioma. To doskonały sposób aby nauczyć dzieci, że czasem warto zrezygnować z pierwszego łupu i zachować więcej kart na licytację tego następnego, bardziej wartościowego. Moim zdaniem „Dzicy Wikingowie” są też świetnym wstępem do bardziej skomplikowanych gier tego typu, np. do „Piraci – karaibska flota” czy „O Zoo le Mio”.

Ocena

„Dzicy Wikingowie” naprawdę mile nas zaskoczyli. To jest fajna i doskonale wykonana karcianka. Ilustracje są przepiękne. Rozgrywka jest szybka i wesoła. Kompaktowe pudełko zmieści się w plecaku i można zabrać je ze sobą, co sami będziemy czynić, bo gra bardzo nam się spodobała.

W pudełku znajduje się polska instrukcja, chociaż do niej akurat mam zastrzeżenia, bo została wydrukowana na kilku kartkach A4 i poskładana tak, że zajmuje połowę pudełka, przez co po rozfoliowaniu już się ono nie domknie. Poza tym reguły zawierają drobne aczkolwiek znaczące błędy w tłumaczeniu (np. polska wersja mówi, że jeśli karty ekwipunku skończą się zanim skończą się statki, to grę przegrywają wszyscy, a próżno tego szukać w oryginalnej instrukcji).

Także polska instrukcja już opuściła nasze pudełko ;-) Niemniej nie zmieniam zdania co do samej gry, którą warto mieć i grać w nią! Jak znajdę chwilę czasu to postaram się przygotować bardziej kompaktową wersję polskiej instrukcji do ściągnięcia. Tymczasem daję Wikingom piątkę.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA