Archiwum tematu ‘Gry planszowe’

Kto to był? Czy uda się uratować królestwo?

Marcin Niebudek,

Ta gra była na moim celowniku od dawna. W końcu znalazła swoje miejsce pod choinką i od tego czasu jest rodzinnym hitem. Jeśli ktoś pyta mnie, czy mamy taką grę, którą polecamy dzieciom, która będzie trafionym prezentem, to jednogłośnie wymieniamy właśnie ją. Mowa o grze „Kto to był?” wydawnictwa Ravensburger.

Kto to był?

Jej sukces wynika z kilku elementów, które stworzyły świetne połączenie. Po pierwsze jest to gra kooperacyjna, czyli gra, w której wszyscy tworzymy drużynę i staramy się wygrać z samą grą. Pisałem ostatnio o tego typu grach, bo uważam, że doskonale sprawdzają się wśród dzieci.

Kto to był? - zawartość pudełka

Po drugie „przygoda”! Wyobraźcie sobie, że jeden z mieszkańców zamku ukradł magiczny pierścień, a tylko ten klejnot może powstrzymać złego czarnoksiężnika przed zdobyciem królestwa. Na szczęście sprawcę widziało jedno ze zwierząt, które również mieszkają w zamku. Każde z nich może podpowiedzieć coś na temat złodzieja, np. że był wysoki, albo że miał czarne buty. Taka wskazówka pozwala wyeliminować 2-3 podejrzanych. Jednak zanim otrzymamy podpowiedź musimy zdobyć smakołyk, którym dopiero nakłonimy zwierzaka do mówienia. Ale to nie wszystko. Po zamku krąży duch, który będzie nam przeszkadzał w śledztwie. Czasem trafimy też na wróżkę, która dla odmiany zaoferuje swą pomoc.

Kto to był? - magiczna skrzynka

To wszystko jednak nie byłoby tak interesujące, gdyby nie „magiczna skrzynka”, która poprowadzi nas przez rozgrywkę. Ten elektroniczny gadget będzie mówił do nas głosami zwierzątek. To z niego wydobędzie się głos ducha czy czarnoksiężnika. To skrzynka poinformuje nas czy wygraliśmy, czy też królestwo padło łupem czarownika.

Za każdym razem gdy trafimy do jakiegoś pomieszczenia, to dzięki skrzynce zdecydujemy, czy chcemy to pomieszczenie przeszukać, czy chcemy porozmawiać z mieszkającym w nim zwierzątkiem, czy może dać mu smakołyk, albo użyć magicznego przedmiotu, jeśli taki znajduje się w akurat w komnacie. Skrzynka odmierza też czas rozgrywki i wywołuje okrzyki i radość u dzieci!

Kto to był? w pełnej okazałości

Za każdym razem ktoś inny jest podejrzany, zwierzęta chcą inne smakołyki i w innych komnatach można je odnaleźć. Dodatkowo gra oferuje trzy poziomy trudności. Na najłatwiejszym można wiele razy próbować różnych akcji, bo czasu jest dość. Z gry wyłączone są też lochy i wieża (więc także z grona podejrzanych eliminuje to strażnika i czarownicę). Za to na najtrudniejszym poziomie nie ma już miejsca na bezkarne rozglądanie się po zamku i pogaduszki z tymi samymi zwierzętami. Wróżka nie będzie nam już pomagać tak często, trzeba będzie przeszukać cały zamek a czasu będzie jak na lekarstwo.

Kategoria wiekowa

To jest gra dla dzieci od 6 lat, ale spokojnie można zagrać z młodszymi nawet 4 letnimi. Przecież to gra drużynowa, więc swobodnie można sobie pomagać. Graliśmy w nią z różnymi dziećmi. Wciągnęła nawet 12-latkę, która prosiła o kolejne partie z młodszymi chłopakami. Gdy Tomek tą grę dostał, to grał praktycznie bez przerwy, z każdym to kto się nawinął, nawet sam zamykał się z nią w pokoju. Także gra zachwyca i duzych, i małych. Długo sie nie znudzi.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

„Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa, ale nie pozbawiona też elementu edukacyjnego. Po pierwsze jak każda gra kooperacyjna pozwoli dzieciom doskonalić działanie w grupie, dzielenie się zadaniami, pomaganie sobie nawzajem.

Wskazówki otrzymywane od zwierząt nie są podane wprost, tylko dzieci muszą sobie same wykombinować, kto tak faktycznie został wyeliminowany. Innymi słowy to one wśród kilkunastu postaci muszą wybrać te, które są niskie, grube, noszą czarne buty, mają ciemne włosy itp.

To doprowadziło kiedyś do śmiesznej sytuacji. Tomek zamknął się z grą sam w pokoju i po jakimś czasie wypadł z niego mówiąc: „Mamo, tato, skrzynka mnie oszukała!” :-) Oczywiście chodziło o to, że pomylił podejrzanych na podstawie którejś ze wskazówek i ostatecznie skrzynka podała, że złodziejem była osoba, którą on wcześniej wyeliminował. Także w grze z młodszymi dziećmi trzeba czasem przypilnować poprawności identyfikowana postaci, ale najpierw trzeba pozwolić dzieciom odgadnąć o kogo chodzi.

Ocena

Chyba już wiecie po recenzji, że ocena nie może być inna niż pięć. Mimo dość wysokiej ceny (ok. 100 PLN, choć często można dostać ją taniej), gra jest warta tych pieniędzy. Skrzynka przyciąga swą niezwykłością jak magnes. Wystarczy ją włączyć i wszyscy siadają do gry. Plansza jest duża i piękna. Reszta komponentów także na wysokim poziomie. Przygoda wciąga, a zabawa w detektywa długo się nie nudzi. To jest jedna z naszych absolutnie ulubionych gier i cieszymy się, że wyszła w wersji polskiej (bo gier z tej serii jest więcej, ale niestety inne gadgety mówią po niemiecku). Polecam!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Pewnego razu, czyli kolejna okazja do opowiadania

Marcin Niebudek,

Zachęcałem Was już kiedyś do opowiadania z dziećmi historii. Pokazałem wtedy kilka gier, które mogą pomóc dzieciom zdobyć tę umiejętność. Dzisiaj chciałbym jeszcze raz wrócić do tego tematu, bo dzięki uprzejmości wydawnictwa Hobbity.eu mieliśmy okazje przetestować grę „Pewnego razu„.

Pewnego razu - zawartość pudełka

Jest to gra-zabawa, z resztą podobnie jak pozostałe wspominane tutaj tytuły, bo we wszystkich z nich nie jest istotna rywalizacja czy wygrana, ale opowieść jaką dzięki samej zabawie stworzymy. Jak to się robi w „Pewnego razu”?

Otóż w zabawie może wziąć udział do 4 osób. Każda z nich wciela się w rolę zwierzaka, który właśnie kładzie się spać, tylko znim to zrobi, musi jeszcze skompletować piżamę, pluszaka i szczoteczkę do zębów. Odpowiednie przedmioty zbierać będziemy na specjalnej planszy.

Pewnego razu -  kompletowanie piżamy

Zdobywanie potrzebnych przedmiotów polega na wybieraniu ich w ciemno z woreczka. Jedyną podpowiedzią jest kształt żetonu, który próbujemy wyciągnąć. Np. spodnie będą kwadratowe, koszula prostokątna, pluszak okrągły a szczoteczka owalna. Ale to nie wszystko… W woreczku kryją się także różne inne kartoniki przedstawiające postacie lub przedmioty nie pasujące do naszego obrazka. Jeśli wylosujemy taki żeton, to układamy go na środku stołu. To właśnie tutaj zaczyna się rodzić opowieść.

Kiedy jednemu z graczy uda się skompletować całą garderobę potrzebną do położenia zwierzaka do łóżka, zaczyna się druga część zabawy. Teraz będziemy musieli opowiedzieć zwierzakom na dobranoc opowieść ułożoną z dodatkowo wylosowanych kartoników. Rozpoczynając od gracza, który pierwszy skończył kompletowania żetonów na swojej planszy, próbujemy stworzyć historię. Każdy z graczy dokłada kolejny element opowieści tak, aby zawierał on słowo kojarzące się z rysunkiem z kolejnego kartonika. Tworzymy więc jedno, wspólne opowiadanie.

Kategoria wiekowa

To jest gra przeznaczona dla młodszych dzieci. Obrazki są kolorowe i zrozumiałe. Na początek bawimy się losowaniem, a potem wspólnie tworzymy historię. Dzięki temu dzieciom będzie nieco łatwiej, bo możemy im pomóc pociągnąć opowiadanie dalej (chociaż czasem, nawet dla rodziców, może być wyzwaniem przejście od traktora do wróżki i rakiety ;-)) Gra będzie świetna dla 3-4 latków i wydaje mi się, że zainteresowanie nią skończy się już u 6-7 latków.

Czego ta gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Ta zabawa ma bardzo proste zasady. Jedyne co dzieci będą musiały zrozumieć to, że jeśli szukają jakiegoś konkretnego przedmiotu, to muszą zwrócić uwagę na kształt kartonika. Ale to akurat czyni zwykłe losowanie znacznie ciekawszym. Za to najlepszą częścią jest tworzenie opowieści. To jest sedno gry i to tutaj będziemy mogli próbować z dziećmi stworzyć coraz bardziej rozbudowane opowiadanka. Taka zabawa rozwija i wyobraźnię, i słownictwo. Dzieci ćwiczą także umiejętność logicznego wiązania elementów historii w jedną całość.

Ocena

„Pewnego razu” jest gra dla młodszych dzieci i wpisuje się w grupę do której kierowana jest także wspominane przeze mnie „Opowiem ci mamo”, ale jest od niej inna. Tutaj powstają różne historie – czasem dłuższe, czasem krótsze. Za każdym razem opowiadać możemy o czym innym. Czasem zdarza się, że wylosujemy do historii większość kartoników i opowiadanie będzie bardzo długie, ale ostateczni nie postrzegam tego jako wadę.

Także fakt, że żetony powtarzają się z opowiadania na opowiadanie nie jest wcale takie złe. Dziecko zaczyna od prostych historii i używa haseł dokładnie odpowiadających obrazkom, ale właśnie podczas kolejnych rozgrywek możemy je zachęcić, żeby tym razem nie mówiło o „traktorze” tylko np. o „gospodarstwie”, albo nawet o „ciężkiej pracy” czy „pojeździe”. Chodzi o to, żeby stopniowo odchodzić od znaczeń bezpośrednich i zachęcać dziecko do bardziej kreatywnego podejścia do opowiadania oraz używania nowych słów.

My bardzo lubimy tego typu gry i mimo, że nasz syn jest już na nią nieco za duży, to młodszym przedszkolakom szczerze polecam. Warto też nadmienić, że gra ta dostała nagrodę w konkursie „Świat przyjazny dziecku” i moim zdaniem w pełni na to zasługuje.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Hobbity.eu

Dzicy Wikingowie lubią się bogacić

Marcin Niebudek,

Od kiedy poznaliśmy gry HABA, kojarzyły się one nam z doskonale wykonanymi elementami drewnianymi. Gdy jakiś czas później zobaczyłem, że w ofercie tej firmy jest cała seria gier karcianych, bardzo mnie to zaciekawiło. Dzisiaj opiszę wam jedną z tych gier, czyli „Dzikich Wikingów – grę karcianą”.

Dzicy Wikingowie - zawartość pudełka

Celowo dodaję, że chodzi o wersję karcianą, bo chyba większość gier z tej serii ma starsze i większe siostry, na bazie których powstały. Czy to oznacza, że wersja karciana jest jakimś słabszym uproszczeniem? Nie mieliśmy okazji grać w dużą wersję, ale wiem jedno – wersja karciana jest bardzo dobra sama w sobie i nie potrzebuje porównań.

W małym pudełeczku znajdziecie piękne i dobrej jakości karty statków ze skarbami, ekwipunku (to te z Wikingami) oraz dwie karty specjalne. Jedna z nich przedstawia wioskę, druga morskiego potwora. Ale to nie koniec, bo ta karciana gra ma… kostkę :-) Osobiście bardzo mi się to połączenie podoba. Nie zabrakło też chociaż małego akcentu, z którego HABA słynie – mamy więc wesołego drewnianego Wikinga :-)

Na statki Wikingów zmierzające do portu czyha potwór morski

W trakcie gry, jak przystało na dzikich Wikingów, będziemy się starali zdobyć jak najwięcej skarbów, które wiozą statki powracające z wypraw. Niektóre z nich mogą trafić w paszczę morskiego potwora. O pozostałe będziemy się licytować przy pomocy kart ekwipunku. Innymi słowy, skarby przywiezie ten, kto wyśle na wyprawę lepiej wyposażoną drużynę wikingów.

Całą rozgrywką steruje kostka, która wyznacza momenty, kiedy zdobywamy ekwipunek, kiedy statki padają łupem potwora oraz kiedy możemy przystąpić do licytacji przywiezionych przez nie skarbów. A co w tej grze robi drewniany Wiking? Otóż można go na jakiś czas zdobyć, co zwiększa szansę uzyskania dodatkowego ekwipunku.

Dzicy Wikingowie - karty ekwipunku

Licytacja w tej grze jest bardzo prosta. Początkowo pomyślałem, że jest bez sensu, bo ten kto wyrzuci na kostce wioskę (która oznacza rozpoczęcie licytacji), ten przedstawia swoją ofertę jako pierwszy i jest to jego jedyna szansa. Kolejni gracze mogą przebić jego ofertę lub spasować. Także każdy składa tylko jedną ofertę podczas każdej licytacji. Ale już po pierwszej rozgrywce przekonaliśmy się, że to w sumie działa całkiem sprytnie i w połączeniu z faktem, iż licytujemy się o statek najbliżej wioski, ale widzimy jakie będą dwa kolejne, pozostawia dobre pole do małych decyzji taktycznych.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 6-ciu i, o ile da się w nią zagrać z młodszymi dziećmi, bo zasady gry są bardzo proste i nawet sam mechanizm licytacji jest zrozumiały dla dzieci, to jednak młodszym dzieciom zajmie dłużej zrozumienie, że czasem nie warto licytować jakiegoś statku.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Licytacja w grze planszowej dla dzieci, to moim zdaniem jeden z trudniejszych elementów do opanowania. Mimo, że „Dzicy Wikingowie” również opierają się na takim mechanizmie, to został on uproszczony tylko do decyzji przebij, albo zrezygnuj. Młodsze dzieci będą początkowo zawsze starały się dać wszystko co mają, aby tylko wygrać bieżącą licytację. I tutaj jest właśnie pole do nauki.

W grze widać jakie będą trzy kolejne statki. Może się więc okazać, że do portu właśnie zawinął statek z dwoma skarbami, ale tuż za nim płynie taki z pięcioma. To doskonały sposób aby nauczyć dzieci, że czasem warto zrezygnować z pierwszego łupu i zachować więcej kart na licytację tego następnego, bardziej wartościowego. Moim zdaniem „Dzicy Wikingowie” są też świetnym wstępem do bardziej skomplikowanych gier tego typu, np. do „Piraci – karaibska flota” czy „O Zoo le Mio”.

Ocena

„Dzicy Wikingowie” naprawdę mile nas zaskoczyli. To jest fajna i doskonale wykonana karcianka. Ilustracje są przepiękne. Rozgrywka jest szybka i wesoła. Kompaktowe pudełko zmieści się w plecaku i można zabrać je ze sobą, co sami będziemy czynić, bo gra bardzo nam się spodobała.

W pudełku znajduje się polska instrukcja, chociaż do niej akurat mam zastrzeżenia, bo została wydrukowana na kilku kartkach A4 i poskładana tak, że zajmuje połowę pudełka, przez co po rozfoliowaniu już się ono nie domknie. Poza tym reguły zawierają drobne aczkolwiek znaczące błędy w tłumaczeniu (np. polska wersja mówi, że jeśli karty ekwipunku skończą się zanim skończą się statki, to grę przegrywają wszyscy, a próżno tego szukać w oryginalnej instrukcji).

Także polska instrukcja już opuściła nasze pudełko ;-) Niemniej nie zmieniam zdania co do samej gry, którą warto mieć i grać w nią! Jak znajdę chwilę czasu to postaram się przygotować bardziej kompaktową wersję polskiej instrukcji do ściągnięcia. Tymczasem daję Wikingom piątkę.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Nie gramy, bo moje dziecko nie lubi przegrywać

Marcin Niebudek,

Podobne zdanie słyszałem już kilka razy. No tak, tylko taki przedszkolak to zwykle faktycznie nie lubi przegrywać (z resztą, kto lubi?). Należy oczywiście próbować tłumaczyć, zachęcać, rozgrywać wiele partii, tak żeby dzieci miały szansę się zrewanżować, ale… Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze sam element rywalizacji oraz to, jak dzieci do niej podchodzą zależy, moim zdaniem, w dużej mierze od rodziców. To element wychowania – również planszowego. Nie będę się tutaj mądrzył, bo sami już kiedyś myśleliśmy, że nasz syn dobrze znosi porażki, ale tak faktycznie to zależy od kontekstu, od humoru, od tego z kim gra i od tysiąca innych rzeczy. Także, od czasu do czasu, zdarzają się wybuchy płaczu i słowa „to ja teraz z wami nie gram!”.

W ogrodzie - HABA

Nie, nie mamy tutaj magicznej recepty jak nauczyć przedszkolaka znosić przegrane zawsze i wszędzie. Niemniej często powtarzamy Tomkowi, że każdy może wygrać tak samo jak każdy może przegrać. Bardziej liczy się to, jak będzie wyglądała zabawa podczas samej gry.

Ale czy to wszystko co mamy do dyspozycji? O nie, w żadnym wypadku. Najistotniejsze jest to, że gry planszowe są różne tak, jak różne są same dzieci. Traficie na gry zręcznościowe, gry na spostrzegawczość (gdzie liczy się szybkość reakcji). Będą gry w których można zaszkodzić przeciwnikowi swoimi działaniami, ale także gry, w których gra się tylko na własny rachunek. Każda z takich gier musi trafić na odpowiedni grunt. To wy sami musicie ocenić, czy pasuje ona do temperamentu waszego dziecka.

Kto to był? - Ravensburger

Na szczęście istnieją także tzw. gry kooperacyjne – chociaż osobiście wolę określenie drużynowe (przynajmniej jeśli chodzi o gry dla dzieci). I to właśnie tego typu pozycje przyjdą nam z pomocą we wprowadzaniu w świat planszówek tych, którym ciężko pogodzić się z samotną przegraną. Istotą tych gier jest bowiem to, że działamy razem jako drużyna i oczywiście nadal możemy przegrać, ale dotknie to nas wszystkich, albo też wszyscy razem wygramy przeciwko samej grze.

Kiedy spojrzy się na ofertę gier planszowych, to te kooperacyjne stanowią zaledwie maleńką część dostępnych tytułów. Na szczęście, nie jest ich aż tak mało i w najbliższym czasie przyjrzymy się dokładniej kilku z nich.

Merlin ZinZin - Hobbity.eu

Zobaczymy więc, że już najmłodsze dzieci mogą ścigać się z krukiem próbującym dostać się do sadu pełnego owoców w grze „W ogrodzie” wydawnictwa HABA. Postaramy się pomóc trójce zwierząt dotrzeć do ich domów podczas, gdy będzie starał się je schwytać przebiegły „Kocur Max” od Familiaris. Postaramy się wygrać wyścig z czasem i rozwiązać zagadkę, aby ochronić królestwo przed złym czarownikiem. W dodatku przeszkadzał będzie nam w tym duch z gry „Kto to był?” z Ravensburger. Postaramy się wykonać różne zadania, kierując losami kilku rodzin w zasypanym śniegiem mieście, a to za sprawą gry „Zima„. Podejmiemy też wraz z przyjaciółmi czarodzieja Merlina szaloną próbę ucieczki z zamku czarownicy Morfagi w grze „Merlin ZinZin” od Hobbity.eu. Z resztą gonieni będziemy przez jej wiernego kocura (znowu te koty :-)) i czas! Wreszcie, trafimy na „Zakazaną Wyspę” od REBEL.pl, z której będziemy musieli uciec zanim ona sama zatonie!

Jak widzicie tematyka takich gier może być naprawdę interesująca, a w dodatku przy grach kooperacyjnych określenie „gra rodzinna” nabiera nowego znaczenia. Dzieci dużo bezpieczniej czują się w drużynie. Przeciwnikiem staje się sama gra, a nie inni gracze. Stawiamy na współpracę, bo rywalizacji mamy wystarczająco dużo na co dzień. Czasem można siąść do planszy po prostu po to, żeby wspólnie pokonać jakieś zadanie – a będą one różne i wcale nie takie łatwe, nawet dla całej drużyny śmiałków.

Kocur Max - Familiaris

Muszę wspomnieć jeszcze szczególnie o Familiaris, bo ta mała firma rodzinna zajęła się właśnie sprowadzeniem na nasz polski rynek gier wyłącznie kooperacyjnych. Ale wspominam o nich dlatego, bo podczas lektury instrukcji zarówno do „Kocura Maxa” jak i „Zimy” urzekły mnie zwłaszcza uwagi końcowe do reguł. Zachęcają one do rozmowy z dziećmi na temat tego o czym jest każda z gier. Tak więc w „Kocurze Maxie” pojawia się problem tego, że kot chce zjeść mniejsze zwierzęta i czasem się to uda. Natomiast „Zima” podpowiada rozmowę np. na temat tego, gdzie rodzina odcięta w miasteczku przez śnieg mogłaby się schronić. Uwielbiam gry planszowe za to, że są wspaniałą rozrywką, ale dodatkowy aspekt edukacyjny, to jest to czego w grach dla dzieci szukam przede wszystkim.

Dlatego, kiedy pomyślicie kiedyś, że gry planszowe nie są dla was i waszych dzieci, bo te ostatnie nie są w stanie znieść porażki i to wszystko jest bez sensu, wtedy przypomnijcie sobie o grach kooperacyjnych. Być może okażą się one dla was kluczem do wspaniałego świata gier planszowych. Już niedługo kolejne recenzje!

Super Rhino czyli gra dla zręcznych bohaterów

Marcin Niebudek,

Znacie grę Jenga, w której przekłada się drewniane klocki na wyższe poziomy wieży do czasu, gdy ta się nie zawali (i to z wielkim hukiem)? Podczas majówki mieliśmy okazję (wielokrotnie) rozegrać partyjkę w grę „Super Rhino” od wydawnictwa Haba, która nieodparcie przypomina mi Jengę, ale ma nad nią, moim zdaniem, co najmniej kilka punktów przewagi.

Super Rhino - zawartość pudełka

W niewielkich rozmiarów pudełku znajdziecie dwa rodzaje kart i małą drewnianą figurkę naszego tytułowego bohaterskiego nosorożca. Pierwszy rodzaj kart to podłogi, a drugi to ściany. Karty są bardzo solidnie wykonane i bardzo kolorowe. Karty ścian z jednej strony mają ceglaną elewację, a z drugiej wesołą, żółtą tapetę. Wszystko to, wraz z figurką superbohatera, wygląda bardzo zachęcająco dla dziecięcych oczu.

Gra polega na układaniu wieżowca z kart. Począwszy od karty startowej, każdy następny poziom składa się z 1-2 kart ścian, które mają specjalne nacięcia w połowie tak, aby można je było zgiąć, oraz z karty podłogi, którą układa się na wierzchu postawionych właśnie ścian. Jakby tego było mało, po kolejnych piętrach wspina się w trakcie gry drewniany nosorożec :-)

Super Rhino - podczas gry

Cała zabawa polega na tym, że karty podłóg nie są takie zwyczajne. Każda z nich ma oznaczenie, jak powinny być na niej ustawione ściany i gdzie powinna stanąć figurka superbohatera. W dodatku nie układamy tego wieżowca ot tak sobie, ale każdy z graczy na początku gry otrzymuje 5 kart podłogi. Taak! W grze chodzi o to, żeby pozbyć się podłóg szybciej od przeciwników. Wykładając kartę kolejnego piętra decydujemy tym samym o zadaniu ułożenia ścian dla kolejnego przeciwniku. Niektóre karty zmuszą graczy dodatkowo do wzięcia kolejnej podłogi ze stosu, inne pozwolą wyłożyć dwie podłogi na raz, pozbawią następnego gracza kolejki albo zmienią kierunek gry. W ten sposób liczba kart, którymi dysponujemy szybko się zmienia, a emocje rosną nie tylko w wyniku samego układania kolejnych pięter, ale także przez zagrywki przeciwników.

Grę wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się swoich kart – no chyba, że wieża wcześniej się zawali :-) Wtedy ten, kto to spowodował przegrywa.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci od lat 5-ciu. Z takimi też graliśmy i radziły sobie doskonale zarówno z elementem zręcznościowym (układanie kolejnych pięter), jak i z podstępnymi zagrywkami wykorzystującymi własności kart :-). Myślę, że dałoby się zagrać z młodszymi dziećmi skupiając się bardziej na samym elemencie losowym i np. ignorując dodatkowe ikony na kartach. Z resztą gra stanowi też doskonałą zabawę w układanie jak najwyższej wieży wspólnie i bez żadnej rywalizacji. Tak samo dobrze będą się bawiły starsze dzieci i ich rodzice.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

To jest przede wszystkim gra zręcznościowa, ale dzięki specjalnym własnościom kart, także nieco taktyczna :-) Młodszym dzieciom zapewni przede wszystkim wielką frajdę z układania kolorowego wieżowca, starszym pozwoli nieco pokombinować jak tu pozbyć się swoich kart zanim zrobią to przeciwnicy. W tej grze kładziemy karty głównie po to, aby popsuć szyki i utrudnić życie innym graczom. Jest to jednak otoczone kolorowymi ilustracjami i wyczekiwaniem czy wieża się zawali, przez co negatywna interakcja jest łatwiejsza do przełknięcia dla dzieci. Poza tym jedna parta trwa kilka minut, także każdy ma się szansę szybko zrewanżować :-)

Ocena

Napisałem we wstępie, że ta gra wygrywa dla mnie z Jengą, no to czas się wytłumaczyć.

Po pierwsze dzieci do gry zdecydowanie bardziej zachęcają kolorowe karty niż szare klocki. Po drugie, chociaż to akurat zaleta z perspektywy rodzica ;-), karty robią znacznie mniej hałasu niż waląca się drewniana wieża. Po trzecie ciekawszy wydaje mi się element ze specjalnymi właściwościami kart i tym, że podłogi stanowią wyzwania dla przeciwników. W dodatku całą budowę można zacząć na łatwiejszej i trudniejszej stronie karty startowej (co będzie oznaczało mniej lub bardziej stabilną podstawę całego budynku). Dużo łatwiej zabrać ze sobą na wyjazd pudełeczko kart niż pudełko klocków. No i po prostu na hasło „budujemy super wieżowiec?” można było liczyć na gromkie „Taaak!”. Zdecydowanie jedna z fajniejszych gier zręcznościowych w jakie mieliśmy okazję grać i jeszcze często do niej wrócimy.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy firmie EduKids, dystrybutorowi marki Haba w Polsce, za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
HABA

Fauna Junior – gra edukacyjna, od której nie da się uwolnić

Marcin Niebudek,

To od razu wam powiem, że uwielbiamy tą grę, a teraz możecie na spokojnie przeczytać dalszą część recenzji :-). „Faunę Junior” wydawnictwa Egmont wypróbowaliśmy pierwszy raz na zeszłorocznej, wiosennej Gratislavii i była to miłość od pierwszej partii.

Fauna Junior - zawartość pudełka

Pokaźnych rozmiarów pudełko zawiera planszę główną, sześć plansz obszarów, żetony do obstawiania kategorii i to co w tej grze jest najważniejsze, czyli 90 dwustronnych kart ze zwierzętami. Tak, to daje 180 zwierząt, które dzięki tej grze poznacie wy i wasze dzieci!

Karty zwierząt umieszczono w specjalnym pudełku, które zakrywa ich dolną część. I tutaj kryje się sedno rozgrywki, podczas której będziecie starali się odgadnąć jedną z czterech informacji na temat każdego z gatunków:

  • Ile zwierzę może ważyć?
  • Gdzie mieszka? A dokładniej, co jest jego naturalnym środowiskiem?
  • Czy jest roślinożerne, a może je coś więcej niż zieleninę?
  • Czy znosi jaja?

Fauna Junior - podczas gry

Brzmi to trochę groźnie i sprawia wrażenie bardzo trudnego dla 6 latka, ale takie nie jest. Po pierwsze nie musimy znać dokładnej wagi zwierząt. Będziemy obstawiać jedynie przydziały i to takie całkiem zrozumiałe dla dziecka. Tak więc przyjdzie nam zdecydować czy zwierzę z obrazka jest cięższe niż szklanka z sokiem, a może niż worek ziemniaków, rower, dorosła osoba, motocykl czy też duża ciężarówka. Także miejsce, które zwierzę zamieszkuje wybierzemy na jednej z sześciu plansz, które przedstawiają różne środowiska: pustynie, góry, lasy, rzeki i jeziora, sawanny i łąki, tropiki oraz wsie i miasta.

Fauna Junior - karty zwierząt

Każdy z graczy będzie miał okazję obstawić każdą z czterech kategorii, przy czym ten, który jako pierwszy wytypuje jakąś informację ma szansę zdobyć 2 punkty, a pozostali gracze, którzy zasugerują się jego odpowiedzią, już tylko 1 punkt. Ponadto wiele zwierząt żyje w więcej niż jednym miejscu, więc przy obstawianiu tej kategorii kilka osób może zdobyć po 2 punkty.

Kiedy wszyscy już wytypują swoje odpowiedzi na temat zwierzęcia z obrazka, kartę wyjmuje się z pudełka i sprawdza kto trafił poprawnie. Wszystko jest narysowane, także nawet dzieci od razu zorientują się czy udzieliły prawidłowych odpowiedzi.

Kategoria wiekowa

Teoretycznie to gra od 6 lat, ale moim zdaniem można się świetnie bawić już z młodszymi dziećmi (4-5 lat), zwłaszcza jeśli interesuje je przyroda. Co najwyżej będzie im trzeba dać ciut więcej czasu na decyzję i zadać pomocnicze pytania na zasadzie „Czy myślisz, że to zwierzę jest większe od człowieka czy mniejsze?”, albo „Gdzie ono może mieszkać? Na pustyni, w górach czy może w dżungli?”, a następnie pomóc dziecku ustawić znacznik we właściwym miejscu.

Co więcej, my grając z naszym 5-letnim wtedy synem byliśmy zaskoczeni (mile) sposobem w jaki dedukował odpowiedzi. No bo skoro „Odmieniec jaskiniowy” (nomen omen rodzice też dowiedzieli się o jego istnieniu właśnie z gry :-)), to pewnie mieszka w jaskini, a jaskinie są w górach. Albo w „W jaskiniach jest ciemno i nie ma tam roślin, to… To pewnie musi jeść coś innego”. Także nie martwcie się, dzieciaki sobie doskonale poradzą.

Czego gra wymaga od dzieci? Czego ich nauczy?

Piękno tej gry polega na tym, że nie wymaga od dzieci szerokiej wiedzy, a raczej chwili zastanowienia się. Poza tym zbiór zwierząt jest naprawdę imponujący (180), zwłaszcza że w trakcie jednej rozgrywki przerabiamy tylko około 6-10 zwierząt (wygrywa osoba, która zdobędzie 30 punktów). To daje gwarancję, że gra szybko się nie znudzi i zapewnia spokojne tempo przyswajania kolejnych informacji, które dzieci są faktycznie w stanie zapamiętać. Z resztą przy zgadywaniu odpowiedzi na temat zwierząt, których się nie zna można wręcz wspomóc dzieci w tym dedukowaniu.

Zanim dziecko obstawi, zwróćmy mu uwagę na to, jakiego koloru jest zwierzę i na to, że zwykle zwierzęta mają kolory, które pozwalają im się dobrze ukryć w ich otoczeniu. Niech dziecko zastanowi się czy zwierzę ma grube futro i czy łatwo mieszkałoby mu się w takim futrze na pustyni. Czy zwierzę ma pazury, albo kły i czy potrzebne by mu były do skubania trawki na łące, itd. Tak… moim zdaniem ta gra nie polega w dużej mierze na zapamiętywaniu faktów z tych 90 kart, ale na myśleniu i tego właśnie uczy dzieci.

Ocena

No nie może być inna niż 5-tka. Jedyne zastrzeżenie jakie mam do „Fauny Junior” to sposób w jaki potraktowano wagę zwierząt. Przy rozpatrywaniu tej kategorii brana jest pod uwagę maksymalna waga dorosłego osobnika, co moim zdaniem jest mylące. Kiedy wyobrażamy sobie np. kozę, to myślimy o takiej średniej jaką możemy spotkać na wsi, a nie o największym możliwym koźle. Ale to może zmylić w takim samy stopniu dorosłych jak i dzieci, więc tak faktycznie nie ma takiego dużego znaczenia dla całej gry. Tak czy siak w pełni zasłużona piątka dla gry, która zapewnia wiele godzin mądrej zabawy!

Dodam jeszcze, że „Fauna Junior” to uproszczona wersją „Fauny” tego samego autora. Duża „Fauna” jest już trudniejsza i przeznaczona jest dla starszych dzieci. Szkoda, że do wersji „Junior” nie dołączono książeczki z opisami zwierząt, tak jak to zrobiono w przypadku jej starszej siostry.

Zobacz jak oceniamy…
5/5


Pomysł na zabawę

To jeszcze na koniec krótki pomysł na zabawę. Zabraliśmy ze sobą ostatnio kilka kart z „Fauny Junior” do ZOO. Można się przy ich pomocy pobawić w tropicieli. Wybieramy kilka zwierząt, które w ZOO będzie można spotkać. Każdy losuje po 3 karty i podczas wizyty w Ogrodzie Zoologicznym stara się odnaleźć/rozpoznać zwierzęta ze swoich kart :-)

Fauna Junior - ZebraFauna Junior - LeniwiecFauna Junior - Pyton zielonyFauna Junior - Krokodyl nilowyFauna Junior - SłońFauna Junior - Hipopotam karłowatyFauna Junior - Hipopotam

Świat Przyjazny Dziecku to również gry planszowe dla dzieci

Marcin Niebudek,

Często przy wyborze różnych produktów sugerujemy się nagrodami i wyróżnieniami. Kto nie słyszał o filmowych Oscarach? Gry planszowe też mają swoje Oscary, za które uważa się niemiecką nagrodę „Spiel des Jahres”. W Polsce mamy swoją nagrodę – jest nią „Gra Roku„. Organizatorem konkursu jest najstarszy serwis o grach planszowych i karcianych w Polsce – GamesFanatic.pl, a niedawno rozpoczęła się jego najnowsza edycja – zachęcam do zajrzenia na stronę konkursu!

Jednak „Gra Roku” to głównie gry dla starszych graczy (choć na liście zakwalifikowanych tytułów zwykle plącze się kilka pozycji dla dzieci). W Niemczech obok „Spiell des Jahres” przyznawany jest także (i to od 1989 roku) najlepszej dziecięcej gry roku, czyli „Kinderspiel des Jahres”. Czy mamy w Polsce odpowiednik, którym chociaż częściowo moglibyśmy się sugerować przy wyborze gry dla dzieci?

KOPD - Komitet Ochrony Praw DzieckaŚwiat Przyjazny Dziecku

Z pomocą przychodzi konkurs „Świat Przyjazny Dziecku„, który od 2002 roku organizowany jest przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. W plebiscycie biorą udział różne produkty dziecięce, ale w kategorii „Zabawki” pojawiają się także gry planszowe. Nagrody przyznawane są osobno w przedziałach wiekowych 0-3 lata, 3-7 lat i 7-12 lat.

Zerknijcie na listę nagrodzonych i wyróżnionych gier dziecięcych z trzech ostatnich edycji.


XI Edycja (2013)

Nagroda główna

  • Rancho” – wydawnictwo Granna (w kategorii 7-12 lat)
  • Seria „SmartGames” – wydawnictwo Granna (w kategorii 7-12 lat)
  • Pan tu nie stał” – wydawnictwo Egmont (w kategorii 7-12 lat)

Wyróżnienia

  • Dietek – jak odchudzić przyjaciela” – wydawnictwo Jawa (w kategorii 3-7 lat)
  • Telefon 112 – wszyscy na pomoc” – wydawnictwo Jawa (w kategorii 3-7 lat)
  • Nos w nos” – wydawnictwo Granna (w kategorii 3-7 lat)


X Edycja (2012)

Nagrody główne

  • Fauna Junior” – wydawnictwo Egmont (w kategorii 7-12 lat)

Wyróżnienia

  • Memino” – wydawnictwo Granna (w kategorii 0-3 lata)
  • Puzlino” – wydawnictwo Granna (w kategorii 0-3 lata)
  • Szalony wyścig polnych myszek” – wydawnictwo HOBBITY.eu (w kategorii 3-7 lat)
  • Seria „Koala Mądrala Bawi i Uczy: Lody, Farma, Basen, Pizza, Urodziny” – wydawnictwo TREFL (w kategorii 3-7 lat)
  • Seria „Gry edukacyjne: Matematyczne safari, Sylaby, Angielski od kuchni” – wydawnictwo TREFL (w kategorii 3-7 lat)
  • Duchy” – wydawnictwo Granna (w kategorii 7-12 lat)
  • Super Kibic” – wydawnictwo Jawa (w kategorii 7-12 lat)


IX Edycja (2011)

Nagrody główne

  • Pewnego razu” – wydawnictwo HOBBITY.eu (w kategorii 3-7 lat)

Wyróżnienia

  • „Bim Bom” – wydawnictwo Granna (w kategorii 3-7 lat)
  • „Miasteczko” – wydawnictwo Jawa (w kategorii 3-7 lat)
  • „Bumerang” wydawnictwo Egmont (w kategorii 7-12 lat)



Co prawda bardziej podoba mi się formuła „Gry Roku”, gdzie pod uwagę brane są wszystkie gry, które wyszły w danym roku zamiast tylko tych produktów, które zostały zgłoszone w plebiscycie po uiszczeniu odpowiednich (i z tego co się zorientowałem niemałych) opłat, ale nie zmienia to faktu, że wyróżnienie w konkursie „Świat Przyjazny Dziecku” pozostaje jedną z bardziej wiarygodnych rekomendacji. Oczywiście ostatecznie zawsze warto polegać na bardziej szczegółowych recenzjach, a najlepiej na wrażeniach z gry na konwencie, albo innym spotkaniu planszówkowym.

Cały czas mam nadzieję, że doczekamy się kiedyś tytułu „Najlepsza dziecięca gra roku”. Tymczasem zapamiętajcie sobie znak konkursu organizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Myślę, że można mu zaufać (sam zgadzam się z większością rekomendacji jakie widać powyżej). Już niedługo opiszemy kilka wyróżnionych w konkursie gier.

Monkey Business – uważaj na interesy z małpami

Marcin Niebudek,

Kiedyś przez przypadek trafiłem na tę grę. Moją uwagę przykuło nazwisko autora – Reiner Knizia. Już kiedyś wspominałem, że będziecie mieli okazję wielokrotnie trafić na jego nazwisko przy okazji gier planszowych dla dzieci. „Monkey Business” wydane przez Piatnik co prawda planszy nie posiada, ale za to, ta szybka i prosta gra, gwarantuje dużo zabawy!

Monkey Business - zawartość pudełka

W niedużym pudełku znajdziecie worek pełen żetonów z wizerunkami zwierząt. Chodzi o to, że niesforne małpy wypuściły je wszystkie z ZOO i przy okazji same nawiały. Waszym zadaniem jest je teraz wszystkie wyłapać. W pudełku znajdują się też żetony, które podpowiadają ile zwierząt każdego gatunku faktycznie znajduje się w worku na początku rozgrywki. Najwięcej, bo dziesięć, jest małp, najmniej – słoni.

Dlaczego ta informacja jest istotna? Bo tej grze będziemy dzieci zapoznawać z prawdopodobieństwem i ryzykiem. Brzmi groźnie, ale to wiemy tylko my – rodzice. Tymczasem nasze dzieci wyruszają po prostu na misję ratunkową :-). W swojej kolejce, każdy może wylosować z worka żeton. Następnie może zdecydować czy to co wylosował już mu wystarczy, czy losuje kolejne zwierzę. Potem kolejne i tak dopóki gracz stwierdzi, że już dosyć, albo… Dopóki wylosuje drugi raz takie samo zwierzę. W tym drugim wypadku oddajemy wszystkie wylosowane w tej turze zwierzęta z powrotem do wora.

Jeśli sami się powstrzymamy przed kolejnym losowaniem i każde z naszych zwierząt jest inne, to odkładamy zdobyte w swojej kolejce żetony na swój stos. Kiedy już dzieci oswoją się z samym losowaniem, będzie można z nimi zagrać w wariant, gdzie ma się możliwość podkradania innym graczom zwierząt z wierzchu ich stosu. Wtedy zacznie mieć znaczenie w jakiej kolejności układamy żetony i co zostawiamy na górze.

To właśnie tutaj i w samym losowaniu ujawnia się ryzyko i prawdopodobieństwo, no bo jeśli wylosowaliśmy jedną małpę, potem pingwina (których jest w worku dziewięć), to mamy dużo większą szansę trafienia kolejnej sztuki, niż gdy naszym łupem padnie słoń, czy lew, których jest odpowiednio trzy i cztery. Wygra ten, kto wyłapie największą liczbę uciekinierów.

Ta gra kojarzy mi się nieodparcie z bajką Stanisława Jachowicza „Dziecię i dzbanuszek„, a konkretnie z radą z niego płynącą:

Nie bądź, kochanku, chciwym, weź tylko połowę,
Wyjmiesz rączkę, orzeszki wybierzesz potrosze,
A pomnij w dalszym wieku tak czerpać rozkosze.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat pięciu. Pobawić się oczywiście można z młodszymi, aczkolwiek ciężej będzie im zrozumieć różnicę w ryzykowności dalszych losowań w zależności od tego, co już leży na stole. Niemniej, zupełnie losowa rozgrywka z oddawaniem zwierząt do worka jeśli trafi się drugie takie samo będzie dobrą zabawą nawet dla maluchów. Starsze dzieci będą już mogły podejmować ryzyko bardziej świadomie. Tak czy siak ostateczną rolę odgrywa w tej grze, w dużej mierze, szczęście – można mu jedynie trochę pomóc :-)

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Przede wszystkim gra uczy tego co to jest ryzyko, szanse w losowaniu, czy poprzestać na tym co się ma, czy pokusić się o jeszcze jeden żeton i stracić wszystko co się wylosowało? Gra wymaga za to pogodzenia się z porażkami i oddawaniem zwierząt do worka. Zdarzyło się nam raz, że nasz Tomek grając podczas Planszarni z trójką innych dzieci, miał takiego pecha, że skończył grę nie mając ani jednego żetonu. Trzeba być przygotowanym na taką ewentualność :-) Pierwszy zwrot do wora – ok, zawsze może się zdarzyć. Drugi – no dobra, czasem mamy pecha. Trzeci pod rząd – oczy robią się wilgotne. Koniec gry z niczym skończył się już płaczem pod stołem ;-)

Ocena

Nie może być inna niż pięć, bo strasznie lubimy wracać do tej gry. Jest krótka, łatwa i emocjonującą. Po prostu 10-15 minut dobrej zabawy, na którą zawsze znajdzie się czas. Jeśli chcemy sobie zagrać w coś szybkiego, to najczęściej na stole ląduje właśnie „Monkey Business”. Do tego gra nie jest droga, a plastikowe żetony są solidne i nie widać po nich wciąż jakiegoś większego zużycia. Polecamy!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Małe ZOO – mało znane, a bardzo dobre

Marcin Niebudek,

Mało który maluch nie lubi zwierząt, zwłaszcza tych egzotycznych. Temat ZOO jest więc bardzo atrakcyjny i dzisiaj chciałbym napisać o grze, na którą trafiłem gdy Tomek miał nieco ponad 3 lata. Znalazłem ją na półce jednej z księgarni, a że była niedroga i zawartość pudełka wydała mi się ciekawa to wziąłem w ciemno. Później zamówiliśmy jeszcze dwie, żeby obdarować rodzinę i znajomych :-)

Mowa o „Małym ZOO” wydanym przez Axel. W pudełku znajdziecie solidne i kolorowe plansze ogrodów zoologicznych, które będziecie się starali zapełnić najatrakcyjniejszymi gatunkami zwierząt. Będziecie starali się zdobyć okazy małe, duże i średnie (reprezentowane przez równie solidne żetony). Oczywiście nie wszystkie do ZOO się zmieszczą, bo dla każdego potrzebny jest odpowiedniej wielkości wybieg.

Małe ZOO - zawartość pudełka

Dodatkowo podczas gry będzie można zdobyć dwa gatunki unikatowe (pandę i kameleona – czerwone żetony), ale to będzie możliwe tylko przez wykonanie specjalnych zadań podanych na kartach. Takie zadanie będzie określało jakie inne dwa zwierzęta będziecie musieli mieć w swoim ZOO zanim będziecie mogli wziąć jeden z gatunków unikatowych.

Wasze ZOO co jakiś czas odwiedzą goście. Będziecie wtedy sprzedawać bilety. Biletów zdobędziecie tym więcej, im atrakcyjniejsze zwierzęta macie w swoim ZOO. To z kolei określają gwiazdki na każdym z żetonów. Grę wygra ten, kto pierwszy sprzeda co najmniej 15 biletów, albo zapełni wszystkie wybiegi i będzie posiadał zarówno pandę jak i kameleona.

Małe ZOO - w trakcie gry

W tej grze nie ma kostek, choć większość zdarzeń jest bardzo losowa. Do określenia co akurat będziemy mogli zrobić (zdobyć zwierzę, kartę z zadaniem, przyjąć gości, a może wymieć się z innym graczem zwierzętami) używamy specjalnego kołowrotka. To bardzo dobre rozwiązanie, bo jest dla dzieci atrakcyjne, łatwe w obsłudze i czytelne.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 5-ciu, ale jak napisałem na wstępie, my zaczęliśmy w nią grać z synem gdy miał nieco ponad 3 lata. Jedyne co zmieniliśmy to, że karty z zadaniami były jawne (abyśmy mogli mu podpowiedzieć co może zrobić), a wymiany dobrowolne zamiast przymusowych (aby wyeliminować negatywne działania wymian). W grze występują dobrze znane zwierzęta, wszystko jest bardzo dobrze oznaczone, także młodsze dzieci nie będą miały problemu ze zrozumieniem co się dzieje.

Za to przy grze ze starszymi dziećmi karty mogą być tajne, wymiany przymusowe (czyli zgodnie z oryginalnymi zasadami), a dodatkowo instrukcja podpowiada jeszcze dwa warianty urozmaicające rozgrywkę i nieco ją komplikujące (ale nie za mocno). Niemniej kategoria wiekowa tej gry kończy się moim zdaniem gdzieś na 6-, 7-latkach. Później będzie można przesiąść się na bardziej zaawansowane tytuły, a przy tym pozostać przy temacie budowy ZOO :-)

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest bardzo losowa, co zwiększa znacząco szansę dzieci w grze z rodzicami (uznaję to za zaletę). Tak faktycznie to jedyne decyzje jakie czekają dzieciaki w tej grze, to gdzie umieścić w ZOO kolejne zwierzę (zwłaszcza średnie) albo na co zwierzę wymienić, żeby zrealizować zadanie. Gra jest bardzo prosta, rozgrywka trwa około 15 minut więc jest to doskonała pozycja na zapoznawanie dzieci z planszówkami. Aspekt edukacyjny jest tutaj niezbyt duży, niemniej dzieciaki będą mogły poznać te kilkanaście zwierząt, które w grze występują. Ale nie jest to gra edukacyjna, tylko rozrywkowa.

Ocena

To jest jedna z gier, które z powodzeniem stosowaliśmy do zapoznawania młodszych dzieci (właśnie 3- i 4-latków) z grami planszowymi innymi niż Memory, loteryjki i tym podobne. Zabawa jest przy tej grze zaskakująco dobra. Rozgrywka szybka i prosta. Do tego gra jest bardzo dobrze wykonana (no może poza nieco cienkimi kartami zadań, które łatwo pogiąć gdy gra się z młodszymi dziećmi). Jedyną wadą jest to, że po jakimś czasie okaże się zbyt prosta, ale taki już los tego typu gier. Jeśli Wasze dziecko ma mniej niż 5 lat i lubi zwierzęta, to szczerze polecamy!

Zobacz jak oceniamy…
4+/5

Dzieci z Carcassonne i nasze miłe zaskoczenie!

Marcin Niebudek,

Pisałem już o tym jak oswajaliśmy reguły dużego Carcassonne, aby móc grać z naszym synem. Od dawna wiedzieliśmy o istnieniu wersji „Dzieci z Carcassonne” wydanej w Polsce przez Bard, ale nie wiem czemu wyrobiliśmy sobie przekonanie, że skoro już gramy w Carcassonne, to wersja dziecięca będzie tylko niepotrzebnym uproszczeniem. Przy okazji Planszarni z grami kafelkowymi postanowiliśmy jednak sprawdzić czy mieliśmy rację i gra okazała się jakże miłym zaskoczeniem!

Dzieci z Carcassonne - zawartość pudełka

W pudełku znajdziecie 36 solidnych i dużych kafelków oraz 32 pionki dzieci w 4 kolorach. Kafelki zostały zaprojektowane tak, żeby były dużo czytelniejsze dla dzieci niż te z oryginalnego Carcassonne. Są też bardziej kolorowe. Pionki są większe i poręczniejsze.

Dzieci z Carcassonne i duże Carcassonne

Skąd nasze miłe zaskoczenie? Bo to nie jest, mimo wszystko, uproszczona wersja Carcassonne, tylko prosta dziecięca gra na motywach Carcassonne. Obie są kafelkowe, ale cele w obu grach są inne – wręcz odwrotne.

Tytułowe dzieci z Carcassonne rozbiegły się w dniu dorocznego święta, aby złapać zwierzęta, które wypuszczono na czas obchodów z zagród. Teraz maluchy biegają po drogach i próbują dogonić zwierzaki. W grze kolejno losujemy kafelek i dokładamy go do już leżących na stole – gdzieś zawsze będzie pasował. Kafelki będą tworzyły układ dróg prowadzących z jednego gospodarstwa do drugiego, czasem do jakiegoś stawu czy na łąkę. Na drogach zaznaczone są wizerunki dzieci (w czterech kolorach). Jeśli droga zostanie zakończona z obu stron, wtedy wszyscy gracze, których obrazki znajdują się przy takiej drodze, mogą postawić tam swoje pionki. Wygra ten, który najszybciej pozbędzie się wszystkich pionków, czyli jako pierwszy ustawi wszystkie na zakończonych drogach.

Tak więc prostota tej gry polega na tym, że chodzi tylko o drogi, ale odwrotnie niż w Carcassonne, wcale nie zdobędzie się więcej punktów gdy droga będzie dłuższa. Wręcz przeciwnie, wygra raczej ten, kto będzie szybko znajdywał okazje do zamknięcia jakiejś drogi i postawienia na niej kolejnych pionów. W Carcassonne możemy piony zdejmować z planszy po zakończeniu budowy i zdobywać nimi kolejne punkty, a tutaj raz postawione piony zostają na planszy i chodzi właśnie o to, żeby pozbyć się ich jak najszybciej – najlepiej jeszcze zanim użyjemy wszystkich kafelków. Nie ma w „Dziecia z Carcassonne” w ogóle liczenia punktów.

Dzieci z Carcassonne - podczas gry

Niech was jednak nie zwiedzie pozorna prostota tej gry. Już podczas pierwszych rozgrywek zauważycie, że nie tylko chodzi o to, aby kończyć swoje drogi. Z resztą w tej grze nie ma pojęcia swojej drogi – przy każdej z nich mogą się pojawić dzieci dowolnego koloru i wszyscy postawią swoje pionki, jeśli droga zostanie zakończona. Na stole szybko robi się ciasno i każde dołożenie kafelka spowoduje, że coś ułatwimy lub utrudnimy przeciwnikom, a to już wyższy poziom wtajemniczenia dla waszych dzieci.

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od 4 roku życia i spokojnie takie dadzą sobie radę z „Dziećmi z Carcassonne”. Gra jest kolorowa i doskonale wykonana, przez co cieszy oko każdego malucha. Jednocześnie, mimo swojej prostoty, sprawia także przyjemność dorosłym. To jest taka gra, w którą da się zagrać z małym przedszkolakiem, ale i z uczniem podstawówki. Być może rozgrywka będzie nieco inna, ale obie będą dobrą zabawą.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Po pierwsze układamy kafelki, czyli takie specyficzne puzzle. Dzieci ćwiczą więc spostrzegawczość i umiejętność dopasowywania odpowiednich elementów. Po drugie w grze jest jasno określony cel, do którego trzeba dążyć. Starsze dzieci będą mogły poćwiczyć nieco strategicznego myślenia, bo w tej grze trzeba myśleć nie tylko o tym, jak osiągnąć własny cel, ale też, jak nie ułatwić tego przeciwnikom.

Ocena

Gra jest świetnie wykonana, instrukcja zajmuje zaledwie dwie strony i to raczej luźnego tekstu. Czyta się ją 5 minut i można zaczynać rozgrywkę. „Dzieci z Carcassonne” są w naszym przekonaniu bardzo ciekawą i zupełnie odrębną propozycją z serii, dlatego polecamy ją nawet tym, którzy grają już w pełne Carcassonne. Jak do tej pory nie potrafiliśmy poprzestać na jednej partii (która trwa ok. 15 minut). Zawsze chcieliśmy zagrać jeszcze raz. Na pewno gra będzie wracać na nasz stół jeszcze długo i to na zmianę z dużym Carcassonne. Także ocena wydaje się być jasna.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji i grania podczas Planszarni!
Bard - Centrum Gier

Tik, Tak, Buum! Junior, czyli bombowa zabawa dla całej rodziny

Marcin Niebudek,

Uwaga, w pudełku z tą grą znajduje się bomba! Tyka sobie, tyka i nagle wybucha wam w rękach ku uciesze współgrających. Nie, nie martwcie, się, nie wybucha tak naprawdę, tylko wydaje odpowiedni dźwięk. Niemniej po wręczeniu komuś tykającej bomby do ręki zostałem już kilka razy zapytany – „ale jak ona tak konkretnie wybucha?” :-) Ale od początku…

„Tik, Tak, Buum! Junior” to gra wydana przez Piatnik. W pudełku znajdziecie plastikową bombę z włącznikiem i zestaw 55 kart z kategoriami taki jak „w lesie”, „w ogrodzie”, ale i „w torebce mamy”, „w gazecie”, czy „przy niemowlaku”. Każda z kart ma kolorową ilustrację oddającą temat kategorii (co jest pomocne w rozgrywce z młodszymi dziećmi.

Tik, Tak, Buum! Junior

Gra jest bardzo prosta. Losujemy kategorię, włączamy bombę i osoba, która ją trzyma podaje hasło związane z kategorią na karcie, po czym przekazuje bombę następnemu graczowi. Ten stara się wymyślić kolejne słowo (nie powinny się powtarzać) pasujące do tematu rundy i jak najszybciej przekazać bombę dalej. W pewnym momencie (od 10 do 60 sekund od włączenia) bomba wybucha i runda się kończy. Osoba, która nie zdążyła podać kolejnego słowa i została z bombą w rękach, przegrywa rundę i otrzymuje kartę kategorii. Grę wyga ten, kto uzbiera najmniej kart.

Słowo „Junior” sugeruje zwykle, że jest też wersja dla starszych. Tak jest i w tym przypadku. Zwróćcie więc na to uwagę przy zakupie – junior ma żółte pudełko, starsza siostra czarne.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 lat i raczej będzie trudno zagrać w nią z młodszymi graczami. Same kategorie na kartach nie sprawiłyby pewnie kłopotu młodszym przedszkolakom, a sam byłem zaskoczony jakością haseł podawanych przez 5-latki, ale problem dla młodszych graczy stanowi presja czasu i tykanie bomby. To ostatnie nawet u niektórych starszych dzieci spowoduje początkowo blokadę i kłopot z wyduszeniem jakiegokolwiek słowa. Na szczęście tylko na początku. W miarę rozgrywki dzieciaki się rozkręcają.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

To jest gra, która ćwiczy przede wszystkim sam zasób słów u dzieci, bo nawet jeśli same początkowo podadzą ich niewiele, to od rodziców i innych graczy usłyszą te, o których wcześniej nie myślały. Tak rodzice – nie lenić się i nie iść na łatwiznę. Dzieciaki często posiłkują się ilustracją z karty kategorii, ale Wy dorośli wymyślajcie słowa sami!

Tykanie bomby i ostateczny jej wybuch jest dość stresujący, dlatego musicie wziąć pod uwagę temperament waszego dziecka. Niektóre młodsze dzieci zamierają w obawie przed rychłym wybuchem. Na szczęście osoba, której bomba wybuchła w rękach rozpoczyna kolejną rundę mając nieco większe szanse na zastanowienie się.

Nam osobiście element tej presji czasowej bardzo się podoba i po kilkunastu rozgrywkach widzieliśmy, że syn radził sobie co raz lepiej. Umiejętność podania odpowiedzi w sytuacji stresowej jest czymś, co prędzej czy później będą musiały posiąść wszystkie dzieci. Przyjdą sprawdziany, testy i odpytywanie na lekcji, a wtedy uwalnianie z głowy wiedzy, którą się przecież posiada, będzie jak znalazł.

Ocena

„Tik, Tak, Buum! Junior” to jedna z naszych ulubionych gier imprezowych (bo do takiej kategorii się zalicza) i to z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze jest szybka, a jej zasady wyjaśnia się w 2-3 zdaniach. Po drugie jest emocjonująca. Po trzecie doskonale nadaje się do gry nawet w dużej grupie (grałem z około piętnastoma przedszkolakami i nadal działała świetnie).

Jest tylko taki mały efekt, który może się czasem pojawić. W grze chodzi o to, żeby tych kart mieć jak najmniej i przekazywać szybko bombę dalej. Zdarzały się jednak dzieci, które wolały specjalnie udawać, że nie potrafią podać hasła po to, żeby zdobyć kolejną kartę i chciały, aby to im w rękach bomba wybuchła. Niemniej nie zmienia to naszego pozytywnego odbioru całej zabawy. Być może rozwiązaniem byłoby zastosowanie znaczników mniej atrakcyjnych niż same karty, które wręczałoby się spóźnialskiemu. Niemniej, to tylko szczegół.

Sama gra rozrusza rodzinę i podniesie domownikom ciśnienie :-) Bardzo ją lubimy i polecamy.

Zobacz jak oceniamy…
5/5

IQ Rodzinki, czyli jak rosną zwierzęta

Marcin Niebudek,

Co wiecie o borsuku, żabie, dziku? No dobra, coś tam pewnie wiecie :-) A o chrabąszczu, szczupaku, rusałce pokrzywniku, perkozie dwuczubym czy ziębie? Jak was kiedyś pięciolatek zagnie wiedzą o tym, jak odróżnić młodego dzika od starego, albo że ten motylek to lubi pokrzywy, to będziecie wiedzieli, że grał w „IQ Rodzinki” od wydawnictwa Granna :-)

IQ Rodzinki - zawartość pudełka

Ale od początku. Rodzinki, to jedna z gier edukacyjnych wchodzących w skład nowej serii Granny „IQ Granna„, którą to poleca szanowny Profesor Granna :-) W pudełku z grą znajdziecie 8 żetonów zwierząt (tych wspomnianych we wstępie), 48 kartoników przedstawiających kolejne etapy rozwoju tychże (po 6 na zwierzaka), obrazek przedstawiający wszystkie te zwierzaki w ich naturalnym środowisku oraz instrukcję (która zasłużyła sobie na osobny akapit :-)).

Same zasad gry są bardzo proste. W Rodzinkach każdy z graczy otrzymuje jeden lub dwa (w zależności od liczby grających) kafelki ze zwierzętami i w trakcie gry stara się skompletować żetony całego cyklu życia zwierzaka. Cykle te pokazują jak dany gatunek przychodzi na świat, jak się rozwija i dorośleje. Każdy w sześciu krokach, ale nie martwcie się – do gry nie trzeba posiadać żadnej wiedzy na temat tych zwierząt. Chodzi właśnie o to, żeby dzieci (i rodzice też, oj też) czegoś się dowiedzieli. W układaniu cykli pomogą numerki na żetonach.

IQ Rodzinki - w trakcie gry

Gra opiera się natomiast na mechanizmie znanym z Memory. Podczas rozgrywki wszystkie żetony leża na stole zakryte, a my losujemy kolejno po dwa. Jeśli pasują do naszych zwierzaków to dokładamy je do żetonu centralnego. Jeśli wylosowaliśmy żetony z zestawów innych graczy, to odkładamy je na miejsce (nadal zakryte), a przeciwnicy muszą sobie zapamiętać gdzie były. Jeśli trafimy dwa żetony w tym samym kolorze, to w ramach premii możemy wylosować kolejne dwa. W ten sposób niektórzy ułożą swoje cykle szybciej, a inni wolniej. Za pierwsze trzy przyznaje się odpowiednio 5, 3 i 1 punkt.

Reguły gry zajmują 2 strony instrukcji, a tymczasem ma ona 12 stron. Co więc jeszcze w niej znajdziemy? To jest właśnie jedna z największych zalet gry „IQ Rodzinki” – komentarz zoologa do każdego z cykli. Po zakończeniu rozgrywki, przechodzimy więc do czytania opisów z książeczki. To tutaj ujawnia się prawdziwy walor edukacyjny tej gry. Do tego można też przyjrzeć się dołączonej planszy i wykorzystać ją do rozmowy o zwierzętach. Dzieciaki zaciekawią się także obrazkami z samych kafelków.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest dla dzieci w wieku 5-10 lat. Wydaje mi się, że atrakcyjna będzie raczej dla tych młodszych. Dla 10 latka jest za prosta a i informacje o zwierzętach w niej zawarte potraktuje raczej jak ciekawostki. Natomiast 5-, 6-latki, o ile ciekawią je zwierzęta (ale jakiego przedszkolaka nie ciekawią?) będą zainteresowane i to nie tylko samą grą, ale właśnie opisami z instrukcji.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

Gra jest nieco zmodyfikowaną wersją Memory, więc jako taka nie wymaga niczego poza zapamiętywaniem gdzie widziało się kafelki, które są potrzebne graczowi do ułożenia jego układanki. Za to nauczy dzieciaki całkiem ciekawych informacji. Pokaże im jak żyją różne zwierzęta. Nauczy je w bardzo przystępny sposób jak z małego stają się dorosłym okazem, jak się przeobrażają, gdzie mieszkają i co jedzą.

Ocena

Gra jest bardzo ładnie wydana. Żeton są solidne, a opis zoologiczny zwierząt jest świetny i napisany bardzo zrozumiałym językiem. Jako gra planszowa być może nie jest to pozycja zbyt odkrywcza, ale sposób w jaki podaje informacje przyrodnicze dzieciom już na uwagę zasługuje.

Mam tylko dwa zastrzeżenia :-) Pierwsze to ilość zwierzątek – tylko 8, przez co po jakimś czasie gra się znudzi. Byłoby super, gdybyśmy doczekali się „IQ Rodzinki 2″ (jak w przypadku „Nowych Zagadek Smoka Obiboka„) z kolejnymi zestawami zwierząt.

Druga wada jest już taka mini i raczej techniczna. Przydałyby się jakieś znaczniki punktów, albo chociaż 3 kartoniki, żeby oznaczyć który cykl był ukończony jako pierwszy a który jako drugi i trzeci, tak żeby na koniec gry, przy podliczaniu punktów, nie było wątpliwości.

Także głównie ze względu na to, że gra się po jakimś czasie wyczerpie (czyli ze względu na tzw. regrywalność) dajemy jej mocną czwórkę. W tematyce przyrodniczej mamy jednak inną silną piątkę nie do zdeklasowania (jak na razie), ale o tym za jakiś czas. Warto Rodzinki kupić, zwłaszcza, że cena ok. 30 PLN jest raczej przystępna.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Super Farmer rancho miał – ija, ija, ooo!

Marcin Niebudek,

Właśnie do sklepów trafia nowa edycja znanej gry rodzinnej „Super Farmer” wydawnictwa Granna. Gra ma długie tradycje i doczekała się teraz już czwartej wersji (dodruków nawet nie liczę).

Super Farmer 2013 - zawartość pudełka

Najnowszy „Super Farmer” zyskał nieco mniejsze pudełko (podobnie jak opisywana u nas ostatnio nowa edycja „Hej, to moja ryba!” i odświeżone grafiki autorstwa Piotra Sochy, czyli osoby, która zilustrowała też inną nowość w rodzinie Farmera – „Rancho” (ale o tym za chwilę). W pudełku zajdziemy więc żetony królików, owiec, świnek, krów i koni, a także małych i dużych psów. Oprócz tego w zestawie są też dwie specjalne kostki z wizerunkami zwierząt, lisa i wilka. Samo pudełko na każdym boku ma nadrukowaną tablę wymian, więc w trakcie gry najlepiej umieścić je na środku tak, aby każdy widział jeden z boków.

Jeśli nie mieliście do tej pory okazji grać w „Super Farmera”, to teraz kilka słów o zasadach tej gry. Każdy z was jest farmerem, który będzie próbował wyhodować w swoim gospodarstwie co najmniej po jednym z zwierzątku z każdego rodzaju. Robi się to przy pomocy rzutów kostką. Kiedy na kostce wypadnie parka zwierząt, to gracz zdobywa jedną sztukę (odpowiedni żeton) do swojej farmy. Później gdy na farmie znajdują się już jakieś zwierzęta, wystarczy, że na kostce wypadnie choć jedno z nich. Liczy się wówczas wszystkie pary (na żetonach i kostkach) i za każdą otrzymuje się kolejne zwierzę.

Super Farmer 2013 - nowe grafiki żetonów

Niektórych zwierząt nie da się zdobyć z kostek (krowa, koń), bo występują tylko na jednej z nich. Do tego służą w grze wymiany. Zgodnie z tabelą można raz w swojej kolejce (przed rzutem kostką) zamienić, np. sześć królików na jedną owcę, dwie owce na jedną świnkę, itp. Dodatkowo w trakcie gry na graczy czekają niebezpieczeństwa w postaci lisa i wilka, które czyhają na życie członków stada. Można się przed nimi zabezpieczyć hodując na farmie psy.

Tak więc rzucamy kostkami, zdobywamy zwierzęta, wymieniamy je na inne, pilnujemy stadka przed wilkiem i lisem, aż w naszym gospodarstwie pojawi się jeden koń, krowa, owca, świnia i królik (choć króliki, jak to króliki, mnożą się w tej grze na potęgę ;-))

Kategoria wiekowa

Gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 7. Tak faktycznie da się grać z przedszkolakami. Jedyną trudność w opanowaniu zasad gry stanowi zrozumienie wymieniania zwierzątek. Samo zdobywanie zwierząt z parek jest dla dzieci proste, ale jeśli chodzi o wymiany, to o ile jeszcze dzieciaki rozumieją, że mogą wymienić np. dwie owce na świnkę, to chwilę dłużej potrwa zanim załapią sensowność wymiany w drugą stronę – czyli świnki na dwie owce.

Problem dla młodszych graczy będzie stanowiło też działanie lisa i wilka, które to zjadają odpowiednio wszystkie króliki (oprócz jednego) lub wszystkie zwierzęta oprócz królików i konia. Jeśli dziecko nie jest przygotowane na taką ewentualność posiadaniem psa, to może być to strata bardzo dotkliwa. Dodatkowo, pechowcom zdarzy się to czasem kilka razy, co może się skończyć płaczem i skutecznym zniechęceniem od dalszej rozgrywki.

Dlatego z młodszymi dziećmi stosujemy czasem zasadę, że lis zjada jednego królika, wilk jedno dowolne zwierzę, a pieski nie są zjadane podczas obrony gospodarstwa, tylko wychodzą ze starcia z drapieżcami bez szwanku.

Czego gra wymaga od dzieci? / Czego ich nauczy?

„Super Farmer” to gra bardzo losowa. Można, co prawda, pomagać szczęściu odpowiednimi wymianami i w sumie to jest ta umiejętność, którą dzieciaki będą ćwiczyły. Nauczą się z gry też, że można się na zły rzut (lis, wilk) przygotować zawczasu, albo podjąć ryzyko i ponieść później konsekwencje (utrata zwierząt).

Ocena

To jest w miarę posta gra, przez co można w nią grać już z przedszkolakami. Temat na pewno dzieci zachęci. Młodsze dzieci mimochodem będą w pierwszej kolejności starały się zdobyć pieska :-). Ot, taki już urok psów :-) Starsze skuteczniej zastosują wymiany do szybszego powiększania stada. Zanim jednak ocenię nowego „Super Farmera”, jeszcze kilka słów o innych wydaniach (wszystkie od Granny).

Na półkach sklepowych znajdziecie „Super Framera Mini” w małym pudełeczku (jak te od serii „Klub Przedszkolaka” tego samego wydawnictwa). Znajdziecie też podobną wersję w większym pudełku rozmiaru np. „Zagadek Smoka Obiboka”. Będzie opisywana tutaj najnowsza edycja w średnim, kwadratowym pudle, a także „Super Farmer Deluxe” – największa i najbogatsza z dostępnych wersji.

No właśnie. Ta mnogość wersji dostępnych w sklepach sprawia mi pewien problem w ocenie, nie tyle samej gry, co nowej edycji.

Super Farmer Mini

W „Super Farmerze Mini” znajdziecie proste, aczkolwiek bardzo czytelne żetony zwierzątek, kostki tej samej jakości co w najnowszej edycji, tylko mniejsze (ale wszystkie obrazki na nich są i żadnych uproszczeń tutaj nie ma) oraz tabelkę wymian z podstawką. Cena wersji mini to około 15-20 PLN.

Super Farmer Deluxe

Wersja Deluxe ma piękne duże żetony, duże kostki (ale oprócz rozmiaru wszystko na nich jest tak samo narysowane). Cechą wersji Deluxe jest to, że zawiera ona bardzo ładne, plastikowe figurki psów (zamiast żetonów), a także plansze gracza, na których można sobie układać zwierzęta podczas gry. Plansze to jednak element czysto umowny, nie mający żadnego (poza estetycznym) wpływu na grę. Za tą wersję trzeba zapłacić ok 100 PLN.

Najnowsza, opisywana tutaj, wersja różni się od wersji „mini” opracowaniem graficznym żetonów (są ładniejsze i nowocześniejsze). Kostki są duże, jak w wersji Deluxe, a plansz gracza, podobnie jak w najmniejszej wersji, brak. Cena tej edycji to około 50 PLN.

Lubimy Super Farmera, ale nie jest to nasza ulubiona gra. Przeszkadza nam w niej niekontrolowany czas rozgrywki. Czasem gra potrafi nieco znużyć, gdy przez dłuższy czas nie możemy wyrzucić nic sensownego. Jest ona za to dobrą pozycją do wprowadzania nowych dzieci w świat planszówek.

No ale te wersje… Jeśli miałbym kupić grę sobie po to, żeby po prostu w nią pograć z dzieckiem, to rozważyłbym, mimo wszystko, wersję „mini”. Zawiera ona bowiem wszystko, co jest potrzebne do gry i pamiętam, że po jej zakupie byłem naprawdę mile zaskoczony zawartością małego pudełeczka z tą edycją. Spodziewałem się elementów gorszej jakości.

Natomiast najnowsza edycja doskonale nadaje się na prezent. Jest, jakby to ująć – „bardziej wyjściowa” :-) Ładne elementy w ładnym pudełku, którego rozmiar jest w sam raz. Stawiamy pudełko na środku i gramy. Jej cena jest, w porównaniu z wersją „Deluxe”, bardzo rozsądna.

Super Farmer i Rancho razem

Podejrzewam, że najnowsza wersja będzie niedługo jedyną dostępną w sklepach. Tak więc dla siebie warto kupić wersję mini (póki jest), a zaoszczędzone pieniądze zainwestować w… „Rancho”, które naszym zdaniem jest wersją ciekawszą i lepszą od samego „Super Farmera”, któremu dajemy, ciut naciąganą, czwórkę, a „Ranczo” opiszemy wam już niedługo.

Z drugiej strony nowy „Super Farmer” tak ładnie wygląda w zestawie z „Rancho” :-) Ech… Odzywa się we mnie chyba dusza kolekcjonera.

Zobacz jak oceniamy…
4/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie najnowszej wersji Super Farmera do recenzji!
Granna

Hej, to moja ryba!

Marcin Niebudek,

Może by tak świeżą rybkę na obiad? Tylko czy łatwo złapać jest upragnioną zdobycz, kiedy wokół kręci się stado przeciwników? Dzisiaj „Hej, to moja ryba!” od wydawnictwa Granna. Poznaliśmy tą grę na jesiennej Gratislavii. Tam mieliśmy okazję zagrać w starą edycję, która bardzo się mi i Tomkowi spodobała. Niestety zniknęła ona jakiś czas temu z półek sklepowych.

Hej, to moja ryba! - zawartość pudełka

Na szczęście Granna postanowiła wydać koleją edycję! I oto ona, w nowej szacie graficznej i… Nowym, mniejszym pudełku. A co w nim? W środku znajdziemy kafelki z krami lodowymi, na których leży 100 smakowitych rybek. Na niektórych jest jedna ryba, na innych dwie, a na tych najbardziej atrakcyjnych aż trzy sztuki naszego przyszłego obiadu. Kafelki są nieco mniejsze niż w poprzedniej edycji, ale to w zupełności nie przeszkadza. Za to są dużo czytelniejsze.

Drużyna pingwina

Do szczęścia brakuje nam tylko drużyny wygłodniałych pingwinów, a tych jest w pudełku cztery – każda liczy cztery zwierzaki. Figurki pingwinów są kolorowe, co dobrze pozwala je odróżnić w trakcie gry, a do tego każdy pingwin w drużynie wygląda inaczej.

No dobrze – jak więc będziemy zdobywać nasz obiadek? Na początek rozkładamy w sposób losowy planszę. Następnie kolejno ustawiamy po jednym pingwinie na wybranych kaflach z jedną rybą. Potem kolejne pingwiny i tak, aż rozstawimy wszystkie. W zależności od liczby graczy dysponujemy inną liczbą pingwinów, żeby na planszy nie było ani za ciasno, ani za luźno.

Hej, to moja ryba! W trakcie rozgrywki

Teraz przystępujemy do głównego wyścigu. W swojej kolejce można poruszyć jednego pingwina na inną krę. Ruch może się odbyć tylko po linii prostej, ale o dowolną liczbę pól. Przy czym nie wolno przeskakiwać innych pingwinów (tak – w taki razie będziemy blokować ruchy przeciwnikom), ani nie można przeskakiwać dziur w lodzie.

Tylko skąd te dziury? Ano stąd, że po poruszeniu pingwinem zdobywamy kafelek, na którym wcześniej ten pingwin stał. Chodzi więc o to, aby umiejętnie ruszając się pingwinami, blokując i odcinając przeciwników, zdobyć jak najwięcej z tych 100 ryb. Aby to zrobić, trzeba nieco pokombinować i ciągle zastawiać pułapki na przeciwników uważając przy tym, aby samemu nie zostać na dryfującej po morzu, samotnej krze.

Kategoria wiekowa

Gra przeznaczona jest oficjalnie dla dzieci od 8-lat. Da się w nią spokojnie grać z przedszkolakiem, ale oczywiście młodsze dzieci nie będą tak dobre w zastawianiu pułapek i blokowaniu przeciwników. Skupią się raczej na zbieraniu ryb nie zwracając uwagi na otocznie. W miarę grania zauważą, że trzeba uważać, aby nie zostać odciętym, a dopiero na koniec nauki przejdą do kontrataku. W tej grze dorosły gracz będzie miał przewagę nad dzieckiem (przynajmniej na początku), więc rodzic będzie musiał czasem odpuścić agresywniejszą grę, żeby nie zniechęcać dzieci oraz trochę potłumaczyć co i dlaczego sam robi.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

„Hej, to moja ryba!”, to gra z kafelkami, których ubywa w trakcie grania, co samo w sobie jest dla dzieci ciekawe. Jest to gra logiczna, przez co będzie od dzieci wymagała analizowania różnych ruchów, planowania i podejmowania decyzji, którym pingwinem należy się teraz ruszyć i dokąd, aby zdobyć więcej ryb. Początkowo plansza jest duża i wiele może się na niej zdarzyć. To pozwoli rozwijać dzieciom wyobraźnię przestrzenną. Tutaj jest trochę jak w szachach – trzeba analizować możliwości ruchu swoich pingwinów oraz to jak mogą się ruszyć przeciwnicy.

Ocena

Bardzo lubimy tę grę. Nowe wydanie prezentuje się naprawdę atrakcyjnie, do tego rozgrywka jest szybka i emocjonująca. Ryby liczymy na koniec gry, więc młodsze dzieci nie będą się denerwowały ew. gorszym wynikiem w trakcie rozgrywki, a od nas samych zależy jak agresywna ta rozgrywka będzie.

Jedyne czego nie lubię w grach, a tutaj to występuje, to długi czas potrzebny na przygotowanie do rozgrywki. Zwłaszcza przy grach dla dzieci ma to znaczenie, bo te zaczynają się wiercić i pytać „no kiedy zaczynamy, kiedy, kiedy?”. Niestety kafelki trzeba na początku skrzętnie rozłożyć. Ale za to dałbym co najwyżej mały minusik do oceny, bo nie trwa to znowu aż tak długo i można to zrobić razem z dziećmi. Więc i tak zostaje zasłużona piątka. Polecam pingwinie wyścigi po rybkę na rodzinne granie z odrobiną myślenia i kombinowania!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji!
Granna

Mały Książę – czy piękną książkę można zamienić w piękną grę?

Marcin Niebudek,

W tym roku mija 70-ta rocznica pierwszego wydania „Małego Księcia” autorstwa Antoine de Saint-Exupéry. Doczekaliśmy się więc gry planszowej „Mały Książę: Stwórz mi planetę„, którą REBEL.pl wydał właśnie po polsku! Czy można przełożyć tak niezwykłą książkę na grę? Okazuje się, że tak! Ale od początku…

Mały Książę - książka i gra

Już pudełko zdradza, że w grze wykorzystano oryginalne rysunki stworzone przez samego autora książki. Wewnątrz znajdziecie 80 kafelków w czterech rodzajach. Da się z nich złożyć w sumie 5 planetek Małego Księcia. Będą więc wśród nich elementy na środek planety oraz na jej zaokrąglone boki. Każdy z kafelków przedstawia różne zwierzęta, rośliny i przedmioty rodem z książki. Jeden ze stosów przedstawia postaci, które również zostały z książki zapożyczone.

Mały Książę - zawartość pudełka

W tych postaciach kryje się sedno rozgrywki. Gracze będą w kolejnych rundach zdobywać fragmenty do budowy własnej planety, aż skompletują ją całą. Wśród elementów, każdy z graczy zdobędzie też cztery z postaci, które będą miały pewne oczekiwania co do wyglądu planety. Za spełnienie tych oczekiwań gracze otrzymają na koniec gry punkty. Będzie więc tytułowy Mały Książę, który chce aby na planecie znalazły się różnego rodzaju owieczki oraz pudełka (pamiętacie, która z owiec narysowana przez autora najbardziej spodobała się Małemu Księciu w książce?). Będzie latarnik zainteresowany jak największą liczbą latarni. Będzie astronom, który będzie chciał, aby planetę otaczało jak najwięcej gwiazd, itd.

Wygra ten, kto najlepiej spełni oczekiwania wybranych przez siebie postaci, ale to nie wszystko. Na graczy czyha też kilka pułapek. Będzie trzeba wystrzegać się nadmiernej ilości baobabów (tak – w książce także Mały Książę opowiadał o konieczności pielęgnacji swojej małej asteroidy), bo gdy na planecie pojawią się trzy, wtedy będzie trzeba obrócić kafelki i stracić wszystko co się na nich znajdowało. Będzie się trzeba także wystrzegać wulkanów, gdyż ten, kto na koniec gry będzie ich miał najwięcej, straci przez to cenne punkty.

Mały Książę - Stwórz mi planetę

Rozgrywka jest ciekawa. Nie trwa długo, a sama tematyka jest bardzo atrakcyjna dla dzieci. Dla naszego syna gra była wręcz powodem do tego, aby podjąć próbę przeczytania książki, bo bardzo go zainteresowały przygody Małego Księcia.

Chcę napisać jeszcze o jednym elemencie mechaniki gry. Mianowicie, o kolejności graczy w trakcie tury. Zasady mówią, że grę rozpoczyna najmłodszy z graczy. Losuje on z wybranego stosu tyle kafelków ilu jest grających (tak, żeby każdy otrzymał swój kafelek) i wybiera jeden z nich. Następnie to on wybiera kto może wziąć następny z kafelków. Tak więc nie gramy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tylko w kolejności wyznaczania następnego zawodnika przez samych grających. Ostatnia osoba staję się pierwszą w kolejnej turze.

Ta zasada wprowadza dodatkowy element interakcji (raczej negatywnej) pomiędzy graczami, bo można kogoś zablokować i pozbawić go wyboru, ale… Przy grze trzyosobowej można doprowadzić to efektu wiecznego drugiego gracza. Przy większej ilości osób, kolejność będzie się już zmieniać bardziej różnorodnie, ale i tak może dojść do jeszcze większego „zagłodzenia” jednego z graczy, który wiecznie będzie przedostatni i nie będzie miał możliwości wyjścia z tej sytuacji. Takie wyznaczanie jest też mniej zrozumiałe dla młodszych graczy, dlatego szybko zdecydowaliśmy się grać jednak zgodnie z ruchem wskazówek zegara, żeby każdy mógł być pierwszy, drugi, itd. Przynajmniej jeśli chodzi o granie rodzinne taka modyfikacja nie stanowi uszczerbku na frajdzie, jaką gra nam dawała.

Mały Książę - ilustracje rodem z książki

Warto jeszcze wspomnieć o wariancie 2-osobowym, który wprowadza element blefu, ponieważ nadal w trakcie jednej kolejki do wyboru są trzy kafelki, ale gracz rozpoczynający podgląda je wszystkie po czym jedne z nich zakrywa i jako pierwszy wybiera przeciwnik :-) Można więc tę osobę podpuszczać.

Kategoria wiekowa

To jest gra od 8 lat i faktycznie ma ona elementy, których młodsze dzieci nie zrozumieją, lub sobie z nimi nie poradzą. Wersja z blefem może być za trudna, ale to tylko opcja 2-osobowa. Jedną z postaci jest pijak, który punktuje kafelki obrócone w wyniku zdobycia zbyt wielu baobabów – starsi gracze to wykorzystają, młodsze dzieci miały kłopot ze zrozumieniem o co chodzi, pomijając już fakt, że przedszkolaki mogą nie wiedzieć kto to jest pijak. Ale w związku z tym, że tylko w grze 5-osobowej używa się wszystkich kafli, to spokojnie można tę postać na początku odrzucić, jeśli będzie sprawiała kłopot.

Grałem w Małego Księcia z 5- i 6-latkami u syna w przedszkolu i były zachwycone samą tematyką i oprawą. Budowanie własnych planetek z kafelków bardzo im się podobało, mimo, że nie miały pojęcia kim jest Mały Książę (no bo skąd miałyby wiedzieć). To zupełnie w niczym nie przeszkadza! Dzieci rozumieją co to znaczy, że jakaś postać chce aby na planecie było dużo różnych zwierząt, że ma być dużo słońc, itd. Sama gra długo się nie znudzi, więc można się nią zacząć bawić wcześniej niż z dziećmi szkolnymi i nadal czerpać z niej radość.

Czego gra wymaga od dzieci / Czego ich nauczy?

Dzieci będą musiały w tej grze realizować cele, jakie wyznaczają im wylosowane postacie. To bardzo wartościowa nauka. Nie chodzi tylko o układanie planetek (choć i to może stanowić zabawę samą w sobie), ale o to, żeby dokonywać wyborów zgodnych z własnym celem. Dzieci nauczą się oceniać, który element jest dla nich w danym momencie bardziej wartościowy. Trudność będzie stanowiło śledzenie czterech postaci na raz. Młodsze dzieci skupią się początkowo na 1-2 i będą przegapiać wymagania innych mieszkańców planety. Jednak w miarę grania będą w tym co raz lepsze i o to właśnie chodzi.

Starsze dzieci i dorośli spostrzegą, że czasem kluczem do zwycięstwa będzie nie tyle, co warto mieć u siebie, ile jaki element należy zabrać, żeby uniemożliwić przeciwnikom zdobycia dużej liczby punktów.

No i pomyślcie, że mimochodem dzieciaki wchłoną nieco świata wykreowanego przez Antoine de Saint-Exupéry.

Ocena

Gra jest wydana pięknie. Ilustracje są kolorowe, atrakcyjne i zrozumiałe dla dzieci. Instrukcja także jest piękna i przejrzysta. Gra jest doskonała w każdym wariancie ilości graczy, a w dodatku wersja dla dwóch osób czyni z niej doskonałą pozycję na szybką, ale ciekawą partyjkę dla rodziców. Jednym słowem, gra jest wspaniałą pozycją rodzinną. Daje nieco możliwości pokombinowania, za każdym razem stawia nieco inne cele i do tego przepięknie wygląda.

Już po pierwszych rozgrywkach wdarła się ona do grona naszych ulubionych gier. Szczerze polecamy granie nawet ze starszymi przedszkolakami, a dla rodziców dzieci szkolnych to moim zdaniem pozycja obowiązkowa. Z resztą nawet dorośli dobrze się będą przy niej bawili!

Zobacz jak oceniamy…
5/5

Dziękujemy REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji!
REBEL.pl